Szkoła „Timothy”

Posted on Updated on

W 2016 założyliśmy szkołę biblijno-zawodową „Tymoteusz” (Skills and Spiritual Development Centre „Timothy”), w której chłopcy w wieku 16-25 lat mogą na kursie zawodowym uczyć się umiejętności z zakresu popularnych w tym regionie zawodów tj. budownictwa, ślusarstwa, rolnictwa, stolarstwa, biznesu i komputera, a poza tym praktycznej wiary i chodzenia w bliskiej relacji z Panem Jezusem. Oto słowa jednego ze studentów tej szkoły, Rogera Kwesige:

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem tę szkołę, spodobał mi się budynek, bo wyglądał bardzo ładnie i elegancko. Dowiedziałem się od innych studentów, że to dobra szkoła, gdzie jest też nauczanie o Królestwie Bożym i bardzo mnie to ucieszyło, że tam trafiłem.  Podczas roku szkolnego poznałem lepiej innych studentów i nawiązałem z nimi przyjaźnie. Razem się uczymy i traktujemy się jak bracia, ucząc się zarówno umiejętności praktycznych, jak i duchowych. Bardzo się z tego cieszę, że nabywam nowe kwalifikacje, bo na pewno znajdę po nich pracę i będzie mi łatwiej w życiu. Naprawdę bardzo dziękuję Bogu za Jego prowadzenie w moim życiu aż do teraz przez te wszystkie wydarzenia. Wyznałem Mu swoje grzechy i stałem się jednym z dzieci w domu Najwyższego Boga. Jestem teraz wierzący i pełen Bożej mocy. Proszę więc Boga o pomoc w przyszłej pracy, abym mógł mieć pieniądze, by pomagać ubogim w taki sam sposób, w jaki mi pomagano.

IMG-20190318-WA0047

Osoby, które się uczą w szkole „Tymoteusz” pochodzą z różnych środowisk i w różny sposób dowiadują się o szkole. Jeden z uczniów, Paul Muhumuza, napisał tak:

Straciłem oboje rodziców mając kilka lat, więc utrzymywał mnie wujek. Tuż przed skończeniem 3 klasy szkoły średniej wujek przestał mnie wspierać w mojej nauce ze względu na plotki, które o mnie usłyszał, że wdałem się w hazard. Przez to prawie dwa lata nie chodziłem do szkoły, bo nie miałem pieniędzy, ale w tym czasie najmowałem się do różnych prac i modliłem się, by Bóg dał mi sposób na sfinansowanie dalszej nauki. Jednej nocy miałem sen, że idę do szkoły, ale przecież nadal nie miałem środków. Trzymałem się wiary w Boga w sercu, bo On jest odkupicielem i dawcą, obrońcą, źródłem wszystkiego, więc nie poddawałem się, jak jest napisane w Mateusza 7:7-11. Kiedyś zapytałem Boga „Dlaczego zostawiłeś mnie samego, Królu Królów, który nie mścisz się tak, jak ludzie?”. Pewnego wieczoru siedziałem z przyjaciółmi i usłyszałem w radio ogłoszenie o szkole „Timothy”. Uznałem, że Bóg usłyszał moje wołanie, które zanosiłem do Niego od dawna, odpowiedział na nie i spełnił moje marzenie. Przyjęto mnie do tej szkoły i jestem szczęśliwy, że mogę się tu uczyć.

Obecnie finansowe utrzymanie tej szkoły jest dla nas największym wyzwaniem, bo w większości uczniowie nie płacą czesnego, gdyż są sierotami. Chłopcy którzy do niej trafiają, zwykle nie mają pieniędzy na edukację, tak jak to było w przypadku Samuela Kyaligonza:

Przez jakiś czas w moim życiu ciocia opłacała mi czesne za szkołę, ale kiedy zdałem do trzeciej klasy szkoły średniej, jej sytuacja uległa pogorszeniu. Ciocia zaczęła sugerować, że jestem na tyle duży, że powinienem zacząć sam na siebie zarabiać, jeżeli chcę ukończyć szkołę. Niestety musiałem jednak zrezygnować z dalszej nauki, bo nie byłem w stanie znaleźć pracy, z której mógłbym zaoszczędzić na czesne. Po roku pracy, jako pomocnik w rolnictwie, usłyszałem od kogoś, że jest takie miejsce zwane szkoła „Timothy”, ale sądziłem, że nie byłoby mnie stać tam na naukę. Zacząłem się jednak dowiadywać szczegółów. Ufałem, że jeżeli tam pójdę i przedstawię swoją sytuację, to może będą w stanie mi pomóc. Dziś myślę, że to Pan Jezus Chrystus mnie tam posłał. Dziękuję Bogu, ponieważ pomógł mi we wszystkim. Modlę się, by Pan Bóg ogromnie błogosławił ludziom, którzy finansują tę szkołę.

Reklamy