Refleksje Filipa z pobytu w Ugandzie

Posted on Updated on

Misja w Ugandzie to niezwykłe doświadczenie i bardzo trudno jest to opisać słowami, nawet jeśli sam tekst zajmowałby bardzo dużo miejsca. Pierwsza rzecz, z którą się zderzyłem, to różnice widoczne gołym okiem. Wygląd Ugandy, miast, wiosek, klimat, zachowanie i styl życia ludzi – wszystko jest inne. Po jakimś czasie zacząłem coraz więcej rzeczy rozumieć i przyzwyczajać się.

Miałem możliwość spotkania wielu ciekawych ludzi. Moją główną aktywnością i zadaniem było pomaganie w szkołach podstawowych i liceum, gdzie przygotowywałem zajęcia dla dzieci, starałem się przekazać różne wartości, rozmawiałem, poznawałem ich, a oni mnie. Ogromnym błogosławieństwem było widzieć wielką radość dzieci powodowaną prostymi rzeczami. Bardzo dotknęła mnie ta bijąca od wszystkich radość, spokój i wdzięczność.

Nowym doświadczeniem było również przebywanie i wspólna modlitwa z chłopakami ze szkoły „Timothy”. Często nie było czasu na przygotowanie do podzielenia się Słowem Bożym, więc musiałem całkowicie poddawać się pod Boże prowadzenie i pozwolić Bogu używać moich ust, by mówić do tych ludzi. Poruszyło mnie ich zaangażowanie, to że codziennie wieczorem spotykali się by śpiewać Panu Bogu, modlić się, mówić świadectwa i duchowo usługiwać sobie nawzajem.

Mogłem też poznać młodego mężczyznę o imieniu Everest, który od kilkunastu lat ma sparaliżowane nogi. Jego możliwości jako niepełnosprawnego w Ugandzie są bardzo ograniczone. Każda rozmowa z nim była bardzo inspirująca, ponieważ biła od niego wewnętrzna radość, było widać, że ma ogromną wiarę i nadzieję. Cieszyłem się, że mogłem mówić mu więcej o Bogu i modlić się razem z nim.

Miałem również możliwość poznać Dicksona, czyli chłopca, którego moi rodzice zdecydowali się sponsorować. Byłem u niego w domu, poznałem jego rodzinę. Opowiedziałem mu o swoich rodzicach i braciach. Bardzo cieszył się z tego, że otrzymuje od nas wsparcie Był wdzięczny, a ja czułem się uszczęśliwiony tym, że mogłem go spotkać i przekazać mu osobiście wiadomość od moich rodziców. Teraz jest moim ugandyjskim braciszkiem.

Bardzo zachęcam każdego do pomocy w Ugandzie oraz – jeśli jest taka możliwość – do wyjazdu. Takie doświadczenie otwiera oczy na wiele spraw, pozwala zobaczyć jaka naprawdę jest Uganda, czym jest bieda, dlaczego warto pomagać i modlić się o takie miejsca. Jestem wdzięczny Bogu za ten wyjazd i wszystko, czego mogłem doświadczyć.

Reklamy