Adopcja Rodzin

Od maja 2020 r. jest możliwa „Adopcja Rodzin” opisanych w zakładce Dystrybucja żywności w odpowiedzi na ich trudną sytuację utraty pracy i źródeł dochodu. Obecny kryzys rodzin wyniknął z obostrzeń związanych z pandemią Covid-19, choć niektóre rodziny cierpiały dotkliwe ubóstwo już wcześniej.

Założeniem tego projektu jest pomoc kwotą powyżej 100 zł miesięcznie wybranej rodzinie przez okres kilku miesięcy. Podarowane im pieniądze będziemy przeznaczać na opłaty szkolne ich dzieci, żywność, zakup materacy, pościeli, koców, itp. Docelowo jeśli środki pozwolą, to planujemy dla nich pomoc gospodarczą, czyli przekazanie środków na rozpoczęcie małej działalności, która przyniesie im dochód, dający możliwość zatroszczenia się o swoją rodzinę bez pomocy z zewnątrz. Z naszej strony będziemy przesyłać informacje o tym, jak zostały wydane pieniądze oraz zdjęcia. W sprawie wyboru rodziny prosimy o kontakt na maila: misje@wse.org.pl

PONIŻEJ PRZEDSTAWIAMY RODZINY, KTÓRE JUŻ ZOSTAŁY PRZEZ KOGOŚ WYBRANE:

Pani NAMUDDU OLIVIER mieszka z siedmiorgiem dzieci, wnuczką i swoją 96-letnią mamą w glinianym 10m2 domu. Musiała uciekać do swej mamy od swojego męża, który groził jej śmiercią, po tym jak zgwałcił jej najstarszą córkę, a ona chciała go podać na policję. Opłaty szkolne dla wszystkich dzieci to około 450 zł na semestr na co tej kobiety nie stać, ponieważ przed kwarantanną pracowała w restauracji za pensję 150 zł miesięcznie. Tracąc pracę, rodzina utraciła jedyne źródło utrzymania. Kiedy przynieśliśmy im paczkę z żywnością, dowiedzieliśmy się, że ostatnie dni jedli raz dziennie gotowane żółte banany, które były zerwane z drzewa jeszcze zielone (malutkie jak palec). Rodzina potrzebuje działki pod uprawę, większego domu, pościeli, materacy (śpią na podłodze), jedzenia i pieniędzy na opłaty za szkołę dzieci.

KATABARWA ADRIAN to 90-letni wdowiec, który nie tylko pochował swoją żonę, ale także dwójkę dzieci. Jeden zmarły syn ze swego małżeństwa miał jedną córkę, która urodziła się niepełnosprawna umysłowo. Kobietę tą zgwałcono kilka razy i z tych gwałtów ma trzech synów. Chłopcy mają 11, 13 i 15 lat. Chodzą do szkoły podstawowej, w której na opłaty za jeden semestr pan Adrian 180 tysięcy szylingów, czyli około 200 zł. Za pierwszy semestr pan Adrian nie opłacił szkoły chłopcom, ponieważ nie miał pieniędzy. Wdowiec mieszka wraz ze swoją niepełnosprawną wnuczką i trzema prawnukami. Wszyscy razem pracują na polu, aby mieć co jeść. W obecnie sytuacji jedzą raz dziennie, zwykle gotowaną kasawę.

Pani KATUSABE MAUREEN jest wdową z piątką dzieci. Mieszka u niej w tym małym glinianym domu także jej siostra z dzieckiem. Przed kwarantanną siostry pracowały w szkolnej kuchni. Niestety w tym czasie szkoły są zamknięte i pani Maureen z siostrą od marca nie otrzymują pieniędzy. Kiedy do nich trafiliśmy, na łóżku leżało chore dziecko, a kobiety nie miały 10 zł na leki dla niego. Od kilku tygodni jedli tylko jeden posiłek z owocu jackfruit, który rośnie u nich w ogrodzie. Nie mają pola pod uprawę. Obie są zakażone wirusem HIV. Wszyscy byli zachwyceni paczkami z jedzeniem. Maureen martwi się, że nie będzie mieć 250.000 szylingów na opłaty szkolne dla swych dzieci.

Pani NYANGOMA MARY (w czapce), matka piątki dzieci, porzucona przez męża. Jej rodzice nie żyją, a rodzeństwo mieszka w wynajmowanych pokojach. Kobieta tułała się i nie miała się gdzie podziać. Przygarnęła ją pewna osoba na pewien czas, a potem jak Mary znalazła pracę w mieście, to wynajęła sobie i dzieciom 2 pokoje w tym glinianym domu za 50.000 szylingów na miesiąc (ok. 55 zł). Na semestr płaciła dzieciom 240.000 szylingów za szkołę. Nie zapłaciła za pierwszy semestr, ponieważ w marcu z powodu kwarantanny straciła pracę. Boi się, że jej dzieci nie dokończą szkoły w tym roku z tego powodu.

Pani KATUSABE GRACE jest wdową z sześciorgiem dzieci. Wcześniej zarabiała na ich utrzymanie w taki sposób, że z dziećmi wstawali wcześniej rano i zbierali dodo rosnące dziko na polach, następnie związywali to sznurkami. Potem dzieci (głodne) szły do szkoły, a kobieta zabierała dodo na rynek, gdzie próbowała to sprzedać. Jeśli danego dnia zarobiła około 5.000 szylingów (około 4,50 zł) to była bardzo szczęśliwa. Kobieta utraciła źródło dochodu, ponieważ od końca marca jest zabroniona sprzedaż warzyw na rynkach z powodu pandemii. W kwietniu udało jej się znaleźć pracę w polu u kogoś, gdzie mogła za pracę otrzymać jedzenie. Kobieta martwi się przede wszystkim o opłaty szkolne dla swoich dzieci w tym czasie, które wynoszą około 350 zł.

Pan KYALIGONZA AUGUSTINE mieszka z żoną i 8 dzieci w glinianym domu na bardzo małej działce. Nie mają swojego pola, które mogliby uprawiać. Najmują się do prac w rolnictwie u sąsiadów, ale zarabiają za to bardzo mało. Trudno im utrzymać rodzinę. Tylko 3 dzieci chodzi do szkoły. Kiedy tam przybyliśmy, jego żona Veronica ledwo chodziła, bo została kilka dni temu pogryziona przez psa, a rodzina nie miała pieniędzy na zapłatę za szpital. Ich młodszy syn został przypadkiem poparzony wrzątkiem i jak zobaczyliśmy, że płacze z bólu, bo ma oparzenie 2 stopnia, a rodzina nie ma 300 zł, aby zabrać go do szpitala, to my go wzięliśmy do szpitala. Rodzina potrzebuje pomocy na jedzenie i w opłatach szkolnych dzieci.

Pan RAMANZANI BIRUNGI z żoną i dziećmi uciekli przed śmiercią. Przygarnęła ich do opuszczonego domu pewna kobieta, która pozwoliła im pracować w jej ogrodzie, z którego mają pożywienie. Rodzinę chciano zabić, kiedy odkryto na ich działce złoża miedzi. Mężczyzna jest zbyt biedny, by wynająć prawnika w swej sprawie. A nawet gdyby miał pieniądze, to bałby się wrócić do tej wioski na swoją ziemię, ponieważ wieść o jego cennych złożach rozniosła się szerzej i w każdej chwili znienacka mógłby zostać zabity. Mężczyzna pogodził się ze swoim losem i oddal sprawę ręce Boga. W tym domu, gdzie mieszkają strasznie śmierdziało wilgocią i brudem. Ich własnością jest jeden materac, koc i dwie zmiany odzieży. Mimo wszystko widziałam w nich Bożą radość. Byłoby cudownie podarować im działkę, gdzie uprawialiby swój ogród i na której mogli by zbudować sobie gliniany dom. Koszt zakupu 1 akra w tej okolicy to około 4 tys. złotych.

Pani NAMITARA ESTHER przed kwarantanną sprzedawała wodę i napoje przy drodze. Teraz jednak nie może pracować. Ogłoszenie kwarantanny i zakazu przemieszczania zatrzymał jej męża tam, gdzie pracował. Esther nie ma z nim kontaktu – jego telefon nie odpowiada. Kobieta bardzo się martwi, bo jest w ciąży i zbliża się termin porodu, a nie może skontaktować się z mężem.

Nie ma skąd wziąć pieniędzy na szpital. Jest w trudnej sytuacji. Była bardzo wdzięczna za paczkę z żywnością i mydłem, bo odkąd zaczęła się kwarantanna jadła tylko owsiankę dwa razy dziennie – na śniadanie i kolację. Potrzebuje pieniędzy na opłacenie porodu w szpitalu. Dodamy tylko, że w Ugandzie jest tylko prywatna służba zdrowia. Nie ma państwowej. Odebranie porodu w małej przychodni kosztuje około 120 zł, a każda doba potem w szpitalu około 50 zł.

 

 

Pani KEMIGISA GLADYS mieszka w takim domu bez okien i drzwi jak widać na zdjęciu 😦 tragiczna sytuacja. Nie mają w domu niczego. Śpią na podłodze. Nie mają koców ani pościeli. Jedzą raz dziennie ziemniaki, które dał im ktoś z kościoła. Pani Gladys jest wdową, jej mąż zmarł nagle. Nie mają własnego pola. Kobieta czasem pracuje na polach sąsiadów, ale większość ludzi w jej okolicy jest także bardzo biedna i jej nie płacą, a jedynie dają warzywa z pola. Jej największą troską jest posyłanie dzieci do szkoły i drzwi do domu. Potrzebuje 140.000 szylingów na semestr (około 150 zł) na opłaty szkolne. Za pierwszy semestr nie zapłaciła. Była bardzo wdzięczna za niepomijanie jej i za otrzymane jedzenie.

Pani BETTY jest wdową z pięciorgiem dzieci. Jedynym źródłem dochodu jest praca w polu sąsiadów. Opłacanie szkoły dla pięciorga dzieci (około 250 zł za semestr) jest ogromnym wyzwaniem dla pani Betty.

Sytuacja rodziny jest trudna – jedzą tylko kasawę, raz dziennie. Uprawiają warzywa w przydomowym ogródku, ale zbiory są niewielkie.

Wsparcie w opłacaniu szkoły dla dzieci jest konieczne, aby mogli dokończyć rok szkolny. Rodzina potrzebuje także jedzenia, ubrań, koców, prześcieradeł, itp.

 

NYAARHUMA DEO wychowuje sam pięcioro dzieci. Zarabia na utrzymanie, pracując na polach sąsiadów. Ma kawałek własnego ogródka, ale jest niewielki i nie wystarcza na zaspokojenie potrzeb żywieniowych rodziny. Jedzą dwa razy dziennie. Dom, w którym mieszkają, jest w bardzo złym stanie. Dach jest dziurawy i kiedy pada deszcz, do środka leje się woda. A ponieważ nie mają łóżek, muszą spać na zalanej podłodze. Dom wymaga remontu, ale Deo nie może sobie na niego pozwolić. Dzieci chodzą do szkoły (koszt to ok. 300 zł za semestr za wszystkich łącznie), tata jednak ma problemy z opłaceniem czesnego – tutaj potrzebne jest wsparcie. Potrzebują również jedzenia.

Państwo SANYU STEPHEN i jego żona Annet mają ośmioro dzieci. Są duchownymi kościoła zielonoświątkowego, ale nie dostają z tego tytułu pensji. Skromną żywność otrzymywali od członków kościoła, a czasem udało się im znaleźć pracę w polu. Wynajmują dwa pokoje, za które płacą 95.000 miesięcznie (około 100 zł). W tym czasie od kilku tygodni jedli tylko raz dziennie owsiankę. Kiedy przyjechaliśmy, właśnie modlili się w kościele do Boga o pomoc. Dlatego na zdjęciu są tak rozradowani, bo pojawiliśmy się jako odpowiedź na ich modlitwę. Państwo Sanuy w tym roku nie posłali dzieci do szkoły, bo nie mieli w ogóle pieniędzy na opłaty. Koszt szkoły na semestr to około 420.000 szylingów (około 450 zł) i to jest ich modlitwą, aby te pieniądze jakoś się znalazły na ten cel.

Pani MARY jest 70-letnią w pewnym stopniu niepełnosprawną umysłowo kobietą, która mieszka w jednym pokoju ze swym synem i jego żoną oraz pięciorgiem ich dzieci. Pani Mary z synową pracowały, piorąc ubrania ludziom, sprzątając, kopiąc w ogrodach, a jej syn zatrudniał się na budowach. W taki sposób mieli pieniądze na swe utrzymanie. Ich dzieci chodzą do szkoły, a ich wydatki na semestr to około 570.000 szylingów (około 600 zł). Od czasu kwarantanny mąż stracił pracę (większość budów stanęło, bo sklepy z materiałami budowlanymi są zamknięte). Potrzebują jedzenia i zbudowania sobie chociaż jeszcze 2 pomieszczeń, w których mógłby mieszkać syn z synową oraz drugi pokój dla dzieci.

Pani OLIVER KAKWERA. Rodzina z wioski Kaihura, mieszkająca w wynajmowanym pokoju, składa się z mamy z czwórką dzieci i dwójką wnuków. Ojciec jej dzieci porzucił rodzinę kilka lat temu i nie utrzymuje z nimi kontaktu. Kobieta nie ma żadnej własności, ani rodziny, na którą mogłaby liczyć. Jej źródłem dochodu jest sprzedaż gotowanego jedzenia w centrum wioski, takiego jak fasola, słodkie ziemniaki, yam, kasawa. Obecnie kobieta nie tylko ma problem z pozyskaniem jedzenia dla rodziny, ale także na opłacenie czynszu za wynajmowany pokój. Na semestr kobieta potrzebuje około 300 zł na opłaty szkolne dzieci.

 

Kiedy mąż pani KAMUKAMA zmarł, zostawił ją z trójką dzieci. Wyszła za mąż po raz drugi i łącznie ma sześcioro dzieci. Mieszkają w ósemkę w maleńkim domku i żyją w ogromnej biedzie. Rodzice pracują wprawdzie u sąsiadów, przekopując ich ogródki, ale zarabiają bardzo niewiele. Ich własny ogródek jest za mały, żeby uprawiane w nim warzywa mogły wyżywić rodzinę. Jedzą jeden posiłek dziennie – milet. Jeden z synów, Kato Moses jest niepełnosprawny – nie chodzi (pisaliśmy o nim na naszej stronie, że zbieramy pieniądze na jego operację). Czwórka dzieci chodzi do szkoły, ale rodzice zmagają się z bardzo dużymi problemami, żeby opłacić czesne, więc często dzieci są przepędzane ze szkoły i mogą wrócić dopiero, kiedy opłaty są uregulowane. Rodzina potrzebuje jedzenia, ubrań, materacy i koców, a także pomocy w opłacie czesnego w szkole, aby dzieci mogły się uczyć.

Wdowa NATULINDA AIDA. Jej mąż zginął, potrącony przez samochód, pozostawiając jej jedno dziecko. Druga dziewczynka jest dzieckiem jej zmarłego brata. Wynajmują jeden pokój w tym budynku. Kobieta pracowała jako fryzjerka. Obecnie od marca nie pracuje z powodu restrykcji rządowych. Obecnie od czasu do czasu ktoś z sąsiadów pozwala im pracować na swym polu za kilka sztuk kasawy i kubek fasoli. Kiedy przyjechaliśmy do niej z żywnością, kobieta była bardzo wzruszona, bo jedli raz dziennie. Kiedy usłyszała, że będziemy robić zdjęcia, to szybko z dziewczynkami ubrały się w swoje najlepsze ubrania 🙂 Jej największą troską jest obecnie zapłacenie czynszu za 2 ostatnie miesiące (ok. 100 zł) oraz czesne za szkołę dzieci (ok. 300 zł).

 

Pan MUSINGUZI PATRICK wychowuje samotnie pięcioro dzieci. Jest wdowcem. Mieszkają w wynajmowanym domu. Pan Patrick jest farmerem – tak zarabia na życie. Dzieci chodzą do szkoły, ale ojca nie zawsze stać na zapłacenie czesnego i kiedy szkoła nie jest opłacona, dzieci zostają w domu i także wtedy pracują w polu. Jedzą dwa razy dziennie – ziemniaki i milet. Sytuacja rodziny jest trudna i potrzebują pomocy w opłaceniu czesnego (około 300 zł na semestr), brakuje im również koców, pościeli i ubrań.

 

 

Pani EVA, która samotnie wychowuje czwórkę dzieci, jest w bardzo trudnej sytuacji. Mąż zostawił ją dla innej kobiety. Pani Eva nie ma stałej pracy. Nie ma wykształcenia, więc jedyna praca, jaką może znaleźć w okolicy to kopanie w polu, ale w ten sposób zarabia bardzo niewiele. Mieszka z dziećmi w wynajmowanym domu, przy którym nie ma ogródka, gdzie mogliby uprawiać warzywa. Jedzą tylko jeden posiłek dziennie – milet. Dzieci nie poszły do szkoły, bo takie wydatki całkowicie przerastają możliwości pani Evy. Rodzinie brakuje wszystkiego – jedzenia, ubrań, koców, pościeli, materaca (bo śpią na podłodze, na klepisku). Konieczna jest różnorodna pomoc dla tej kobiety.

 

Pani KARAMUKYO ANNET ma 37 lat i troje własnych dzieci. Jej mąż był alkoholikiem i kiedy zaczął ją bić, uciekła do domu swoich zmarłych rodziców, który był w ruinie. Razem z dziećmi naprawili uszkodzenia i tam zamieszkali.

Annet oprócz swoich dzieci, opiekuje się także trojgiem dzieci swej zmarłej siostry, oraz z dwojgiem dzieci jej siostrzenicy.

Zwykle Annet zarabia z dziećmi pracują w polu u innych. W ten sposób zdobywają pieniądze na jedzenie, czesne i  na inne potrzeby. W chwili obecnej najpilniej potrzebują pieniędzy na szkołę dla dzieci oraz na jedzenie, gdyż obecnie jedzą tylko skromne posiłki, gdyż nie ma pracy w polu.

Rodzina pani KEMIGABO GRACE składa się z siedmiu osób: mamy (na zdjęciu w czerwonej spódnicy), która ma dwoje dzieci, babci i czworo małoletnich krewnych.

Sytuacja rodziny jest bardzo trudna. Mieszkają w wynajmowanym glinianym domku, nie mają nawet kawałka ziemi, który mogliby uprawiać. Pani Kemigabo utrzymuje rodzinę, pracując na polach sąsiadów.

Do szkoły chodzi tylko dwoje dzieci (opłaty to ok. 150 zł za semestr), a zdobycie takich pieniędzy jest niemal abstrakcyjne w sytuacji, kiedy nie ma się żadnego źródła dochodu. Rodzina je tylko posho i czasami fasolę.

Każdego dnia zmagają się z głodem. Potrzebna jest pomoc w zakupie jedzenia i opłacie czesnego za szkołę dla dzieci.

 

Wdowa ASIIMWE RESTY. Kobieta wychowuje sześcioro dzieci poniżej 16 roku życia. Z powodu braku wykształcenia jedynym źródłem utrzymania tej kobiety jest praca u innych. Mają własny gliniany dom, ale na małej działce i dlatego nie są w stanie uprawiać warzyw na swe utrzymanie. Ich marzeniem jest mieć dużą działkę, aby założyć plantację.

Pani Resty ma sponsorów z Polski, a więc nie musi się martwić o pieniądze na opłaty szkolne swych dzieci.

Odwiedziliśmy ją z paczkami, aby ją podtrzymać na duchu w tym trudnym czasie.

 

Pani KABABITO OLIVER ma czworo dzieci. Zbiera drewno na opał i sprzedaje je kobiecie z wioski Kaihura – w ten sposób zarabia. Niestety, wszystkie zarobione pieniądze przepija. Na utrzymanie rodziny pracują dwaj starsi synowie Oliver. Oni kupują jedzenie i ubrania dla rodziny. Jedzą tylko raz dziennie – posho i kasawę. Dom, w którym mieszkają, jest bardzo stary i jest w kiepskim stanie. Chłopcy to bardzo dzielni i odpowiedzialni młodzi ludzie, ale potrzebują pomocy w utrzymaniu rodziny, bo jest to bardzo trudne zadanie – zwłaszcza teraz w dobie kwarantanny. Ich siostra straciła pomoc cioci, która opłacała jej czesne za szkołę. W tej sytuacji jest potrzebne około 350 zł na semestr, aby mogła wrócić do szkoły, bo jej bracia mają sponsorów z Polski.

Rodzina pani KUNIIRA VALLEY składa się z siedmiu osób: rodziców i pięciorga dzieci (najstarsze ma 14 lat). Utrzymują się z pracy na plantacji herbaty, ale teraz nie mogą pracować z powodu kwarantanny.

Przy domu mają niewielki ogródek, w którym uprawiają kasawę i ziemniaki. Sytuacja rodziny jest trudna – jedzą tylko kasawę i doddo (liście podobne do szpinaku), ewentualnie posho, jeśli je dostaną. Czworo dzieci chodzi do szkoły, ale rodzice mają ogromne problemy z opłaceniem czesnego, nawet w normalnych warunkach, kiedy mogą pracować.

Kwota czesnego za semestr za wszystkie dzieci to około 150 zł. Kiedy przyjechaliśmy do nich z paczką żywnościową, cała rodzina pracowała w ogródku. Byli bardzo wdzięczni za wsparcie, bo naprawdę brakowało im jedzenia.

 

Pani KEMIGISA VESTINE ma troje własnych dzieci, a dodatkowo przyjęła pod swój dach pięć sierot, dzieci jej zmarłej siostry. Dzieci są w różnym wieku, od 2 do 15 lat. Mieszkają w małym domku na własnej działce, na której nie ma już miejsca na uprawę ziemi.

Pani Vestine pracowała na plantacji herbaty, którą zamknięto z powodu restrykcji związanych z pandemią. Teraz nie ma żadnego innego dochodu oprócz małego przychodu z wynajmu. Z tego powodu rodzina je tylko raz dziennie.

Dwoje dzieci – sierot jest sponsorowanych przez Polaków. Kiedy przyszliśmy do nich z żywnością, pani Vestine nie było w domu, ponieważ poszła szukać jakiejś pracy na polu sąsiadów. (Na zdjęciu jest Lillian, dyrektorka naszej fundacji „Gate of Hope” oraz Tumwine Joshua, dyrektor szkoły w Hakatomie).

Pani KIIZA IRENE jest wdową, która ponownie wyszła za mąż i najmłodszy syn jest dzieckiem jej drugiego męża. Pozostałe dzieci są jej dziećmi z pierwszego męża. Jest w domu pięcioro dzieci: Gilbert (16 lat), Joshua (12 lat), Livingstone (10 lat), Jordan (6 lat) oraz Adolf (10 lat).

Rodziny nie stać na jedzenie, nie mówiąc o innych potrzebach. Nie mają żadnego źródła dochodu oprócz tego, że sezonowo pracują w ogrodach swoich sąsiadów.

Mają mały kawałek ziemi, która nie jest zbytnio urodzajna – uprawiają na niej ziemniaki, ale jeszcze nie nadszedł czas ich zbioru. Mieszkają w małym domku. Dzieci chodzą do szkoły, a 3 chłopców jest sponsorowana przez Polaków. Wyzwaniem dla rodziny jest obecnie jedzenie oraz zapłata czesnego dla Livingstone i Jordana.

 

Rodzina pani SATURDAY ANNET składa się z 17 osób. Mieszkają w swoim domu na niedużej działce. Pani Annet ma 12 dzieci i troje wnuków, którzy z nią mieszkają, podczas kiedy ich rodzice pracują w miastach. Ośmioro dzieci uczy się w szkołach, a pięcioro jest sponsorowanych przez Polaków. Pani Annet miała trudności z oddychaniem i szybko się męczyła, ale nie miała pieniędzy, aby się leczyć. Dzięki ofiarności Polaków mogła zrobić badania w szpitalu i otrzymać leki. Obecnie czuje się znacznie lepiej. Na utrzymanie rodziny pracuje tylko mąż pani Annet na plantacji herbaty, gdzie zarabia 150.000 szylingów miesięcznie (ok. 160 zł). W związku z kwarantanną obecnie nie może pracować, a więc rodzina nie ma dochodu i dlatego była w potrzebie żywności. Na małej działce uprawiają banany i kawę. Opłaty szkolne pozostałych dzieci wynoszą około 250 zł na semestr, co stanowić teraz będzie dla nich wielkie wyzwanie.