Adopcja Rodzin

Od maja 2020 r. jest możliwa „Adopcja Rodzin” opisanych w zakładce Dystrybucja żywności w odpowiedzi na ich trudną sytuację utraty pracy i źródeł dochodu. Obecny kryzys rodzin wyniknął z obostrzeń związanych z pandemią Covid-19, choć niektóre rodziny cierpiały dotkliwe ubóstwo już wcześniej.

Założeniem tego projektu jest pomoc kwotą powyżej 100 zł miesięcznie wybranej rodzinie przez okres kilku miesięcy (tutaj można przeczytać REGULAMIN „ADOPCJI RODZIN”). Podarowane im pieniądze będziemy przeznaczać na opłaty szkolne ich dzieci, żywność, zakup materacy, pościeli, koców, itp. Docelowo jeśli środki pozwolą, to planujemy dla nich pomoc gospodarczą, czyli przekazanie środków na rozpoczęcie małej działalności, która przyniesie im dochód, dający możliwość zatroszczenia się o swoją rodzinę bez pomocy z zewnątrz. Z naszej strony będziemy przesyłać informacje o tym, jak zostały wydane pieniądze oraz zdjęcia. W sprawie wyboru rodziny prosimy o kontakt na maila: misje@wse.org.pl

PONIŻEJ PRZEDSTAWIAMY RODZINY, KTÓRE JUŻ ZOSTAŁY PRZEZ KOGOŚ WYBRANE:

Pani NAMUDDU OLIVIER mieszka z siedmiorgiem dzieci, wnuczką i swoją 96-letnią mamą w glinianym 10m2 domu. Musiała uciekać do swej mamy od swojego męża, który groził jej śmiercią, po tym jak zgwałcił jej najstarszą córkę, a ona chciała go podać na policję. Opłaty szkolne dla wszystkich dzieci to około 450 zł na semestr na co tej kobiety nie stać, ponieważ przed kwarantanną pracowała w restauracji za pensję 150 zł miesięcznie. Tracąc pracę, rodzina utraciła jedyne źródło utrzymania. Kiedy przynieśliśmy im paczkę z żywnością, dowiedzieliśmy się, że ostatnie dni jedli raz dziennie gotowane żółte banany, które były zerwane z drzewa jeszcze zielone (malutkie jak palec). Rodzina potrzebuje działki pod uprawę, większego domu, pościeli, materacy (śpią na podłodze), jedzenia i pieniędzy na opłaty za szkołę dzieci.

KATABARWA ADRIAN to 90-letni wdowiec, który nie tylko pochował swoją żonę, ale także dwójkę dzieci. Jeden zmarły syn ze swego małżeństwa miał jedną córkę, która urodziła się niepełnosprawna umysłowo. Kobietę tą zgwałcono kilka razy i z tych gwałtów ma trzech synów. Chłopcy mają 11, 13 i 15 lat. Chodzą do szkoły podstawowej, w której na opłaty za jeden semestr pan Adrian 180 tysięcy szylingów, czyli około 200 zł. Za pierwszy semestr pan Adrian nie opłacił szkoły chłopcom, ponieważ nie miał pieniędzy. Wdowiec mieszka wraz ze swoją niepełnosprawną wnuczką i trzema prawnukami. Wszyscy razem pracują na polu, aby mieć co jeść. W obecnie sytuacji jedzą raz dziennie, zwykle gotowaną kasawę.

 

Pani KATUSABE MAUREEN jest wdową z piątką dzieci. Mieszka u niej w tym małym glinianym domu także jej siostra z dzieckiem. Przed kwarantanną siostry pracowały w szkolnej kuchni. Niestety w tym czasie szkoły są zamknięte i pani Maureen z siostrą od marca nie otrzymują pieniędzy. Kiedy do nich trafiliśmy, na łóżku leżało chore dziecko, a kobiety nie miały 10 zł na leki dla niego. Od kilku tygodni jedli tylko jeden posiłek z owocu jackfruit, który rośnie u nich w ogrodzie. Nie mają pola pod uprawę. Obie są zakażone wirusem HIV. Wszyscy byli zachwyceni paczkami z jedzeniem. Maureen martwi się, że nie będzie mieć 250.000 szylingów na opłaty szkolne dla swych dzieci.

Pani NYANGOMA MARY (w czapce), matka piątki dzieci, porzucona przez męża. Jej rodzice nie żyją, a rodzeństwo mieszka w wynajmowanych pokojach. Kobieta tułała się i nie miała się gdzie podziać. Przygarnęła ją pewna osoba na pewien czas, a potem jak Mary znalazła pracę w mieście, to wynajęła sobie i dzieciom 2 pokoje w tym glinianym domu za 50.000 szylingów na miesiąc (ok. 55 zł). Na semestr płaciła dzieciom 240.000 szylingów za szkołę. Nie zapłaciła za pierwszy semestr, ponieważ w marcu z powodu kwarantanny straciła pracę. Boi się, że jej dzieci nie dokończą szkoły w tym roku z tego powodu.

Pani KATUSABE GRACE jest wdową z sześciorgiem dzieci. Wcześniej zarabiała na ich utrzymanie w taki sposób, że z dziećmi wstawali wcześniej rano i zbierali dodo rosnące dziko na polach, następnie związywali to sznurkami. Potem dzieci (głodne) szły do szkoły, a kobieta zabierała dodo na rynek, gdzie próbowała to sprzedać. Jeśli danego dnia zarobiła około 5.000 szylingów (około 4,50 zł) to była bardzo szczęśliwa. Kobieta utraciła źródło dochodu, ponieważ od końca marca jest zabroniona sprzedaż warzyw na rynkach z powodu pandemii. W kwietniu udało jej się znaleźć pracę w polu u kogoś, gdzie mogła za pracę otrzymać jedzenie. Kobieta martwi się przede wszystkim o opłaty szkolne dla swoich dzieci w tym czasie, które wynoszą około 350 zł.

Pan KYALIGONZA AUGUSTINE mieszka z żoną i 8 dzieci w glinianym domu na bardzo małej działce. Nie mają swojego pola, które mogliby uprawiać. Najmują się do prac w rolnictwie u sąsiadów, ale zarabiają za to bardzo mało. Trudno im utrzymać rodzinę. Tylko 3 dzieci chodzi do szkoły. Kiedy tam przybyliśmy, jego żona Veronica ledwo chodziła, bo została kilka dni temu pogryziona przez psa, a rodzina nie miała pieniędzy na zapłatę za szpital. Ich młodszy syn został przypadkiem poparzony wrzątkiem i jak zobaczyliśmy, że płacze z bólu, bo ma oparzenie 2 stopnia, a rodzina nie ma 300 zł, aby zabrać go do szpitala, to my go wzięliśmy do szpitala. Rodzina potrzebuje pomocy na jedzenie i w opłatach szkolnych dzieci.

 

Pan RAMANZANI BIRUNGI z żoną i dziećmi uciekli przed śmiercią. Przygarnęła ich do opuszczonego domu pewna kobieta, która pozwoliła im pracować w jej ogrodzie, z którego mają pożywienie. Rodzinę chciano zabić, kiedy odkryto na ich działce złoża miedzi. Mężczyzna jest zbyt biedny, by wynająć prawnika w swej sprawie. A nawet gdyby miał pieniądze, to bałby się wrócić do tej wioski na swoją ziemię, ponieważ wieść o jego cennych złożach rozniosła się szerzej i w każdej chwili znienacka mógłby zostać zabity. Mężczyzna pogodził się ze swoim losem i oddal sprawę ręce Boga. W tym domu, gdzie mieszkają strasznie śmierdziało wilgocią i brudem. Ich własnością jest jeden materac, koc i dwie zmiany odzieży. Mimo wszystko widziałam w nich Bożą radość. Byłoby cudownie podarować im działkę, gdzie uprawialiby swój ogród i na której mogli by zbudować sobie gliniany dom. Koszt zakupu 1 akra w tej okolicy to około 4 tys. złotych.

Pani NAMITARA ESTHER przed kwarantanną sprzedawała wodę i napoje przy drodze. Teraz jednak nie może pracować. Ogłoszenie kwarantanny i zakazu przemieszczania zatrzymał jej męża tam, gdzie pracował. Esther nie ma z nim kontaktu – jego telefon nie odpowiada. Kobieta bardzo się martwi, bo jest w ciąży i zbliża się termin porodu, a nie może skontaktować się z mężem.

Nie ma skąd wziąć pieniędzy na szpital. Jest w trudnej sytuacji. Była bardzo wdzięczna za paczkę z żywnością i mydłem, bo odkąd zaczęła się kwarantanna jadła tylko owsiankę dwa razy dziennie – na śniadanie i kolację. Potrzebuje pieniędzy na opłacenie porodu w szpitalu. Dodamy tylko, że w Ugandzie jest tylko prywatna służba zdrowia. Nie ma państwowej. Odebranie porodu w małej przychodni kosztuje około 120 zł, a każda doba potem w szpitalu około 50 zł.

 

 

Pani KEMIGISA GLADYS mieszka w takim domu bez okien i drzwi jak widać na zdjęciu 😦 tragiczna sytuacja. Nie mają w domu niczego. Śpią na podłodze. Nie mają koców ani pościeli. Jedzą raz dziennie ziemniaki, które dał im ktoś z kościoła. Pani Gladys jest wdową, jej mąż zmarł nagle. Nie mają własnego pola. Kobieta czasem pracuje na polach sąsiadów, ale większość ludzi w jej okolicy jest także bardzo biedna i jej nie płacą, a jedynie dają warzywa z pola. Jej największą troską jest posyłanie dzieci do szkoły i drzwi do domu. Potrzebuje 140.000 szylingów na semestr (około 150 zł) na opłaty szkolne. Za pierwszy semestr nie zapłaciła. Była bardzo wdzięczna za niepomijanie jej i za otrzymane jedzenie.

 

Pani BETTY jest wdową z pięciorgiem dzieci. Jedynym źródłem dochodu jest praca w polu sąsiadów. Opłacanie szkoły dla pięciorga dzieci (około 250 zł za semestr) jest ogromnym wyzwaniem dla pani Betty.

Sytuacja rodziny jest trudna – jedzą tylko kasawę, raz dziennie. Uprawiają warzywa w przydomowym ogródku, ale zbiory są niewielkie.

Wsparcie w opłacaniu szkoły dla dzieci jest konieczne, aby mogli dokończyć rok szkolny. Rodzina potrzebuje także jedzenia, ubrań, koców, prześcieradeł, itp.

 

NYAARHUMA DEO wychowuje sam pięcioro dzieci. Zarabia na utrzymanie, pracując na polach sąsiadów. Ma kawałek własnego ogródka, ale jest niewielki i nie wystarcza na zaspokojenie potrzeb żywieniowych rodziny. Jedzą dwa razy dziennie. Dom, w którym mieszkają, jest w bardzo złym stanie. Dach jest dziurawy i kiedy pada deszcz, do środka leje się woda. A ponieważ nie mają łóżek, muszą spać na zalanej podłodze. Dom wymaga remontu, ale Deo nie może sobie na niego pozwolić. Dzieci chodzą do szkoły (koszt to ok. 300 zł za semestr za wszystkich łącznie), tata jednak ma problemy z opłaceniem czesnego – tutaj potrzebne jest wsparcie. Potrzebują również jedzenia.

Państwo SANYU STEPHEN i jego żona Annet mają ośmioro dzieci. Są duchownymi kościoła zielonoświątkowego, ale nie dostają z tego tytułu pensji. Skromną żywność otrzymywali od członków kościoła, a czasem udało się im znaleźć pracę w polu. Wynajmują dwa pokoje, za które płacą 95.000 miesięcznie (około 100 zł). W tym czasie od kilku tygodni jedli tylko raz dziennie owsiankę. Kiedy przyjechaliśmy, właśnie modlili się w kościele do Boga o pomoc. Dlatego na zdjęciu są tak rozradowani, bo pojawiliśmy się jako odpowiedź na ich modlitwę. Państwo Sanuy w tym roku nie posłali dzieci do szkoły, bo nie mieli w ogóle pieniędzy na opłaty. Koszt szkoły na semestr to około 420.000 szylingów (około 450 zł) i to jest ich modlitwą, aby te pieniądze jakoś się znalazły na ten cel.

 

Kiedy mąż pani KAMUKAMA zmarł, zostawił ją z trójką dzieci. Wyszła za mąż po raz drugi i łącznie ma sześcioro dzieci. Mieszkają w ósemkę w maleńkim domku i żyją w ogromnej biedzie. Rodzice pracują wprawdzie u sąsiadów, przekopując ich ogródki, ale zarabiają bardzo niewiele. Ich własny ogródek jest za mały, żeby uprawiane w nim warzywa mogły wyżywić rodzinę. Jedzą jeden posiłek dziennie – milet. Jeden z synów, Kato Moses jest niepełnosprawny – nie chodzi (pisaliśmy o nim na naszej stronie, że zbieramy pieniądze na jego operację). Czwórka dzieci chodzi do szkoły, ale rodzice zmagają się z bardzo dużymi problemami, żeby opłacić czesne, więc często dzieci są przepędzane ze szkoły i mogą wrócić dopiero, kiedy opłaty są uregulowane. Rodzina potrzebuje jedzenia, ubrań, materacy i koców, a także pomocy w opłacie czesnego w szkole, aby dzieci mogły się uczyć.

Wdowa NATULINDA AIDA. Jej mąż zginął, potrącony przez samochód, pozostawiając jej jedno dziecko. Druga dziewczynka jest dzieckiem jej zmarłego brata. Wynajmują jeden pokój w tym budynku. Kobieta pracowała jako fryzjerka. Obecnie od marca nie pracuje z powodu restrykcji rządowych. Obecnie od czasu do czasu ktoś z sąsiadów pozwala im pracować na swym polu za kilka sztuk kasawy i kubek fasoli. Kiedy przyjechaliśmy do niej z żywnością, kobieta była bardzo wzruszona, bo jedli raz dziennie. Kiedy usłyszała, że będziemy robić zdjęcia, to szybko z dziewczynkami ubrały się w swoje najlepsze ubrania 🙂 Jej największą troską jest obecnie zapłacenie czynszu za 2 ostatnie miesiące (ok. 100 zł) oraz czesne za szkołę dzieci (ok. 300 zł).

 

Pan MUSINGUZI PATRICK wychowuje samotnie pięcioro dzieci. Jest wdowcem. Mieszkają w wynajmowanym domu. Pan Patrick jest farmerem – tak zarabia na życie. Dzieci chodzą do szkoły, ale ojca nie zawsze stać na zapłacenie czesnego i kiedy szkoła nie jest opłacona, dzieci zostają w domu i także wtedy pracują w polu. Jedzą dwa razy dziennie – ziemniaki i milet. Sytuacja rodziny jest trudna i potrzebują pomocy w opłaceniu czesnego (około 300 zł na semestr), brakuje im również koców, pościeli i ubrań.

 

 

Pani EVA, która samotnie wychowuje czwórkę dzieci, jest w bardzo trudnej sytuacji. Mąż zostawił ją dla innej kobiety. Pani Eva nie ma stałej pracy. Nie ma wykształcenia, więc jedyna praca, jaką może znaleźć w okolicy to kopanie w polu, ale w ten sposób zarabia bardzo niewiele. Mieszka z dziećmi w wynajmowanym domu, przy którym nie ma ogródka, gdzie mogliby uprawiać warzywa. Jedzą tylko jeden posiłek dziennie – milet. Dzieci nie poszły do szkoły, bo takie wydatki całkowicie przerastają możliwości pani Evy. Rodzinie brakuje wszystkiego – jedzenia, ubrań, koców, pościeli, materaca (bo śpią na podłodze, na klepisku). Konieczna jest różnorodna pomoc dla tej kobiety.

 

Pani KARAMUKYO ANNET ma 37 lat i troje własnych dzieci. Jej mąż był alkoholikiem i kiedy zaczął ją bić, uciekła do domu swoich zmarłych rodziców, który był w ruinie. Razem z dziećmi naprawili uszkodzenia i tam zamieszkali.

Annet oprócz swoich dzieci, opiekuje się także trojgiem dzieci swej zmarłej siostry, oraz z dwojgiem dzieci jej siostrzenicy.

Zwykle Annet zarabia z dziećmi pracują w polu u innych. W ten sposób zdobywają pieniądze na jedzenie, czesne i  na inne potrzeby. W chwili obecnej najpilniej potrzebują pieniędzy na szkołę dla dzieci oraz na jedzenie, gdyż obecnie jedzą tylko skromne posiłki, gdyż nie ma pracy w polu.

Rodzina pani KEMIGABO GRACE składa się z siedmiu osób: mamy (na zdjęciu w czerwonej spódnicy), która ma dwoje dzieci, babci i czworo małoletnich krewnych.

Sytuacja rodziny jest bardzo trudna. Mieszkają w wynajmowanym glinianym domku, nie mają nawet kawałka ziemi, który mogliby uprawiać. Pani Kemigabo utrzymuje rodzinę, pracując na polach sąsiadów.

Do szkoły chodzi tylko dwoje dzieci (opłaty to ok. 150 zł za semestr), a zdobycie takich pieniędzy jest niemal abstrakcyjne w sytuacji, kiedy nie ma się żadnego źródła dochodu. Rodzina je tylko posho i czasami fasolę.

Każdego dnia zmagają się z głodem. Potrzebna jest pomoc w zakupie jedzenia i opłacie czesnego za szkołę dla dzieci.

 

Wdowa ASIIMWE RESTY. Kobieta wychowuje sześcioro dzieci poniżej 16 roku życia. Z powodu braku wykształcenia jedynym źródłem utrzymania tej kobiety jest praca u innych. Mają własny gliniany dom, ale na małej działce i dlatego nie są w stanie uprawiać warzyw na swe utrzymanie. Ich marzeniem jest mieć dużą działkę, aby założyć plantację.

Pani Resty ma sponsorów z Polski, a więc nie musi się martwić o pieniądze na opłaty szkolne swych dzieci.

Odwiedziliśmy ją z paczkami, aby ją podtrzymać na duchu w tym trudnym czasie.

 

Pani KABABITO OLIVER ma czworo dzieci. Zbiera drewno na opał i sprzedaje je kobiecie z wioski Kaihura – w ten sposób zarabia. Niestety, wszystkie zarobione pieniądze przepija. Na utrzymanie rodziny pracują dwaj starsi synowie Oliver. Oni kupują jedzenie i ubrania dla rodziny. Jedzą tylko raz dziennie – posho i kasawę. Dom, w którym mieszkają, jest bardzo stary i jest w kiepskim stanie. Chłopcy to bardzo dzielni i odpowiedzialni młodzi ludzie, ale potrzebują pomocy w utrzymaniu rodziny, bo jest to bardzo trudne zadanie – zwłaszcza teraz w dobie kwarantanny. Ich siostra straciła pomoc cioci, która opłacała jej czesne za szkołę. W tej sytuacji jest potrzebne około 350 zł na semestr, aby mogła wrócić do szkoły, bo jej bracia mają sponsorów z Polski.

Rodzina pani KUNIIRA VALLEY składa się z siedmiu osób: rodziców i pięciorga dzieci (najstarsze ma 14 lat). Utrzymują się z pracy na plantacji herbaty, ale teraz nie mogą pracować z powodu kwarantanny.

Przy domu mają niewielki ogródek, w którym uprawiają kasawę i ziemniaki. Sytuacja rodziny jest trudna – jedzą tylko kasawę i doddo (liście podobne do szpinaku), ewentualnie posho, jeśli je dostaną. Czworo dzieci chodzi do szkoły, ale rodzice mają ogromne problemy z opłaceniem czesnego, nawet w normalnych warunkach, kiedy mogą pracować.

Kwota czesnego za semestr za wszystkie dzieci to około 150 zł. Kiedy przyjechaliśmy do nich z paczką żywnościową, cała rodzina pracowała w ogródku. Byli bardzo wdzięczni za wsparcie, bo naprawdę brakowało im jedzenia.

 

Pani KEMIGISA VESTINE ma troje własnych dzieci, a dodatkowo przyjęła pod swój dach pięć sierot, dzieci jej zmarłej siostry. Dzieci są w różnym wieku, od 2 do 15 lat. Mieszkają w małym domku na własnej działce, na której nie ma już miejsca na uprawę ziemi.

Pani Vestine pracowała na plantacji herbaty, którą zamknięto z powodu restrykcji związanych z pandemią. Teraz nie ma żadnego innego dochodu oprócz małego przychodu z wynajmu. Z tego powodu rodzina je tylko raz dziennie.

Dwoje dzieci – sierot jest sponsorowanych przez Polaków. Kiedy przyszliśmy do nich z żywnością, pani Vestine nie było w domu, ponieważ poszła szukać jakiejś pracy na polu sąsiadów. (Na zdjęciu jest Lillian, dyrektorka naszej fundacji „Gate of Hope” oraz Tumwine Joshua, dyrektor szkoły w Hakatomie).

 

Pani KIIZA IRENE jest wdową, która ponownie wyszła za mąż i najmłodszy syn jest dzieckiem jej drugiego męża. Pozostałe dzieci są jej dziećmi z pierwszego męża. Jest w domu pięcioro dzieci: Gilbert (16 lat), Joshua (12 lat), Livingstone (10 lat), Jordan (6 lat) oraz Adolf (10 lat).

Rodziny nie stać na jedzenie, nie mówiąc o innych potrzebach. Nie mają żadnego źródła dochodu oprócz tego, że sezonowo pracują w ogrodach swoich sąsiadów.

Mają mały kawałek ziemi, która nie jest zbytnio urodzajna – uprawiają na niej ziemniaki, ale jeszcze nie nadszedł czas ich zbioru. Mieszkają w małym domku. Dzieci chodzą do szkoły, a 3 chłopców jest sponsorowana przez Polaków. Wyzwaniem dla rodziny jest obecnie jedzenie oraz zapłata czesnego dla Livingstone i Jordana.

 

Rodzina pani SATURDAY ANNET składa się z 17 osób. Mieszkają w swoim domu na niedużej działce. Pani Annet ma 12 dzieci i troje wnuków, którzy z nią mieszkają, podczas kiedy ich rodzice pracują w miastach. Ośmioro dzieci uczy się w szkołach, a pięcioro jest sponsorowanych przez Polaków. Pani Annet miała trudności z oddychaniem i szybko się męczyła, ale nie miała pieniędzy, aby się leczyć. Dzięki ofiarności Polaków mogła zrobić badania w szpitalu i otrzymać leki. Obecnie czuje się znacznie lepiej. Na utrzymanie rodziny pracuje tylko mąż pani Annet na plantacji herbaty, gdzie zarabia 150.000 szylingów miesięcznie (ok. 160 zł). W związku z kwarantanną obecnie nie może pracować, a więc rodzina nie ma dochodu i dlatego była w potrzebie żywności. Na małej działce uprawiają banany i kawę. Opłaty szkolne pozostałych dzieci wynoszą około 250 zł na semestr, co stanowić teraz będzie dla nich wielkie wyzwanie.

NAMWANJE JULIET wychowuje samotnie dwoje dzieci: 11-letniego Douglasa i 6-letnią Shirat. Mąż zostawił ją z dziećmi i ożenił się z inną kobietą. Nie pomaga im finansowo. Pani Juliet pracuje w szkole jako kucharka i w ten sposób utrzymuje rodzinę. Teraz, przez pandemię, szkoły są zamknięte, więc Juliet nie może pracować i nie dostaje wypłaty. Rodzina mieszka w wynajmowanym pokoju. Jedzą tylko jeden posiłek w ciągu dnia – posho z fasolą, a wieczorem piją tylko herbatę lub owsiankę. Dzieci chodzą do szkoły, opłaty wynoszą około 400 zł za semestr, podczas gdy pani Juliet musi pracować na taką kwotę ponad 2 miesiące. Kiedy pandemia minie i znowu otworzą szkoły, Douglas i Shirat raczej do szkoły nie wrócą, bo pani Juliet nie ma w tej chwili żadnych pieniędzy i nie będzie mogła opłacić czesnego. Bardzo potrzebne jest wsparcie w opłaceniu czesnego, a także czynszu i jedzenia.

 

Pani KASANGAKI HARRIET, jej mąż i piątka dzieci mieszkają w tym małym domu. Czworo dzieci chodzi do szkoły, ale często nie zaliczają semestru, bo rodzice nie mają pieniędzy na opłaty szkolne, a jeśli są zaległości w opłatach, to dzieci nie mogą chodzić do szkoły. Dzieci mają opóźnienia w naukę (stratę lat szkolnych). Rodzice robią co w ich mocy i pracują na polach sąsiadów, ale jest im bardzo ciężko, bo zarabiają bardzo niewiele. Ich własny ogródek jest zbyt mały, żeby uprawiane tam warzywa mogły wystarczyć na wyżywienie całej rodziny. Tylko raz dziennie jedzą – samą kasawę. Sytuacja rodziny jest bardzo trudna. Brakuje im właściwie wszystkiego: jedzenia, ubrań, butów, koców, prześcieradeł. Potrzebna jest również pomoc w opłaceniu szkoły dla dzieci – około 200 zł na semestr.

Rodzina BIMAANA zmaga się z ogromną biedą. Babcia, rodzice i trójka dzieci są emigrantami z Rwandy. W ojczystym kraju byli żebrakami i postanowili szukać lepszego życia w Ugandzie. Wygląda jednak na to, że ich sytuacja niewiele różni się od tej, którą mieli w swoim kraju. Mieszkają w bardzo złych warunkach w wynajmowanym domku.

Rodzice najmują się do pracy w polu sąsiadów, ale zarabiają bardzo niewiele. Nie wystarcza nawet na jedzenie – jedzą raz dziennie kasawę.

Dzieci nigdy nie chodziły do szkoły i jest to naprawdę ostatnie zmartwienie, jakie mają rodzice. Nie mają pieniędzy na opłacenie czynszu, nie mają pieniędzy na jedzenie (ogródka też nie mają, żeby mogli coś uprawiać), nie mają ubrań, butów, mydła, koców ani prześcieradeł – nie mają praktycznie nic. Bardzo potrzebna jest tutaj pomoc, bo sytuacja tych ludzi jest dramatyczna.

EDWARD I JOVANIS są małżeństwem z czwórką dzieci. Nie są wykształceni, nie mają ziemi, którą mogliby uprawiać. Codziennie stawiają czoła wyzwaniu pt. „Czym nakarmię dzisiaj moje dzieci?”.

Robią wszystko, co w ich mocy, żeby zapewnić byt rodzinie. Nie mają nawet własnego domu – śpią u człowieka, który daje im pracę. Troje dzieci chodzi do szkoły, ale nieregularnie – bo i czesne płacą, kiedy mogą (ok. 200 zł za semestr).

Jest im bardzo trudno. Jedzą raz dziennie. Ich córeczka ma plamy na skórze – na leczenie nie ma pieniędzy… Bardzo przygnębiający obraz i ogromna potrzeba pomocy.

 

 

 

KOBUGABE ROSE (18 lat), NINSIIMA VINCENT (15 lat) i BUSOBOZI HILLARY (13 lat) to rodzeństwo, które mieszka i utrzymuje się samo. Mama odeszła 5 lat temu, zabierając ze sobą tylko najmłodszego syna – nie wiedzą dlaczego, nie mają z nią kontaktu, a tata zmarł. Uprawiają swoje niewielkie pole i pracują na polach sąsiadów. Rose zakończyła edukację na pierwszej klasie gimnazjum w 2015 roku. Vincent skończył szkołę podstawową w 2018 roku, a Hillary w 2017 roku – drugą klasę podstawówki. Rose zarobione na polach sąsiadów pieniądze przeznaczyła na kurs fryzjerski, który po 3 miesiącach niestety przerwała kwarantanna. Dziewczyna chce zdobyć zawód, zacząć pracować i wykształcić swoich braci. Obawia się jednak, że nie uda jej się skończyć kursu, bo konieczne jest zapłacenie drugiej raty w wysokości 550 zł, a ona nie może pracować u sąsiadów i nie ma jak zarobić tej kwoty. Vincent to bardzo bystry chłopak, który marzy, żeby rozpocząć naukę w gimnazjum, a potem zostać prawnikiem. Widać, że naprawdę ma potencjał i bardzo potrzebny byłby ktoś, kto opłaciłby jego naukę. Hillary, zapytany co by wolał, dostać motor i zacząć zarabiać jako kierowca boda-boda (taksówki motorowej) czy pójść do szkoły, bez wahania odpowiedział, że chciałby się uczyć. Są to naprawdę bardzo niezwykłe i dzielne dzieciaki, które potrzebują wsparcia w opłaceniu szkoły.

Pani KATABARWA ANTONINA (na zdjęciu z prawnuczkami) ma 80 lat. Miała dziewięcioro dzieci, ale 7 zmarło, m.in. na AIDS, pozostawiając osierocone dzieci. Wnuki pani Antoniny zamieszkały z ciocią i wujkiem (żyjącymi dziećmi pani Antoniny), a 9 wnuków i prawnuków pozostaje pod opieką staruszki. Jest to naprawdę niezwykle dzielna kobieta. Mieszka w bardzo złych warunkach, jest schorowana, ma problemy z chodzeniem, a mimo to opiekuje się dziewięciorgiem dzieci. Nie ma żadnego źródła dochodu. Wnuki czasami pracują na polach sąsiadów i zarabiają na drobne swoje wydatki. Żadne z wnucząt nie chodzi do szkoły, bo nie ma na to pieniędzy. Pani Antonina nie gotuje – jedzenie przynosi jej syn i wnuk, którzy mieszkają w pobliżu. Jej sytuacja jest wyjątkowo trudna i wymagająca pomocy.

TUGUME ROBERT (23 lata) i jego żona KAJUMBA RESTY (21 lat) mają dwie córeczki (2 i 4 lata). Starsza dziewczynka ma zeza i jakąś chorobę oczu – niestety nie wiadomo jaką, bo rodzice nigdy nie mieli pieniędzy, żeby ją diagnozować. Mieszkają w malutkim domku (filmik poniżej), śpią na podłodze. Mają niewielki ogródek, w którym uprawiają kasawę, a potem ją sprzedają. Żyją bardzo skromnie. Jedzą raz dziennie albo raz na dwa dni. Resty marzy, żeby zostać krawcową – kurs kosztuje ok. 1000 zł, ale jest to kwota absolutnie poza ich zasięgiem. Robert chciałby mieć jakiś swój biznes. Przemiła rodzina, której bardzo potrzebne jest wsparcie.

 

KASANGAKI ROSE (51 lat) ma dwie córki, z których młodsza (z lewej strony na zdjęciu) ma 16 lat i jest chroma. Nie chodzi – przesuwa się na kolanach podpierając rękami – i bardzo słabo mówi. Pani Rose również ma problemy z chodzeniem – podpiera się na jednej nodze, bo druga nie działa, jak należy. Ani Rose ani jej córka nie wiedzą dlaczego mają taki problem z nogami – nigdy nie były diagnozowane, bo na to przecież potrzebne są pieniądze. Ale mogłoby się okazać, że obie mogą być zdrowe, gdyby znalazły się pieniądze na badania i leczenie – potrzebne byłoby pewnie ok. 2000 zł.
Mąż drugiej córki (nie było jej w domu, kiedy przyszliśmy z wizytą), zostawił ją z dwojgiem dzieci. W domu mieszka więc pięć osób. Pani Rose zarabia wyplatając maty, ale marzy o wydzierżawieniu kawałka ziemi, żeby mogła uprawiać ją ze starszą córką – poprawiłoby to ich trudną sytuację. Wnuczki pani Rose chodzą do szkoły – opłaty szkolne wynoszą ok. 100 zł za semestr, ale i tak kobietom nie jest łatwo zgromadzić taką kwotę. Dom, w którym mieszkają, jest w bardzo złym stanie i grozi zawaleniem. Nie mają pieniędzy nawet na jedzenie, bo nikt teraz nie kupuje mat, a tym bardziej na remont domu.

Dom KARUGABA JOHNA (38 lat) wypełnia smutek. Sytuacja tutaj jest wyjątkowo trudna – nawet, jak na warunki ugandyjskie. Kilka miesięcy temu żona Johna zniknęła i zostawiła go z pięciorgiem dzieci. Najmłodszego chłopca karmiła piersią, a John nie ma nawet 10 zł, żeby kupić małemu mleko. Swoją pomoc zaoferowała babcia i zabrała dziecko do siebie, żeby John mógł pracować – jest stolarzem. Chłopiec jednak się rozchorował i wrócił do domu. Ma popuchnięte nóżki, problemy z oczami, jest niedożywiony – wymaga diagnozy i leczenia w szpitalu. Na wstępie potrzeba ok. 500 zł. Dla Johna jest to kwota astronomiczna. Prosi Boga o pomoc w uratowaniu synka i powrót żony. Marzy o zakupie dodatkowych narzędzi i desek, z których mógłby robić więcej mebli, a tym samym lepiej zarabiać.

Pani KUNIHIRA BEATRICE ma siedmioro dzieci. Jej mąż jest budowlańcem, ale w czasie kwarantanny stracił pracę.

Tylko młodsze dzieci chodziły wcześniej do szkoły. Starsze dzieci musiały przerwać naukę, ponieważ nie starczało pieniędzy dla nich wszystkich.

W domu mieszka dziewczynka, która jest przygarniętą sierotą. Niestety nie chodzi do szkoły. Ma 12 lat i zakończyła edukację na poziomie 2 klasy szkoły podstawowej. Rodzina potrzebuje przede wszystkim pomocy w opłatach szkolnych dzieci.

 

 

KANSIIME GRACE (45 lat) jest wdową z pięciorgiem dzieci. Po śmierci męża została przez rodzinę męża wyrzucona z domu, w którym mieszkała i musiała poszukać miejsca dla siebie i dzieci. Wynajmują jeden pokój, za który płacą ok. 45 zł miesięcznie. Przez obostrzenia związane z pandemią koronawirusa, Grace zalega z czynszem za dwa miesiące, bo nie może pracować. Tylko dwoje dzieci chodzi do szkoły (koszt ok. 150 zł za semestr) – mama nie może sobie pozwolić na opłacenie nauki pozostałym dzieciom. Jest im bardzo ciężko. Jedzą tylko kasawę i ziemniaki.

NYAKABWA DEOGRATIAS (62 lata) i jego żona TIBASAGA KELLEN (49 lat) mają siedmioro dzieci i pięcioro wnucząt – łącznie w tym domu mieszka 14 osób. Rodzina nie ma własnego pola, które mogłaby uprawiać, ale pracują na polach sąsiadów i to jest ich jedyne źródło dochodu, które z powodu kwarantanny zostało odcięte. Ich sytuacja jest wyjątkowo trudna. 3 lata temu dzieci przestały chodzić do szkoły, bo ich najstarsza siostra zachorowała na AIDS i wszystkie pieniądze wydawane były na jej leczenie – niestety, w tym roku kobieta zmarła, pozostawiając dwoje dzieci w wieku 2 i 8 lat (ojciec dzieci jest alkoholikiem i w ogóle się nimi nie interesuje). Jeden z synów (14 lat) pana Deogratiasa 4 lata temu zachorował – przestał chodzić, później stracił władzę również w rękach i jest całkowicie sparaliżowany, a teraz jeszcze zaczął mu się wykrzywiać kręgosłup. Nie wiedzą na co chłopiec choruje, bo nigdy nie mieli pieniędzy, żeby pojechać z nim do szpitala i go zdiagnozować. Potrzeba na to ok. 1100 zł, a taka kwota jest całkowicie poza ich zasięgiem. Chłopiec, kiedy jeszcze chodził do szkoły, był najlepszym uczniem w klasie. Ma bardzo dobrą pamięć. Od kiedy jest sparaliżowany, bardzo lubi słuchać radia i wiele się uczył dzięki niemu. Jednak choroba siostry zmusiła rodziców do sprzedaży radia, żeby zdobyć pieniądze na leki. Teraz chłopiec nie ma już czego słuchać…

Ta rodzina to bardzo dzielni ludzie, którzy mimo wielu przeciwności nie poddają się, ale powoli zaczynają tracić wolę walki. Potrzebują naszej pomocy. Nie mają jedzenia – jedzą tylko kasawę raz dziennie. Pani Kellen marzy o baterii solarnej (koszt ok. 200 zł), który dawałby światło w nocy, żeby mogła dokładnie myć sparaliżowanego syna, który nie kontroluje swoich potrzeb fizjologicznych i załatwia je również w nocy na materac. Marzy również o wózku inwalidzkim, bo teraz muszą przenosić syna, a nie są już najmłodsi i jest to dla nich coraz trudniejsze. Pan Deogratias chciałby móc wydzierżawić pole (koszt. ok. 220 zł rocznie), które mogliby uprawiać i mieć jedzenie, a część plonów sprzedawać i zarabiać w ten sposób. Najstarsza córka chciałaby zrobić kurs fryzjerski (koszt ok. 1100 zł), młodsza – krawiecki (ok. 1100 zł), a mama, gdyby kiedyś miała taką możliwość, chciałaby nauczyć się wyrabiać swetry. W domu jest dziewięcioro dzieci, które powinny chodzić do szkoły – koszt ok. 400 zł za semestr. A chłopiec marzy o radiu i bardzo chciałby wyzdrowieć… Możemy pomóc spełnić ich marzenia?

Mąż KAMULI HELLEN (34 lata) pracuje w Kampali przy rozładunku. Przed kwarantanną nie udało mu się wrócić do domu i utknął w Kampali. Kiedy ogłoszono kwarantannę, ludzie mieli tylko dwa dni na powrót do domu z różnych miejsc, w których byli – po tym czasie transport publiczny przestał działać i wielu ludziom nie udało się dotrzeć do swoich domów. Hellen została więc sama w ciąży i z czwórką dzieci. Gdyby nie pomoc sąsiadów, którzy przynoszą im jedzenie i innych, którzy pomagają, Hellen najprawdopodobniej nie dałaby sobie rady. Zapytana o przyszłość, rozpłakała się. Mieszkają w bardzo skromnych warunkach. Brakuje im ubrań, koców, a przede wszystkim jedzenia, więc z ogromną wdzięcznością przyjęli to, co im przynieśliśmy. Najstarszy syn jest w czwartej klasie, a najmłodsze dziecko ma tydzień. Syn po kwarantannie nie będzie mógł wrócić do szkoły, bo czesne nie zostało zapłacone, a mąż Hellen przez kwarantannę stracił pracę. Rodzina Hellen bardzo potrzebuje pomocy.

BUSOBOZI ROBERT (26 lat) i KOBUSINGE ANNET (23 lata) są małżeństwem z trojgiem dzieci. Mieszkają w małym glinianym domku, wybudowanym przez Roberta. Nie mają okien ani drzwi. Zamiast drzwi ustawiają deski. Nie mają wykształcenia, a więc nie mogą liczyć na dobrą pracę. Annet skończyła 3 klasy podstawówki, Robert – 7. Przed kwarantanną Robert pracował w Kampali, przenosząc ciężkie paczki. Teraz oboje pracują na polach sąsiadów w zamian za jedzenie. Jest im naprawdę trudno – jedzą jeden posiłek dziennie. Annet, zapytana o marzenia, mówi o zdobyciu zawodu krawcowej. Robert chciały mieć własny biznes, w którym kupowałby warzywa od rolników i sprzedawał z zyskiem – ale na to potrzebny jest kapitał, którego nie mają…

ATEGEKA KEVINA (40 lat) ma sześcioro dzieci w wieku od 5 do 22 lat. Oboje z mężem są niewykształceni, ale bardzo zależy im, żeby ich dzieci zdobyły wykształcenie, zwłaszcza że wszystkie są bardzo bystre (zawsze są w czołówce w szkole). Dlatego od kilku lat rodzice biorą pożyczki na opłacenie czesnego. Najstarszy syn rozpoczął studia, które pozwolą mu zostać pracownikiem socjalnym. Jest to dla rodziny duże obciążenie finansowe, bo rocznie te studia kosztują ok. 2900 zł, a dodatkowo opłaty szkolne dla pozostałych dzieci wynoszą ok. 450 zł za semestr. Rodzice i dzieci uprawiają własne pole, a także pracują na polach sąsiadów. Mają też trochę bananów matoke i je sprzedają. W zeszłym roku mąż Keviny uległ wypadkowi, w którym doznał skomplikowanego złamania i rodzina musiała zaciągnąć drugą pożyczkę na leczenie. W związku z kwarantanną nie mogą pracować u sąsiadów i stracili źródło dochodu – pojawił się problem ze spłatą pożyczek (zostało ok. 1100 zł) i wierzyciele próbowali wyrzucić ich z ich własnego domu i go przejąć. Sołtys się za nimi wstawił i przedłużono im termin spłaty pożyczek. Jednak nadal nie mogą pracować, więc i tak nie dadzą rady zapłacić i bez pomocy stracą dom, a dzieci nie będą mogły wrócić do szkoły.

Pan AGABA KWEBIHA (58 lat) wychowuje samotnie troje dzieci. Żona go zostawiła. Mieszkają w strasznych warunkach. Dom się rozlatuje. Nie mają właściwie niczego. Śpią na klepisku, nie mają koców, ubrań, ręczników, toalety ani kuchni. Pan Kwebiha uprawia malutki ogródek i kopie w ogródkach sąsiadów za jedzenie lub niewielkie pieniądze. Dzieci nie chodzą do szkoły. Najstarszy syn skończył dwie klasy szkoły podstawowej, ale nie chce kontynuować edukacji, gdyby miał taką możliwość. Jego rodzeństwo (6 i 13 lat) bardzo chciałoby się uczyć. Opłaty szkolne wynosiłyby 300 zł za semestr za nich dwoje. Ogromną pomocą dla pana Kwebihy byłoby wydzierżawienie działki za 220 zł rocznie, żeby mógł z dziećmi uprawiać warzywa na użytek swojej rodziny i część sprzedawać.

Pani na zdjęciu to BARABWA HARRIET z najmłodszym z trojga dzieci – pozostała dwójka została zabrana do babci, bo nie mieli co jeść. Tylko Harriet troszczy się o rodzinę, mimo że ma męża. Mąż jest alkoholikiem, nie interesuje się żoną ani dziećmi i nie bierze odpowiedzialności za swoją rodzinę. Przed pandemią Harriet pracowała w małym hotelu i tak zarabiała na utrzymanie rodziny. Teraz, z dnia na dzień straciła pracę i źródło utrzymania. Jej sytuacja jest bardzo zła. Nie dość, że nie ma pieniędzy na jedzenie, to jeszcze musi zapłacić czynsz.

Kiedy dotarli do niej pracownicy „Gate of Hope” z paczką żywnościową, wybierała się pieszo w drogę do wioski, licząc na to, że może tam uda jej się zdobyć jedzenie. Ta wioska leży dwa dni drogi na piechotę od domu Harriet – tak bardzo zrozpaczona swoją bezsilnością była ta kobieta, że gotowa była iść z maleńkim dzieckiem dwa dni w jedną stronę, żeby tylko zdobyć jedzenie. Harriet marzy, żeby znowu mogła zacząć pracować, żeby jej dzieci mogły być z nią i miały co jeść. Rodzinie bardzo potrzebne jest wsparcie finansowe, żeby mogli kupić jedzenie.

 

KAHUMA BONIFANCE (47 lat) i jego żona KAHUMA JOYCE (43 lata) mają dziesięcioro dzieci w wieku od 6 do 22 lat. Ośmioro z nich chodzi do szkoły – koszty opłat szkolnych za semestr to ok. 900 zł. Jest to ogromne wyzwanie dla rodziców, jako że ich jedynym źródłem utrzymanie jest praca na polach sąsiadów, która nie dość, że jest nisko płatna, to jeszcze nie jest stała. Już za poprzedni semestr nie dali rady zapłacić. W trakcie pandemii w ogóle nie mogą pracować i zarabiać. Powrót dzieci do szkoły będzie więc niemożliwy bez pomocy z zewnątrz. Jedzą tylko kasawę, bo niczego innego nie mają i nie mają za co kupić.

O rodzinie pani KIIZA DOLICE dowiedzieliśmy się od znajomych. Powiedziano nam, że ich dzieci zostały dotkliwie pobite za kradzież bananów w ogrodzie sąsiadów. Okazało się jednak, że dzieci kradły jedzenie z głodu. Rodzina kompletnie nie miała nic do jedzenia od kilku dni, ani możliwości zarobienia pieniędzy. Jedzenie, które im zawieźliśmy jako dar od Was, wystarczy im na miesiąc, zanim mąż pani Dolice będzie mógł wrócić do pracy po kwarantannie. Zarabia około 100.000 miesięcznie przy wyrobie cegieł. Te pieniądze wystarczały rodzinie jedynie na skromnie jedzenie typu potrawa na wodzie z mąki z kasawy, ziemniaki, fasola. W domu (na zdjęciu) nie ma mebli. Dzieci śpią na gołym klepisku, a rodzice na starym cienkim materacu na podłodze. Oboje z żoną są zakażeni HIV. Wszystkim brakuje im odzieży. Chłopcy w wieku 10 i 8 lat w tym roku poszły do przedszkola, bo wcześniej rodzice nie mieli pieniędzy na posłanie ich do szkoły. Chłopcy nie mają paznokci u stóp z powodu infekcji robaków jigger (chodzenie bez butów i życie w brudzie). Rodzinie przydałyby się ubrania, materace, pościel, buty, itp.

Pan KUNIHIRA ERINAD (56 lat) i jego żona NEEMA CONSOLATA (45 lat) mają ośmioro dzieci w wielu od 6 do 18 lat. Tylko czwórka chodzi do szkoły (opłaty wynoszą ok. 200 zł za semestr), bo rodzice nie mają pieniędzy na opłacenie czesnego pozostałym dzieciom. Pan Erinad jest pastorem. Zarabia na utrzymanie rodziny kopaniem na polach innych ludzi. Uprawia też własny ogródek, ale jest on bardzo niewielki. Modli się o większy kawałek działki, żeby móc zbierać większe plony, co pozwoliłoby część przeznaczyć dla rodziny, a pozostałą część sprzedać i posłać dzieci do szkoły.
Teraz przed pastorem stoi jeszcze jedno wyzwanie. Wynajmuje on budynek kościoła (koszt ok. 110 zł miesięcznie). Od końca marca wszystkie zgromadzenia są zabronione w Ugandzie, co oznacza, że nie odbywają się również nabożeństwa. Pastor zalega więc z opłatami za czynsz za okres 3 miesięcy – łącznie ok. 330 zł.

Pani KAJUMBA FELESTER ma 42 lata i samotnie wychowuje troje dzieci. Mąż opuścił ją 9 lat temu. Kobieta pracuje na polach sąsiadów i wyplata piękne koszyki i w ten sposób zarabia – teraz jednak w okresie kwarantanny nie może ani pracować u sąsiadów, ani sprzedawać koszyków. Jest jej bardzo ciężko. Młodsze dzieci rozpoczęły przed pandemią czwartą i piątą klasę szkoły podstawowej, ale pani Felester nie opłaciła jeszcze czesnego, więc bez pomocy finansowej dzieci nie będą mogły wrócić do szkoły po kwarantannie. Najstarsza córka ma 17 lat i skończyła edukację na szóstej klasie podstawówki. W tym roku rozpoczęła kurs fryzjerstwa, który kosztuje 300 zł. Ma za sobą 4 miesiące nauki – zostało jej jeszcze 6, kiedy skończy się kwarantanna. Obawia się, że nie będzie mogła wrócić na kurs, bo mama jeszcze za niego nie zapłaciła, a w obecnej sytuacji nie mają możliwości nic zarobić. Zapytana, czy wolałaby skończyć szkołę podstawową czy wrócić na kurs fryzjerstwa, odpowiedziała, że woli skończyć kurs, bo wtedy będzie mogła pójść do pracy, zarabiać i pomagać mamie w wykształceniu rodzeństwa.

Kiedy trafiliśmy do domu TUMUSIIME BRIANA (16 lat), zastaliśmy go przy robieniu cegieł. W ten sposób chłopiec zarabia na opłaty szkolne (ok. 250 zł za semestr). Jest w pierwszej klasie gimnazjum. Ma brata, który chodzi do trzeciej klasy szkoły podstawowej (koszt ok. 60 zł za semestr) – ma na imię Innocent (niższy na zdjęciu). Chłopcy mieszkają z tatą i macochą.

Tata utrzymuje rodzinę pracując jako kierowca taksówki motorowej boda-boda. Jednak macocha źle traktuje chłopców i nie chce się zgodzić, żeby opłacać naukę Briana. Dlatego chłopak wyrabia cegły i sam stara się zarobić na szkołę. Trudno jest mu pogodzić pracę i naukę i często zalega z opłatami. Jest to bardzo pracowity i dzielny chłopiec. Bardzo ucieszył się z naszej wizyty i był wdzięczny za otrzymaną żywność.

 

 

 

Pani KABAYAGA TEOPISTER (46 lat) i jej mąż, BAGUMA mieszkają w małym domku z piątką dzieci w wieku od 7 do 17 lat. Dwójka najstarszych to ich własne dzieci, a dwójka – wnuki. Opiekują się też 14-letnią dziewczynką, która straciła obojga rodziców i ma HIV. Ta dziewczynka w ogóle nie chodzi do szkoły – kilka lat temu rozpoczęła pierwszą klasę, ale zaraz przerwała i już nie wróciła do szkoły. Opłaty szkolne dla pozostałych dzieci wynoszą ok. 120 zł za semestr. Pani Teopister zalega jednak z opłaceniem czesnego już za poprzedni semestr, a teraz na pewno nie będzie w stanie opłacić zaległości i kolejnego semestru, ponieważ jedyny dochód rodziny pochodzi z pracy na polach sąsiadów, a w czasie kwarantanny nie wolno takiej pracy wykonywać, więc rodzina nie ma żadnego źródła dochodu od końca marca. Bez pomocy w uregulowaniu opłat za szkołę, dzieci nie będą w stanie zaliczyć tego roku szkolnego. Potrzebują również jedzenia, prześcieradeł i koców.

 

Mąż KABARANGIRA GRACE zmarł dawno temu i Grace została sama z trójką dzieci. Nie ma stałego źródła dochodu, ale pracuje na polach sąsiadów i w ten sposób udaje jej się zarobić niewielkie pieniądze. Teraz, w czasie pandemii koronawirusa, sąsiedzi nie pracują, więc nie potrzebują pomocy Grace przy obrabianiu swoich pól, bo robią to sami. Grace nie zarabia więc nic. Ma wprawdzie niewielki własny ogródek,w którym uprawia warzywa, ale nie jest on wystarczająco duży, żeby zaspokoić potrzeby rodziny. Jedzą raz lub dwa razy dziennie – w zależności od tego, czy Grace dostanie jakieś jedzenie od sąsiadów, czy nie. Kobieta robi, co może, ale nie jest jej łatwo, zwłaszcza że jest lekko upośledzona umysłowo, cierpi na bóle głowy i ma problemy ze wzrokiem. Brakuje jej pieniędzy na jedzenie. Sytuacja Grace jest trudna. Nie ma pieniędzy, żeby kupić jedzenie, sól, cukier, mydło… Dzieci chodzą do szkoły, ale mama ma ogromne problemy z opłacaniem czesnego, które wynosi ok. 150 zł za semestr. Kiedy skończy się kwarantanna i otworzą szkoły, dzieci Grace będą musiały zostać w domu, bo kobieta nie będzie w stanie zapłacić za naukę dzieci.

KABAJUMA STELLA mieszka ze swoim mężem i dwójką dzieci w glinianym domku z dachem z trawy. Kiedy pada deszcz, do domu leje się woda. Małżonków nie stać jednak na wymianę dachu, bo ich jedynym źródłem dochodu jest praca na polach innych ludzi, która jest bardzo nisko płatna. Teraz, w czasie kwarantanny w ogóle nie zarabiają, bo ludzie nie mają pieniędzy, żeby im zapłacić za pracę. Jedzą tylko raz dziennie – słodkie ziemniaki, uprawiane w ogródku. Dzieci na razie nie chodzą do szkoły, bo są małe. Ale ogromną potrzebą jest tutaj wymiana dachu na blaszany, bo podczas pory deszczowej całe klepisko, na którym śpią, jest zalane.

 

KIIZA SAMUEL i jego żona mają pięcioro dzieci. Rodzina żyje w strasznej biedzie. Samuel pracuje na polach sąsiadów, zarabiając bardzo niewiele, a teraz – podczas pandemii – nie zarabia nic. Mieszkają w malutkim domu na niewielkiej działce, na której uprawiają warzywa. Jedzą trzy razy dziennie – tylko kasawę. Troje dzieci chodzi do szkoły. Opłaty szkolne wynoszą ok. 250 zł za semestr, ale nawet jeśli prezydent otworzy szkoły, Samuel nie będzie w stanie uregulować opłat i dzieci nie będą mogły dokończyć tego roku szkolnego. Potrzebne jest wsparcie w zaspokojeniu podstawowych potrzeb (jedzenie, mydło, ubrania, koce), opłaceniu czesnego oraz kapitał na rozpoczęcie biznesu lub wydzierżawienie ziemi, aby rodzina mogła poprawić swoją sytuację.

KABASINGUZI ANNET sama wychowuje pięcioro dzieci. Mąż ożenił się ponownie, zostawił Annet i dzieci i w żaden sposób im nie pomaga. Annet pracuje jako kucharka w szkole oraz założyła malutki sklepik. Od czasu zarządzenia kwarantanny nie może pracować ani w szkole ani w swoim sklepie. Wszystkie pieniądze, które miała, już dawno wydała na jedzenie. Teraz jej rodzina je to, co podarują im sąsiedzi, bo Annet nie ma żadnego ogródka, w którym mogłaby uprawiać warzywa i karmić nimi dzieci. Mieszkają w wynajmowanym domu i już mają zaległości w opłacaniu czynszu. Dwoje dzieci chodzi do szkoły (opłaty to ok. 190 zł za semestr). Do przedszkola mogłoby chodzić jedno dziecko Annet, ale niestety nie ma ona pieniędzy na opłaty za przedszkole. Nawet jeśli prezydent otworzy szkoły, dzieci nie będą w stanie dokończyć roku szkolnego z powodu braku pieniędzy na uregulowanie opłat. Bardzo potrzebna jest im pomoc w zapewnieniu żywności, opłaceniu czynszu i szkoły. Sytuację Annet i jej rodziny poprawiłoby dofinansowanie jej sklepu – wtedy mogłaby sama zarobić na potrzeby rodziny.

ANGELICA RUFONSIINA sama wychowuje dwoje dzieci. Mieszkają w tym maleńkim domku, który Angelica wynajmuje. Dach podczas pory deszczowej przecieka i w całym domu jest wtedy woda. Wymaga wymiany, ale Angelica nie może sobie na to pozwolić. Żyją bardzo skromnie – kobieta nie może znaleźć pracy. Rodzina je to, co dostanie od sąsiadów, ale jest tego bardzo niewiele. Ponadto, Angelica jest zakażona wirusem HIV i powinna przyjmować lekarstwa, na które nie ma pieniędzy. Potrzebuje jedzenia, ubrań, koców oraz pomocy w opłaceniu czynszu.

W niewykończonym domu mieszka BRIGHT ACLEO z żoną, dziećmi i siostrą żony. Przed pandemią Bright sprzedawał pieczone mięso i proste jedzenie przy drodze, ale rząd zakazał wykonywania takiej pracy i od końca marca Bright nie pracuje, a co za tym idzie, nie zarabia. Rodzinie jest bardzo ciężko. Jedzą tylko raz dziennie. Wszyscy mieszkają w jednym pokoju, mają tylko jeden stary materac, a dzieci śpią na kartonach – bez prześcieradeł i koców. Brakuje im również mydła i ubrań. Ale najpilniejszą obecnie potrzebą są pieniądze na lekarstwa dla najmłodszych dzieci, które zachorowały na malarię.

 

 

ASIIMWE CONSOLATA jest wdową. Ma ośmioro dzieci, z których troje chodzi do szkoły. Nie ma żadnego źródła dochodu ani własnej ziemi pod uprawę. W domu brakuje materacy, pościeli, koców i ubrań. Rodzina je dwa posiłki dziennie – kasawę i dodo (liście podobne do szpinaku), czasami posho. Consolata potrzebuje pomocy, żeby stanąć na nogi. Bardzo chciałaby uprawiać ziemię, żeby móc zapewnić rodzinie jedzenie, a nadwyżki sprzedawać i zarabiać na pozostałe potrzeby rodziny.

 

 

KYALIGONZA SAM (24 lata), KEMIGABO ANNET (18 lat), MUGUME CHARLES (16 lat), AYEBALE GEORGE (14 lat) i MURUNGI DAVID (12 lat) są rodzeństwem. Ich rodzice zmarli, kiedy najstarszy Sam miał zaledwie 12 lat, a najmłodszy David był niemowlakiem. Mają jeszcze dwu starszych braci, ale oni uciekli po śmierci rodziców. 12-letni Sam został więc najstarszym bratem i na niego spadła odpowiedzialność za młodsze rodzeństwo. Z niewielką pomocą krewnych chłopiec skończył szkołę podstawową, a po niej kurs budownictwa. Jego siostra rozpoczęła kurs robienia biżuterii, ale nie udało jej się go ukończyć. Podczas kwarantanny, z powodu braku możliwości pracy, trzej najmłodsi chłopcy zamieszkali u babci, ale w chwili obecnej babcia też nie jest w stanie ich wykarmić. Rodzeństwo mieszka w wynajmowanym pokoju i mimo ogromnych starań Sama i jego siostry, żeby opłacić czynsz, nie udało im się zgromadzić 30 000 UGX (ok. 40 zł). Sam chce zabrać rodzeństwo na ziemię, która jest ich własnością, ale nie ma tam żadnego domu. Chce zacząć uprawiać kukurydzę, ale na razie jest tam tylko busz i najpierw trzeba tę ziemię przygotować, a chłopak nie ma nawet motyki i maczety.

Kolejny problem, z jakim rodzeństwo się mierzy, to to, że Annet została zgwałcona przez człowieka zakażonego HIV i sama również została zakażona. Musi przyjmować bardzo silne leki, których nie wolno brać na pusty żołądek. A oni nie mają jedzenia, pieniędzy, nawet ubrań poza tymi, które mają na sobie, nie wspominając o kocach, pościeli, materacach czy łóżkach… Te dzielne dzieciaki są w rozpaczliwej sytuacji i bardzo potrzebują naszej pomocy. Niesamowita jest ich wola walki i nadzieja, jaką ciągle mają. Sam nadal ma marzenia. Marzy o rozpoczęciu hodowli świń i wierzy, że mimo braku kapitału i wszelkich przeciwności, jakie ciągle napotyka, kiedyś uda mu się osiągnąć ten cel, który pomoże zapewnić rodzeństwu stabilizację i lepsze życie.

Mężczyzna w czerwonej koszuli to PASIKA SAM, który razem z synem mieszka w domu widocznym na zdjęciu w tle. Jak widać, dom jest w fatalnym stanie i wymaga natychmiastowego remontu  – w przeciwnym razie się zawali. Sam i jego syn nie mają materaców, koców, pościeli. Brakuje im również odzieży i butów. Zazwyczaj jedzą to, co wyrośnie w ich ogródku, ale teraz zbiory były bardzo słabe i już nie mają co jeść. Kiedy ich odwiedziliśmy, syn Sama poszedł na wieś prosić ludzi o coś do jedzenia. Jedzą raz dziennie albo wcale, jeśli nie uda im się nic zdobyć. Konieczna jest pomoc, bo sytuacja tej rodziny jest naprawdę ogromnie trudna.

AGABA LAWRENCE, jego żona i dzieci mieszkają w maleńkim domku z jednym oknem, bez drzwi. Tylko jedna córka chodzi do szkoły, a reszta dzieci siedzi w domu, bo rodzice nie mają pieniędzy, żeby posłać je do szkoły. Dzieci potrzebują ubrań, koców i pościeli, bo śpią na podłodze, bez przykrycia. Bardzo często nie mają co jeść. Sytuacja rodziny podczas pandemii jest tragiczna. Agaba, który ze względu na rękę osłabioną złamaniem i niemożność wykonywania ciężkiej fizycznej pracy, teraz nigdzie nie może pracować, a własnego ogródka, w którym mogliby uprawiać warzywa nie mają – jedyna ziemia, jaka do nich należy, to ta, na której stoi dom. Jedzą tylko to, co dostaną od sąsiadów. Bardzo potrzebna jest pomoc w zakresie zapewnienia im jedzenia, koców, ubrań i posłania dzieci do szkoły.

Rodzina pani KANSIIME VIOLET składa się z 9 osób. Mąż Voilet miał problemy z sercem i rok temu upadł i zmarł. Voilet sama więc troszczy się o rodzinę. Pracuje w swoim salonie – wynajmuje na niego pomieszczenie. Bardzo się stara, żeby zapewnić swoim dzieciom wykształcenie, a tym samym lepszą przyszłość. Na razie może sobie pozwolić na opłacenie szkoły czwórce dzieci, ale jej celem jest, żeby wszystkie dzieci mogły się uczyć. Będzie to możliwe, kiedy zainwestuje w swój salon, żeby przynosił jej większy dochód. Rodzina mieszka w swoim domku i ma niewielkie pole bananowców, z których banany wykorzystują na swój własny użytek. Teraz Voilet nie może pracować z powodu kwarantanny. Nie ma więc dochodu. Nie ma za co kupić jedzenia dla rodziny, czynszu za salon oraz nie będzie miała pieniędzy na opłacenie kolejnego semestru w szkole.

KEMIGISA LILLIAN ma 36 lat i sama wychowuje troje dzieci. Mąż porzucił ją i dzieci i ma inną rodzinę. Nie wspiera ich finansowo. Lillian utrzymuje rodzinę pracując w małym hotelu ze śniadaniami. Teraz jednak nie może pracować, bo wszystkie hotele zostały zamknięte. Nie ma ogródka, w którym mogłaby uprawiać warzywa – jedzenie musi kupować. Jej, i tak już trudną sytuację, pogarsza fakt, że ma syna chorego na alergię – skóra go swędzi i robią się rany, w które łatwo może wdać się zakażenie. Wszystkie pieniądze, które Lillian miała, wydała na lekarstwa dla chłopca.

Bardzo dużym wyzwaniem będzie dla Lillian opłacenie czesnego za kolejny semestr w szkole – wszystkie dzieci się uczą, a ona straciła źródło dochodu. Potrzebna jest również pomoc w zakupie żywności i leków dla Jonathana.

 

Pastor KARUGABA ROBERT (51 lat) i jego żona, KABAJUMA MARY (45 lat) mają sześcioro dzieci. Troje z nich chodzi do szkoły, a opłaty szkolne są dla rodziców dużym wyzwaniem, bo wynoszą ok. 500 zł za semestr. Pracują na polach sąsiadów i w ten sposób utrzymują rodzinę. Ale jest to kiepsko płatna praca i dorywcza. Teraz, podczas obostrzeń związanych z koronawirusem, jest im wyjątkowo trudno, bo całkowicie utracili możliwość zarabiania. Problem pogłębia jeszcze to, że Robert i Mary nie mają własnej ziemi, na której mogliby uprawiać warzywa chociaż na użytek rodziny. Potrzebują pomocy w opłaceniu szkoły. Ogromnym wsparciem byłaby dla nich dzierżawa ziemi, którą mogliby uprawiać – w celu zaspokojenia potrzeb rodziny oraz sprzedawania nadwyżki i zarabiania w ten sposób.

Ojciec tej rodziny to PEACE FELIX. Przed kwarantanną pracował jako tragarz na najbardziej ruchliwej ulicy Kampali. Pod koniec marca stracił pracę. Był jedynym żywicielem rodziny, a więc teraz rodzina zmaga się z ogromnymi problemami. Nie mają pieniędzy na jedzenie i lekarstwa dla dzieci. Dom jest ich własnością, ale nie mają żadnej ziemi, którą mogliby uprawiać.

 

 

 

KYALIGONZA PATRICK  mieszka sam. Rodzina go opuściła. Od dłuższego czasu mężczyzna ma problemy z ręką, która nie pracuje, jak należy. Żeby się wyleczyć, sprzedał całą swoją ziemię, ale na razie się nie udało. Największym jego problemem jest brak jedzenia.

 

 

 

MBABAZI STELLA jest mamą sześciorga dzieci. Jej mąż się wyprowadził i Stella została sama z dziećmi. Żeby utrzymać rodzinę, pracuje na polach sąsiadów, ale jest to nisko płatna praca i pieniędzy nie wystarcza na zaspokojenie potrzeb. Stella ma niewielki ogródek, w którym uprawia warzywa. Czworo dzieci chodzi do szkoły, ale nieregularnie, bo nie zawsze Stella ma pieniądze na opłaty szkolne, które wynoszą ok. 220 zł za semestr. Dwoje dzieci w ogóle nie chodzi do szkoły, bo mamy nie stać na to nie stać. Jej niełatwa sytuacja znacznie się pogorszyła w dobie koronawirusa, bo sąsiedzi nie dają Stelli pracy. Rodzina je raz dziennie – milet i słodkie ziemniaki. Konieczna jest pomoc w zaspokojeniu podstawowych potrzeb rodziny, tj. jedzenia, środków higienicznych, ubrań, koców, a także uregulowanie opłat szkolnych za dzieci, które już do szkoły chodzą i zapewnienie dostępu do edukacji pozostałej dwójce.

BASEMERA ROSE jest wdową z sześciorgiem dzieci. Jej mąż zmarł na raka. Jane pracuje na polach sąsiadów, ale bardzo trudno jest w ten sposób zarobić na utrzymanie rodziny i opłaty szkolne dla wszystkich dzieci, bo jest to bardzo nisko płatna praca. Jane robi jednak, co może. Nie ma nawet kawałka ziemi, na którym mogłaby uprawiać warzywa na własny użytek. Tym bardziej jest jej ciężko teraz. Dzieci jedzą dwa posiłki dziennie, a Rose tylko jeden. Brakuje im jedzenia, ubrań, koców i pościeli. Rose marzy o rozpoczęciu własnego biznesu, który polegałby na sprzedaży suchych artykułów spożywczych (posho, fasola, kasawa, mąka, itp.) – ale nie ma kapitału.

 

KEMIGISA JANE sama wychowuje czworo dzieci. Mieszkają w jednym wynajmowanym pokoju. Z powodu pandemii troje młodszych dzieci zamieszkało u krewnych Jane, bo ona nie byłaby w stanie ich wyżywić. Została z nią tylko najstarsza córka, ale ich sytuacja jest bardzo trudna. Nie mają pieniędzy na jedzenie – jedzą tylko jeden posiłek dziennie: posho, mają też zaległości w opłaceniu czesnego. Do szkoły chodzi tylko najstarsza córka, reszta dzieci w ogóle się nie uczy. Przed pandemią Jane zarabiała, sprzedając używane ubrania i bardzo chciałaby do tej działalności wrócić, ale bez pomocy z zewnątrz nie będzie to możliwe, bo nie ma żadnego kapitału.

 

TUHAISE MICHAEL ma żonę i sześcioro dzieci. Żeby utrzymać rodzinę, pracuje na małych budowach i na polach sąsiadów. Teraz jednak, podczas kwarantanny, nie może pracować i są takie dni, kiedy jego rodzina nie je, bo nie mają pieniędzy na zakup żywności, a Michaelowi nie uda się nic dostać.

Mają mały ogródek przy domu, ale plony są zdecydowanie za małe, żeby zaspokoić potrzeby rodziny. Oprócz jedzenia, potrzebują pomocy w opłaceniu szkoły dla trójki dzieci (ok. 70 zł).

 

Pani TEREZA BAZARA jest wdową. Miała dziesięcioro dzieci, ale wszystkie nie żyją. Zostało jej tylko dwoje wnucząt i nimi się opiekuje. Pani Tereza utrzymuje siebie i dzieci ze sprzedaży bananów oraz niewielkiej kwoty wypłacanej przez rząd osobom starszym. Teraz jednak sezon na banany się skończył, a odkąd rząd zarządził kwarantannę, wstrzymał również wypłaty dla starszych ludzi – pani Tereza nie ma więc żadnego źródła dochodu. Dobrze, że ma kawałek ziemi, na której razem z wnuczką i wnukiem uprawia warzywa – to pozwala im przetrwać… Ale sytuacja tej rodziny jest bardzo trudna. Dzieci chodziły do szkoły przed zamknięciem szkół, ale teraz, bez pomocy, nie będą mogły wrócić, bo babcia nie będzie miała skąd wziąć pieniędzy na opłaty szkolne (ok. 100 zł za semestr). Bardzo pomocne dla rodziny byłoby również wybudowanie latryny, bo poprzednia się zawaliła.

Kobieta na zdjęciu nazywa się KATUSIIME SARAH i samotnie wychowuje pięcioro dzieci. Ojciec dzieci porzucił rodzinę, a człowiek, który obiecał się nimi zaopiekować, przestraszył się odpowiedzialności i też zniknął. Sarah wynajmuje dom, ale przez kwarantannę nie pracuje. Nie ma pieniędzy na jedzenie i lekarstwa dla dzieci, a tym bardziej na opłacenie czynszu. W domu brakuje właściwie wszystkiego: materacy, prześcieradeł, koców, mydła, ubrań…

 

Pani NYAMIJUMBI BIBIANA ma 76 lat i jest wdową. Opiekuje się trojgiem wnucząt (10, 11 i 13 lat). Ich ojciec zginął w wypadku, a matka zniknęła. Pani Bibiana nie ma żadnego źródła dochodu. Dostaje wprawdzie pomoc z gminy, ale nie jest ona wystarczająca. Nie ma też żadnej ziemi, na której mogłaby z pomocą dzieci uprawiać warzywa. Dzieci chodziły do szkoły (opłaty ok. 160 zł za semestr), ale babcia nie była w stanie opłacić już poprzedniego semestru i, bez pomocy, dzieci nie będą mogły wrócić do szkoły po kwarantannie. Potrzebne jest wsparcie w opłaceniu nauki dzieciom, ubrania i jedzenie.

KYALIKUNDA SCOVIA ma 32 lata i dwoje dzieci. Jej mąż jest kierowcą taksówki boda-boda, ale ponieważ nie wolno korzystać z tego rodzaju transportu podczas kwarantanny, rodzina straciła jedyne źródło dochodu.

Mieszkają w wynajmowanym maleńkim pokoiku. Bardzo martwią się skąd wezmą pieniądze na opłaty za szkołę dla dzieci, czynsz oraz jedzenie. Mimo dramatycznej sytuacji, Scovia jest bardzo radosną osobą. Marzy o kawałku ziemi, gdzie mogłaby uprawiać warzywa.

 

 

Rodzina pana KUSEMERERWA JULIUSA składa się z ośmiu osób, w tym sześciorga dzieci. Pan Julius pracował w szkole, ale – w związku z zamknięciem szkół z powodu koronawirusa – nie otrzymuje pensji. Nawet kiedy pracował, zarabiane pieniądze nie były w stanie pokryć czesnego za szkołę dla dzieci, które wynosi około 300 zł za semestr. Rodzina mieszka w maleńkim domku. Pan Julius chciałby dobudować pomieszczenie dla dzieci, bo w jednej izbie jest im wszystkim bardzo ciasno. Potrzebuje na to 25 arkuszy blachy (około 700 zł). Mają niewielki ogródek, w którym uprawiają warzywa, ale jest on za mały, żeby był w stanie zaspokoić potrzeby rodziny. Jedzą jeden posiłek dziennie – ziemniaki. Sytuacja rodziny jest naprawdę bardzo trudna. Potrzebne są: żywność, ubrania, koce, pościel oraz pomoc w opłaceniu czesnego.

Pan ISINGOMA LAURENT ma czworo dzieci w wieku od 5 miesięcy do 11 lat. Ma także w domu jedno 2-letnie dziecko – sierotę, które jego żona wykarmiła na swej piersi, gdy podczas porodu zmarła mama tej dziewczynki (na zdjęciu w różowej sukience).

Państwo Warugaba mają swój dom i działkę. Pan Laurent stracił pracę w styczniu i od tamtej pory zmaga się ze środkami na utrzymanie rodziny.

Jedzą ziemniaki, kasawę i posho. Byli wdzięczni za paczkę, choć pan Laurent wolałby nie być w tym położeniu. Jest człowiekiem wykształconym, ale mimo wszystko trudno mu znaleźć pracę.

 

 

 

KAIJA NICHOLAS ma 20 lat. Jest sierotą, jego rodzice zmarli na AIDS, kiedy był dzieckiem. Po śmierci rodziców nie miał kto opłacać jego edukacji, a więc skończył szkołę podstawową i później już nie miał możliwości kontynuowania nauki. Jest jednak bardzo zaradny i bystry. Sam wybudował z gliny dom, w którym mieszka i pomalował go. Ogródek ma uprzątnięty i bardzo zadbany, a to naprawdę rzadkość na ugandyjskich wsiach. Trafiliśmy do niego, kiedy odwiedzaliśmy jego babcię – Katabarwę Antoninę, o której pisaliśmy wyżej (Nicholas jej pomaga). Wtedy chłopak pokazał nam coś niesamowitego – absolutnie amatorską hodowlę pszczół. Nicholas wymyślił, że chciałby hodować pszczoły, żeby na czymś zarabiać. Ale nigdy wcześniej tego nie robił. Trochę słyszał, trochę czytał… Sam zrobił „ule” i umieścił je na drzewie (na zdjęciu widać je między liśćmi) i teraz uczy się, jak dbać o swoje pszczoły. Jego marzeniem jest rozszerzenie pasieki o kolejne 10 uli (koszt ok. 800 zł), a z zarobionych na ulach pieniędzy chciałby założyć hodowlę drobiu i świń 🙂 Nicholas to naprawdę chłopak, któremu warto pomóc, bo ma ogromny potencjał.

KAKYO MARGARET ma 29 lat, sześcioro dzieci (15, 12, 9, 6, 6 i 2 lata) i jest bezdomna. Pewnego dnia mąż zniknął i została sama, bez pieniędzy. Jakiś czas mieszkała u rodziny, ale rodzina ją wyrzuciła, bo przeszkadzały im dzieci. Najstarsza córka została z babcią. Kobieta jakiś czas tułała się z dziećmi, potem udało jej się wynająć pokój. Warunki w jakich mieszkają są straszne. Śpią na klepisku – bez materaca, koców i pościeli.

Margaret pracuje za 5 tysięcy szylingów (ok. 6 zł) dziennie na plantacji herbaty. Kiedy ona jest w pracy, dziećmi zajmuje się 12-letnia córka. Ona przygotowuje jedyny posiłek, jaki w ciągu dnia jedzą – kasawę. Gotuje na pożyczonej patelni, jedzą na pożyczonych talerzach. Po prostu nie mają nic…

Potrzebują właściwie wszystkiego: odzieży (ok. 200 zł), ręczników (ok. 50 zł), łóżka (3-piętrowe łóżko, a tylko takie ma szansę zmieścić się w tym maleńkim pokoiku, kosztuje ok. 300 zł), materacy (ok. 300 zł), pościeli i koców (ok. 150 zł), garnków, palnika do gotowania, talerzy i sztućców (ok. 150 zł), uregulowania 3-miesięcznej zaległości za czynsz (ok. 50 zł)…

Pan KASAIJA NIANCIO (44 lata) ma żonę i siedmioro dzieci w wieku 4 – 18 lat. Pan Niancio zarabiał dorywczo, wykonując prace zlecone w okolicznych domach, a także kopiąc w ogrodach sąsiadów. Teraz zupełnie stracił źródło dochodu z powodu kwarantanny. Nie mają co jeść, więc byli bardzo wdzięczni za jedzenie, które im przynieśliśmy. Modlili się o jedzenie, materace i pościel i pieniądze na opłacenie szkoły dzieci. W lutym rok szkolny rozpoczęła czwórka dzieci – koszt. ok. 350 zł za semestr, ale pan Niancio jeszcze nie zapłacił, a w obecnej sytuacji nie będzie mógł uregulować należności, więc dzieci do szkoły nie wrócą w tym roku. Najstarsza córka (z lewej strony na zdjęciu) skończyła edukację na drugiej klasie szkoły podstawowej – potem nie było już pieniędzy na czesne. Ma malutkie dziecko.

Pan Niancio bardzo chciałby mieć własny biznes – wyrabiałby cegły, które potem by sprzedawał. Żeby jego marzenie mogło się ziścić, trzeba byłoby kupić małą działkę, na której mógłby pracować – koszt. ok. 2200 zł. Żona chciałaby zrobić kurs fryzjerski, a najstarsza córka – kurs krawiecki. Oba kursy kosztują ok. 1100 zł.

KASEMIIRE MELANIA i jej mąż, Luke mają czworo dzieci w wieku od 7 do 17 lat. Mieszkają w glinianym domku, bardzo już zniszczonym. Mają mały ogródek, a zarabiają kopiąc na polach sąsiadów. Od marca jednak nie ma pracy – nawet w polu sąsiadów, gdyż oni sami uprawiają własne pola. Kiedy trafiliśmy do Melanii, rodzina nie miała nawet 100 szylingów (ok. 10 groszy) i od dłuższego czasu jadły tylko dzieci, bo dla kobiety i jej męża brakowało jedzenia. Rodzina bardzo potrzebuje jedzenia, ubrań, butów, koców, pościeli oraz opłacenia zaległości w opłatach szkolnych dla dzieci (ok. 220 zł).

 

 

Pan KYALISIIMA MOSES ma żonę i czwórkę dzieci. Mieszkają w domu, jaki widać z tyłu. Są niewykształceni, ponieważ pochodzą z biednych rodzin, w których nie było pieniędzy na szkołę.

Swoje dzieci chcieliby posłać do przedszkola i szkoły, aby miały kiedyś lepszą przyszłość. Oboje najmują się do prac w polu, ale niewiele zarabiają za to. Nie mają swojej ziemi. Bardzo potrzebowali jedzenia w tym czasie, bo mieli tylko kasawę, którą jedli raz dziennie.

 

 

Pan ABEL RWATORO mieszka ze swoją chorą na cukrzycę mamą, z żoną i jednym dzieckiem. Jest nauczycielem.  Mieszkają w małym glinianym domu. Mają mały ogród, gdzie uprawiają warzywa. Ostatnio jest im bardzo trudno i wspomagani są przez członków lokalnego kościoła, którzy czasem dostarczają im jedzenie.

Od lutego jego mama nie przyjmowała leków, gdyż nie było ich na nie stać. Matka zajmuje się też sprzedażą ciapati – małych placków, aby w ten sposób wspomóc gospodarstwo domowe.

Największym marzeniem Abla jest powrót do szkoły, aby uzupełnić swoje studia pedagogiczne. Wtedy będzie mógł zarabiać więcej i lepiej zaopiekować się swoją rodziną.

 

Pani TIMBIGAMBA JOYCE ma około 70 lat. Miała czworo dzieci, ale zmarli i zostawili jej wnuki, które ma na utrzymaniu. W tym domu mieszka jej córka z mężem, którzy utracili pracę wskutek kwarantanny. W domu jest jeszcze jej 93-letnia mama, która jest schorowana i tylko leży w łóżku. Byli bardzo rozradowani przyniesioną przez nas żywnością, ponieważ nie dojadali w ostatnich tygodniach. Wyzwaniem dla nich w tym czasie jest jedzenie, ale w domu prawie nic nie ma. Dzieci śpią na podłodze. Nie mają materacy, pościeli, itp. Potrzeba około 300 zł na opłaty szkolne jej wnuków. I to jest jej wielka prośba w tym czasie.