Day: 4 października 2020

Jeśli narzekasz, że ciągle w życiu masz pod górkę, przeczytaj tę historię

Posted on Updated on

My, Polacy, mamy wyjątkową tendencję do bycia niezadowolonymi. Bez względu na to, co dzieje się w naszym życiu – zawsze mogło być lepiej. Rzadko doceniamy, za to często – narzekamy.

Czasami poznajemy wstrząsającą historię kogoś innego i na chwilę jesteśmy wdzięczni za to, co mamy. Ale tylko na chwilę. Może poniższa historia życia Ninsiimy Mercy nie tylko na długo pozostawi nas wdzięcznymi, ale skłoni do pomocy kobiecie, której naprawdę życie nie oszczędzało.

NINSIIMA MERCY została sierotą w wieku 3 lat (wtedy umarła jej mama, wcześniej – tata). Razem z rodzeństwem zamieszkała u ciotki, która była biedną kobietą. Często brakowało pieniędzy na jedzenie, a także ciężko jej było opłacić szkołę dla czworga dzieci. Mercy i jej rodzeństwo regularnie było odsyłane do domu ze szkoły ze względu na problemy z opłatami. Dzieci pracowały więc na polach sąsiadów, żeby zarobić na czesne i móc chodzić do szkoły. Mercy udało się skończyć szóstą klasę podstawówki i na tym zakończyła się jej edukacja, bo wtedy ciotka zmarła. Przygarnęła ich sąsiadka. Wszystko, co Mercy pamięta z tego czasu, to to, że cały czas była głodna. Po pewnym czasie dzieci odeszły od sąsiadki, bo znalazły wujka. Niestety i tam długo nie mieszkały, bo po pół roku wujek zmarł i znowu zostały same… Błąkały się po okolicy i prosiły ludzi o jakąś pracę – za jedzenie. Po jakimś czasie znalazła się kolejna ciotka, która wzięła ich do siebie. Niestety, nadzieje dzieci na lepsze życie były płonne – ciotka znęcała się psychicznie i fizycznie nad nimi i mimo ich pracy w jej polu, nie dawała im jeść. W końcu ich wyrzuciła. Wtedy rodzeństwo się rozdzieliło i każdy poszedł w swoją stronę…

Mercy, z resztkami nadziei na lepsze życie, wyjechała do stolicy. Szukała pracy, ale nie miała co jeść, ani gdzie mieszkać. Spała na ulicy. W końcu znalazła kobietę, u której pracowała przez 1,5 roku za dach nad głową. A potem przyjęto ją do firmy, która produkowała papierowe torby. Mercy zarabiała 15 tysięcy szylingów (ok. 20 zł!) miesięcznie. Szefowa zaufała jej na tyle, że powierzyła jej opiekę nad wnuczką. Do obowiązków Mercy należało m.in. odprowadzanie i przyprowadzanie dziewczynki ze szkoły. Któregoś dnia, kiedy wracała do domu, odprowadziwszy podopieczną do szkoły, potrącił ją samochód. Wskutek wypadku amputowano jej nogę. Spędziła w szpitalu kilka miesięcy zupełnie sama – nie odwiedził jej nikt. Przed te miesiące nie mogła nawet zmienić ubrania, bo po prostu nie miała innego na zmianę…

Zapaliło się światełko nadziei w jej życiu, kiedy ktoś podarował jej protezę nogi. W szpitalu nauczyła się na niej chodzić i kiedy była gotowa na opuszczenie szpitala, udała się do swojej szefowej. Ta wyrzuciła Mercy, twierdząc, że ktoś bez nogi nie może dla niej pracować. Załamana dziewczyna, nie mając gdzie pójść, wróciła do szpitala, błagając o pomoc. Potem poszła do kobiety, od której dostała protezę, ale niestety, ona również nie miała dla niej pracy. Pozwoliła jej jednak zatrzymać się w swoim niewykończonym domu – bez drzwi i okien. Kolejny raz Mercy miała zaczynać nową walkę o siebie. Wtedy w nocy do domu wtargnął jakiś mężczyzna i ją zgwałcił. Jej wola walki się skończyła. Nie umiała sobie z tym poradzić – chciała popełnić samobójstwo. Okazało się jednak, że jest w ciąży. Kobieta, w której domu mieszkała, poradziła jej, żeby wróciła do krewnych. Mercy nie miała do kogo wrócić, bo z nikim z rodziny nie utrzymywała kontaktów. Tułała się po Kampali, czekając na śmierć…

Wtedy rozpoznał ją ktoś z jej wioski i zawiózł do kuzynki. Miała dach nad głową, ale był to wspólny pokój z kuzynką i jej mężem. Sytuacja była niezręczna, a kuzynka bardzo źle traktowała Mercy i w końcu po pewnym czasie odprawiła ją. Mercy nie miała jednak dokąd pójść… Nie miała innych krewnych, rodziców, przyjaciół, nikogo, kto podałby jej pomocną dłoń. Znowu była sama – na ulicy… Chodziła i płakała. Spotkała człowieka, który wysłuchał jej smutnej opowieści i wynajął dla niej pokój na 3 miesiące. Przynosił jej jedzenie i o nią dbał. Niestety po kilku tygodniach ta odrobina stabilizacji się skończyła. Człowiek, który jej pomagał, dostał pracę w Kampali i wyjechał. Na domiar złego proteza Mercy się złamała. Kobieta straciła resztki nadziei. Nie mogła pracować bez protezy, rosły zaległości w opłatach za czynsz, ona i dziecko nie mieli co jeść. Nie miała siły już walczyć. Piła tylko wodę i spała. W letargu poprosiła Boga o pomoc.

Usłyszeliśmy historię Mercy i zdecydowaliśmy się Wam tutaj o niej opowiedzieć. Wierzymy, że z Waszą pomocą uda się zgromadzić środki na zaopatrzenie Mercy w niezbędne rzeczy i jedzenie oraz zakupimy jej protezę (koszt około 2-3 tys. zł). Dla Mercy i jej dziecka będzie to prawdziwy cud, a dla nas wszystkich radość z możliwości pomocy komuś w potrzebie. Możemy też okazać wdzięczność Bogu za to, co mamy i otworzyć serca na ubogich w Ugandzie.

Jeżeli chcecie pomóc Mercy „stanąć na nogi”, prosimy o wpłaty na konto:

Wielkopolskie Stowarzyszenie Edukacyjne
Os. Wichrowe Wzgórze 10/17
61-674 Poznań
58 1020 4027 0000 1902 0473 7880

z tytułem: „POMOC DLA NINSIIMY MERCY”. 

Serdecznie dziękujemy.