Dystrybucja żywności

Działania prewencyjne ugandyjskiego rządu w związku z pandemią Covid-19 doprowadziły do pogorszenia warunków bytowych wielu ludzi, szczególnie ubogich rodzin. Wiele osób straciło źródła dochodów. Z żywnością i środkami higienicznymi dotarliśmy do około 260 rodzin (ponad 1300 osób). To były w 80% rodziny już wcześniej żyjące w brakach lub w ubóstwie, a obecna kwarantanna i pozbawienie ich możliwości jakiegokolwiek zarobku doprowadziło te rodziny do bardzo trudnej sytuacji. Wszystkie rodziny, do których dotarliśmy, były zaskoczone i ogromnie wdzięczne za przekazaną pomoc. Często mówili, że to jest odpowiedź na ich modlitwy. We wszystkich rodzinach, które mają dzieci, słyszeliśmy o tym, że największą ich obawą jest obecnie widmo tego, że ich dzieci nie wrócą do szkoły w tym roku szkolnym, który zaczął się w lutym. Rodzice w Ugandzie zwykle płacą w ratach za szkołę, a jeden semestr to 4 miesiące. Prawie wszystkie dzieci, należące do wspomnianych rodzin uczęszczają do szkół państwowych, gdzie opłaty na semestr za jedno dziecko to około 40-70 zł.

Każdy z nas może zmienić życie takiej rodziny, włączając się w ich jednorazowe lub regularne wsparcie w ramach „Adopcji Rodzin”. Po wyborze Rodziny proszę sprawdzić w ADOPCJA RODZIN czy ta Rodzina nie została już wybrana.

Na zdjęciach powtarzające się osoby to doręczający paczki. Przedstawiamy rodziny będące w trudnej sytuacji, którym przekazaliśmy paczki z żywnością i środkami higienicznymi okresie kwiecień – czerwiec 2020:

Rodzina pani BITEKEREZO. Rodzina z wioski Kaihura, mieszkająca w tym domu składa się z mamy, która jest wdową z ósemką dzieci i siedmiorgiem wnuków. Pani Bitekerezo utrzymuje rodzinę zarabiając niewielkie pieniądze jako pomoc domowa, a także pierze ubrania ludziom i pracuje w ogrodach. Zarobione pieniądze przeznacza w większości na opłaty szkolne dzieci, ale i tak czasem dzieci mają przerwy w chodzeniu do szkoły z powodu braku pieniędzy. Semestralnie kobieta potrzebuje około 700 zł na opłaty szkolne swoich dzieci i wnuków. Rodzina żyje w ubogich warunkach, w glinianym 2-pokojowym domu, który nie jest ich własnością. Brakuje im łóżek, materacy, pościeli, odzieży. Ktoś nieodpłatnie udostępnia im działkę, na której uprawiają warzywa, które składają się na ich posiłek każdego dnia. Ich dieta jest monotonna i uboga w pełnowartościowe produkty.

Pani MARY jest 70-letnią w pewnym stopniu niepełnosprawną umysłowo kobietą, która mieszka w jednym pokoju ze swym synem i jego żoną oraz pięciorgiem ich dzieci. Pani Mary z synową pracowały, piorąc ubrania ludziom, sprzątając, kopiąc w ogrodach, a jej syn zatrudniał się na budowach. W taki sposób mieli pieniądze na swe utrzymanie. Ich dzieci chodzą do szkoły, a ich wydatki na semestr to około 570.000 szylingów (około 600 zł). Od czasu kwarantanny mąż stracił pracę (większość budów stanęło, bo sklepy z materiałami budowlanymi są zamknięte). Potrzebują jedzenia i zbudowania sobie chociaż jeszcze 2 pomieszczeń, w których mógłby mieszkać syn z synową oraz drugi pokój dla dzieci.

 

Pani OLIVER KAKWERA. Rodzina z wioski Kaihura, mieszkająca w wynajmowanym pokoju, składa się z mamy z czwórką dzieci i dwójką wnuków. Ojciec jej dzieci porzucił rodzinę kilka lat temu i nie utrzymuje z nimi kontaktu. Kobieta nie ma żadnej własności, ani rodziny, na którą mogłaby liczyć. Jej źródłem dochodu jest sprzedaż gotowanego jedzenia w centrum wioski, takiego jak fasola, słodkie ziemniaki, yam, kasawa. Obecnie kobieta nie tylko ma problem z pozyskaniem jedzenia dla rodziny, ale także na opłacenie czynszu za wynajmowany pokój. Semestralnie kobieta potrzebuje około 300 zł na opłaty szkolne dzieci.

 

KATABARWA ADRIAN to 90-letni wdowiec, który nie tylko pochował swoją żonę, ale także dwójkę dzieci. Jeden zmarły syn ze swego małżeństwa miał jedną córkę, która urodziła się niepełnosprawna umysłowo. Kobietę tą zgwałcono kilka razy i z tych gwałtów ma trzech synów. Chłopcy mają 11, 13 i 15 lat. Chodzą do szkoły podstawowej, w której na opłaty za jeden semestr pan Adrian 180 tysięcy szylingów, czyli około 200 zł. Za pierwszy semestr pan Adrian nie opłacił szkoły chłopcom, ponieważ nie miał pieniędzy. Wdowiec mieszka wraz ze swoją niepełnosprawną wnuczką i trzema prawnukami. Wszyscy razem pracują na polu, aby mieć co jeść. W obecnie sytuacji jedzą raz dziennie, zwykle gotowaną kasawę.

 

Pani KARAMUKYO ANNET ma 37 lat i troje własnych dzieci. Jej mąż był alkoholikiem i kiedy zaczął ją bić, uciekła do domu swoich zmarłych rodziców, który był w ruinie. Razem z dziećmi naprawili uszkodzenia i tam zamieszkali. Annet oprócz swoich dzieci, opiekuje się także trojgiem dzieci swej zmarłej siostry, oraz z dwojgiem dzieci jej siostrzenicy.

Zwykle Annet zarabia z dziećmi pracują w polu u innych. W ten sposób zdobywają pieniądze na jedzenie, czesne i  na inne potrzeby. W chwili obecnej najpilniej potrzebują pieniędzy na szkołę dla dzieci oraz na jedzenie, gdyż obecnie jedzą tylko skromne posiłki, gdyż nie ma pracy w polu.

 

Pani KOBUSINGE TINA i jej siostra Janet pracują w salonie fryzjerskim. Teraz, w trakcie kwarantanny salony fryzjerskie są zamknięte, dlatego wróciły na wieś, do swojej babci, gdzie głodują. Wczoraj i dzisiaj przed naszym przybyciem modliły się o jedzenie.

Tina ma dwoje dzieci, a Janet jedno. Wychowują je samotnie. Ciężko im z opłatami za czesne za szkołę dzieci.

Dzieci w czasie kwarantanny chodzą do sąsiadów, by zarobić drobne pieniądze na noszeniu wody (200 szylingów – 25 groszy za przyniesienie 10-litrowego kanistra z oddalonej o 2 km studni). Za uzyskane pieniądze kupują np. mydło, sól.

 

 

Pan ABEL RWATORO mieszka ze swoją chorą na cukrzycę mamą, z żoną i jednym dzieckiem. Jest nauczycielem.  Mieszkają w małym glinianym domu. Mają mały ogród, gdzie uprawiają warzywa. Ostatnio jest im bardzo trudno i wspomagani są przez członków lokalnego kościoła, którzy czasem dostarczają im jedzenie.

Od lutego jego mama nie przyjmowała leków, gdyż nie było ich na nie stać. Matka zajmuje się też sprzedażą ciapati – małych placków, aby w ten sposób wspomóc gospodarstwo domowe.

Największym marzeniem Abla jest powrót do szkoły, aby uzupełnić swoje studia pedagogiczne. Wtedy będzie mógł zarabiać więcej i lepiej zaopiekować się swoją rodziną.

 

Pani KABAJUNGU GRACE, 77-letnia kobieta, zajmuje się sama ośmioma wnukami. Choruje na cukrzycę i nadciśnienie. Większość z jej własnych dzieci umarła, a pozostali dwaj synowie są alkoholikami i nie może na nich polegać. Jeden z jej wnuków wynajmuje motor i pracuje jako taksówkarz boda-boda. To na jego zarobku polega cała rodzina. Niestety w trudnym czasie restrykcji rządowych nie może zarabiać na życie, bo ustał transport publiczny.

Kiedy ich odwiedziliśmy kobieta była zaskoczona pomocą od nieznanych jej ludzi, a dzieci cieszyły się, że się najedzą, bo ostatnio jedli tylko jeden posiłek dziennie i to małowartościowy. Potrzebują pieniędzy na leczenie babci oraz na czesne dla dzieci do szkoły. Wnuk chciałby mieć własny motor, aby nie być zależnym od osoby, która wynajmuje mu motocykl do pracy.

 

 

Pani NYANGOMA HOPE to 27-letnia zamężna kobieta z dwojgiem dzieci (na zdjęciu te ciemne, a białe dziecko to Danielek Wydra, który odwiedzał z nami niektóre rodziny). Mąż pani Hope najmuje się do pasienia krów i zarabia około 100.000 szylingów miesięcznie (ok. 100 zł). Mają mały gliniany dom bez okien i małe pole uprawne. W domu śpią na podłodze, na rozłożonym posłaniu z trawy, nie mają nawet materacy, nie mówiąc o łóżkach.  Nyangoma jest głucha na jedno ucho. Mają wiele potrzeb, włączając w to opłaty za szkołę swoich dzieci i pieniądze na ich leczenie. Mimo trudnej sytuacji rodzina nie traci nadziei. Kiedy ich odwiedziliśmy, bardzo się ucieszyli i chcieli się za nas pomodlić i podziękować Bogu za Polaków.

 

Rodzina składa się z4 samotnych matek, które są rodzeństwem i ich dzieci. Najstarsza z nich – NATUKUNDA GRACE prowadzi to 15-os. gospodarstwo domowe. Dzieci są w opłakanym stanie – prawdopodobnie z powodu biedy. Brakuje im ubrań, śpią na podłodze. Mieszkają w rozpadającym się domu, nie mają mebli. Niektóre dzieci wyglądają jakby były niedorozwinięte, ale to może dlatego, że prawie nikt z nich nie chodzi do szkoły. Mają kawałek ziemi, który uprawiają, by móc z tego się wyżywić. Potrzebują pieniędzy by posłać dzieci do szkoły, kupić materace, pościel, koce, ubrania. Dwie kobiety prostytułowały się z biedy, kiedy nie mieli jedzenia, w związku z tym pojawiły się na świecie niektóre z tych dzieci, które nie znają ojców.

 

Pani NAMUDDU OLIVIER mieszka z siedmiorgiem dzieci, wnuczką i swoją 96-letnią mamą w glinianym 10m2 domu. Musiała uciekać do swej mamy od swojego męża, który groził jej śmiercią, po tym jak zgwałcił jej najstarszą córkę, a ona chciała go podać na policję. Opłaty szkolne dla wszystkich dzieci to około 450 zł na semestr na co tej kobiety nie stać, ponieważ przed kwarantanną pracowała w restauracji za pensję 150 zł miesięcznie. Tracąc pracę, rodzina utraciła jedyne źródło utrzymania. Kiedy przynieśliśmy im paczkę z żywnością, dowiedzieliśmy się, że ostatnie dni jedli raz dziennie gotowane żółte banany, które były zerwane z drzewa jeszcze zielone (malutkie jak palec). Rodzina potrzebuje działki pod uprawę, większego domu, pościeli, materacy (śpią na podłodze), jedzenia i pieniędzy na opłaty za szkołę dzieci.

 

Pan BAGONZA KYOMPA ma żonę i dwanaścioro dzieci. W czasie kwarantanny utracił źródło bardzo dobrego dochodu, z którego utrzymywał rodzinę. Był kierowcą prywatnego busa na trasie Kyenjojo-Kampala. Od końca marca jest zabroniony transport publiczny. Jego dzieci chodziły do dobrych szkół, za które płacił około 1500 zł na semestr. Jego żona uprawia pole, które mają jako własność. Mężczyzna się popłakał, kiedy przyjechaliśmy do niego. Nie mógł pojąć jak chrześcijanie mogą pomagać jemu – wyznawcy kultu Bisaka. Przyjechaliśmy w momencie jego załamania z powodu zaistniałej sytuacji. Jego troską są opłaty za szkoły dzieci w następnym semestrze.

Pan BYARUHANGA BRIGHT mieszka z żoną i trójką dzieci w tym wynajmowanym domku glinianym. Oboje z żoną są niewykształceni. Żona pracuje na polach zamożniejszych ludzi, a pan Bright sprzedaje napoje, roznosząc je w pudełku po mieście Kyenjojo. W czasie kwarantanny taka praca jest zabroniona. Rodzina utraciła źródło dochodu, które i tak było niewielkie (około 95.000 szylingów miesięcznie = 100 zł), ale starczyło na skromne wyżywienie rodziny. Teraz jest im bardzo ciężko. W tym roku pan Bright zapisał dzieci do przedszkola, ale nie zapłacił za nie.

Pani GLADYS KANDALI jest 64-letnią wdową. Jej dzieci z wnukami mieszkają w innych miastach. Kobieta dzięki pomocy znajomych otworzyła małą działalność – sprzedawała na rynku metalowe przedmioty. W czasie kwarantanny rynki zostały zamknięte i kobieta utraciła dochód. Mieszka z bratem, który jest niepełnosprawny umysłowo oraz z krewnymi. Jej pieniądze, które miała wydała na jedzenie dla rodziny. Obecnie nie dojadają.

Dzieci nie mogą jej pomóc, ponieważ mieszkają i pracują w miastach i w tym czasie kwarantanny także utracili prace i źródła dochodów.

 

 

 

Pan RAMANZANI BIRUNGI z żoną i dziećmi uciekli przed śmiercią. Przygarnęła ich do opuszczonego domu pewna kobieta, która pozwoliła im pracować w jej ogrodzie, z którego mają pożywienie. Rodzinę chciano zabić, kiedy odkryto na ich działce złoża miedzi. Mężczyzna jest zbyt biedny, by wynająć prawnika w swej sprawie. A nawet gdyby miał pieniądze, to bałby się wrócić do tej wioski na swoją ziemię, ponieważ wieść o jego cennych złożach rozniosła się szerzej i w każdej chwili znienacka mógłby zostać zabity. Mężczyzna pogodził się ze swoim losem i oddal sprawę ręce Boga. W tym domu, gdzie mieszkają strasznie śmierdziało wilgocią i brudem. Ich własnością jest jeden materac, koc i dwie zmiany odzieży. Mimo wszystko widziałam w nich Bożą radość. Byłoby cudownie podarować im działkę, gdzie uprawialiby swój ogród i na której mogli by zbudować sobie gliniany dom. Koszt zakupu 1 akra w tej okolicy to około 4 tys. złotych.

Pani TIMBIGAMBA JOYCE ma około 70 lat. Miała czworo dzieci, ale zmarli i zostawili jej wnuki, które ma na utrzymaniu. W tym domu mieszka jej córka z mężem, którzy utracili pracę wskutek kwarantanny. W domu jest jeszcze jej 93-letnia mama, która jest schorowana i tylko leży w łóżku. Byli bardzo rozradowani przyniesioną przez nas żywnością, ponieważ nie dojadali w ostatnich tygodniach. Wyzwaniem dla nich w tym czasie jest jedzenie, ale w domu prawie nic nie ma. Dzieci śpią na podłodze. Nie mają materacy, pościeli, itp. Potrzeba około 300 zł na opłaty szkolne jej wnuków. I to jest jej wielka prośba w tym czasie.

 

Pani RUKUNGA CLEOPHAS wychowuje sama czwórkę dzieci. Jej mąż przepadł bez śladu 10 lat temu i nie wiadomo nawet, czy nadal żyje. Kobieta była zatrudniona w szkole jako kucharka i zarabiała 200.000 szylingów miesięcznie (około 185 złotych). Od marca z powodu kwarantanny nie otrzymała wypłaty, bo szkoły są zamknięte. Jej dzieci i ona w obecnym czasie szukają pracy na polach sąsiadów za żywność. Jedzą teraz raz dziennie kasawę lub ziemniaki. Obawą kobiety jest to, że jej dzieci nie wrócą do szkoły po kwarantannie, bo ona nie zapłaciła czesnego (około 500.000 szylingów) nawet za pierwszy semestr. Nie mają własnego pola.

Państwo SANYU STEPHEN i jego żona Annet mają ośmioro dzieci. Są duchownymi kościoła zielonoświątkowego, ale nie dostają z tego tytułu pensji. Skromną żywność otrzymywali od członków kościoła, a czasem udało się im znaleźć pracę w polu. Wynajmują dwa pokoje, za które płacą 95.000 miesięcznie (około 100 zł). W tym czasie od kilku tygodni jedli tylko raz dziennie owsiankę. Kiedy przyjechaliśmy, właśnie modlili się w kościele do Boga o pomoc. Dlatego na zdjęciu są tak rozradowani, bo pojawiliśmy się jako odpowiedź na ich modlitwę. Państwo Sanuy w tym roku nie posłali dzieci do szkoły, bo nie mieli w ogóle pieniędzy na opłaty. Koszt szkoły na semestr to około 420.000 szylingów (około 450 zł) i to jest ich modlitwą, aby te pieniądze jakoś się znalazły na ten cel.

 

Pani KATUSABE GRACE jest wdową z sześciorgiem dzieci. Wcześniej zarabiała na ich utrzymanie w taki sposób, że z dziećmi wstawali wcześniej rano i zbierali dodo rosnące dziko na polach, następnie związywali to sznurkami. Potem dzieci (głodne) szły do szkoły, a kobieta zabierała dodo na rynek, gdzie próbowała to sprzedać. Jeśli danego dnia zarobiła około 5.000 szylingów (około 4,50 zł) to była bardzo szczęśliwa. Kobieta utraciła źródło dochodu, ponieważ od końca marca jest zabroniona sprzedaż warzyw na rynkach z powodu pandemii. W kwietniu udało jej się znaleźć pracę w polu u kogoś, gdzie mogła za pracę otrzymać jedzenie. Kobieta martwi się przede wszystkim o opłaty szkolne dla swoich dzieci w tym czasie, które wynoszą około 350 zł.

Mieszkająca samotnie w tym domu 73-letnia KAJUMBA JANE ma czworo dzieci: trzech synów i jedną córkę, którzy się pożenili i mieszkają w odległych miejscowościach. Pani Jane problemy z sercem i pamięcią. Zdarzyło się już kilka razy, że została znaleziona nieprzytomna przez sąsiadów w swoim domu. Dlatego też w tym czasie, kiedy stan kobiety się pogorszył, przyjechała córka tej kobiety, aby się nią zaopiekować. Córka sama jest wdową z trójką dzieci. Jest zarażona HIV i ma AIDS. Przez wzgląd na choroby obydwie panie są słabe i nie mogą pracować. Na terenie swojego domu pani Jane nie ma pola, który mogłaby uprawiać. Jedzą tylko jeden posiłek dziennie, którym jest kasawa, bądź słodkie ziemniaki.

 

Rodzina pana BOMIIRE MALIKO. Rodzina 5-osobowa: dwoje rodziców i troje dzieci w wieku 2, 5 i 7 lat. Ojciec ma 60 lat i nie jest w stanie wyżywić rodziny, bo tylko czasem pracuje w polu, jeśli sąsiedzi im pozwolą. Jego żona także  pracuje okazjonalnie na polach sąsiadów, bo okolica jest uboga i nie ma miejsc pracy, nawet do kopania w polu. Pani Maliko z powodu obecnego kryzysu, straciła możliwość nawet tej pracy. Rodzina została bez dochodu. Najważniejsze potrzeby to jedzenie (rodzina je obecnie raz dziennie gotowaną kasawę), wynajem glinianego domu (50 tys. szylingów na miesiąc – 55 zł) oraz czesne za szkołę (30 tys. szylingów za dziecko, czyli około 33 zł) za semestr. Dwoje dzieci powinno pójść do szkoły.

 

AYEBALE PETER ma żonę i sześcioro dzieci. Mieszkają w małym domku. Pan Peter pracuje na polu sąsiadów.

Rodzina uprawia swój ogród, ale ziemia nie jest tam żyzna, więc uprawa nie daje takich plonów, żeby wystarczyło na wyżywienie wszystkich.

Jedzą raz dziennie – kasawę i słodkie ziemniaki. Dzieci nigdy nie chodziły do szkoły, bo brakuje pieniędzy, żeby za szkołę zapłacić. Potrzebują jedzenia, ubrań, koców, prześcieradeł i pomocy w posłaniu dzieci do szkoły.

 

 

Rodzina TINKAMANYIRE składa się z sześciu osób: rodziców i czwórki dzieci. Zarówno mama, jak i ojciec, od dłuższego czasu chorują i nie są w stanie pracować. Sytuacja rodziny jest więc bardzo trudna, bo nie mają żadnego źródła dochodu. Uprawiają tylko własny ogródek, ale zbiory są niewielkie. Jedzą tylko jeden posiłek dziennie – milet. Bieda jest tutaj naprawdę ogromna. Potrzebują właściwie wszystkiego – jedzenia, ubrań, butów, koców, prześcieradeł, itp. Konieczne jest wsparcie w posłaniu dzieci do szkoły. Czesne wynosi około 220 zł za semestr dla ich czwórki dzieci, bo rodzice nie są w stanie temu podołać.

 

Kiedy mąż pani KAMUKAMA zmarł, zostawił ją z trójką dzieci. Wyszła za mąż po raz drugi i łącznie ma sześcioro dzieci. Mieszkają w ósemkę w maleńkim domku i żyją w ogromnej biedzie. Rodzice pracują wprawdzie u sąsiadów, przekopując ich ogródki, ale zarabiają bardzo niewiele. Ich własny ogródek jest za mały, żeby uprawiane w nim warzywa mogły wyżywić rodzinę. Jedzą jeden posiłek dziennie – milet. Jeden z synów, Kato Moses jest niepełnosprawny – nie chodzi (pisaliśmy o nim na naszej stronie, że zbieramy pieniądze na jego operację). Czwórka dzieci chodzi do szkoły, ale rodzice zmagają się z bardzo dużymi problemami, żeby opłacić czesne, więc często dzieci są przepędzane ze szkoły i mogą wrócić dopiero, kiedy opłaty są uregulowane. Rodzina potrzebuje jedzenia, ubrań, materacy i koców, a także pomocy w opłacie czesnego w szkole, aby dzieci mogły się uczyć.

Pani EVA, która samotnie wychowuje czwórkę dzieci, jest w bardzo trudnej sytuacji. Mąż zostawił ją dla innej kobiety. Pani Eva nie ma stałej pracy. Nie ma wykształcenia, więc jedyna praca, jaką może znaleźć w okolicy to kopanie w polu, ale w ten sposób zarabia bardzo niewiele. Mieszka z dziećmi w wynajmowanym domu, przy którym nie ma ogródka, gdzie mogliby uprawiać warzywa. Jedzą tylko jeden posiłek dziennie – milet. Dzieci nie poszły do szkoły, bo takie wydatki całkowicie przerastają możliwości pani Evy. Rodzinie brakuje wszystkiego – jedzenia, ubrań, koców, pościeli, materaca (bo śpią na podłodze, na klepisku). Konieczna jest różnorodna pomoc dla tej kobiety.

 

Pan KYALISIIMA MOSES ma żonę i czwórkę dzieci. Mieszkają w domu, jaki widać z tyłu. Są niewykształceni, ponieważ pochodzą z biednych rodzin, w których nie było pieniędzy na szkołę.

Swoje dzieci chcieliby posłać do przedszkola i szkoły, aby miały kiedyś lepszą przyszłość. Oboje najmują się do prac w polu, ale niewiele zarabiają za to. Nie mają swojej ziemi. Bardzo potrzebowali jedzenia w tym czasie, bo mieli tylko kasawę, którą jedli raz dziennie.

 

 

Pan MUSINGUZI PATRICK wychowuje samotnie pięcioro dzieci. Jest wdowcem. Mieszkają w wynajmowanym domu. Pan Patrick jest farmerem – tak zarabia na życie. Dzieci chodzą do szkoły, ale ojca nie zawsze stać na zapłacenie czesnego i kiedy szkoła nie jest opłacona, dzieci zostają w domu i także wtedy pracują w polu. Jedzą dwa razy dziennie – ziemniaki i milet. Sytuacja rodziny jest trudna i potrzebują pomocy w opłaceniu czesnego (około 300 zł na semestr), brakuje im również koców, pościeli i ubrań.

 

 

Pani KEBIRUNGI LOY ma siedmioro dzieci, które wychowuje sama. Jej mąż porzucił rodzinę. Wspiera rodzinę niewielkimi kwotami (np. 20 zł miesięcznie). Pani Loy zarabia niewielkie pieniądze, pracując w polu. Mieszkają w małym domu i żyją bardzo biednie. Mają wprawdzie własne pole, na którym mogą uprawiać warzywa, ale ziemia jest bardzo nieurodzajna i plony są niewystarczające dla tej rodziny. Jedzą tylko raz dziennie. Wszystkie dzieci chodzą do szkoły, ale nieregularnie, bo pani Loy ma kłopoty z opłacaniem czesnego (około 350 zł za semestr). Potrzebna jest jej pomoc w opłacaniu szkoły dzieci, a także by zakupić jedzenie, ubrania, materace, koce i prześcieradła.

 

Pan ROBERT mieszka z żoną i sześciorgiem dzieci w małym domku. Przed wybuchem pandemii koronawirusa pracował jako fryzjer. Już wtedy utrzymanie rodziny było dla niego dużym wyzwaniem, bo zarobione pieniądze nie wystarczały na życie rodziny. Tylko dwoje dzieci chodziło do szkoły, a i tak nieregularnie z powodu braku pieniędzy na opłaty szkolne. Jest jeszcze dwoje dzieci w wieku szkolnym, które powinny się uczyć, ale nie rozpoczęły w ogóle edukacji. Teraz, kiedy pan Robert stracił pracę z powodu koronawirusa, sytuacja jego rodziny jest bardzo trudna. Jedzą tylko kasawę – jeden raz dziennie. Uprawiają warzywa w małym ogródku, ale zbiory są zdecydowanie zbyt małe na zaspokojenie potrzeb rodziny. Bardzo potrzebują pomocy – jedzenia, ubrań, koców, prześcieradeł, itp. Ogromnie ważne byłoby też dla nich wsparcie w opłacaniu czesnego (około 200 zł za semestr).

Pani BETTY jest wdową z pięciorgiem dzieci. Jedynym źródłem dochodu jest praca w polu sąsiadów. Opłacanie szkoły dla pięciorga dzieci (około 250 zł za semestr) jest ogromnym wyzwaniem dla pani Betty.

Sytuacja rodziny jest trudna – jedzą tylko kasawę, raz dziennie. Uprawiają warzywa w przydomowym ogródku, ale zbiory są niewielkie.

Wsparcie w opłacaniu szkoły dla dzieci jest konieczne, aby mogli dokończyć rok szkolny. Rodzina potrzebuje także jedzenia, ubrań, koców, prześcieradeł, itp.

 

Rodzina pana KUSEMERERWA JULIUSA składa się z ośmiu osób, w tym sześciorga dzieci. Pan Julius pracował w szkole, ale – w związku z zamknięciem szkół z powodu koronawirusa – nie otrzymuje pensji. Nawet kiedy pracował, zarabiane pieniądze nie były w stanie pokryć czesnego za szkołę dla dzieci, które wynosi około 300 zł za semestr. Rodzina mieszka w maleńkim domku. Pan Julius chciałby dobudować pomieszczenie dla dzieci, bo w jednej izbie jest im wszystkim bardzo ciasno. Potrzebuje na to 25 arkuszy blachy (około 700 zł). Mają niewielki ogródek, w którym uprawiają warzywa, ale jest on za mały, żeby był w stanie zaspokoić potrzeby rodziny. Jedzą jeden posiłek dziennie – ziemniaki. Sytuacja rodziny jest naprawdę bardzo trudna. Potrzebne są: żywność, ubrania, koce, pościel oraz pomoc w opłaceniu czesnego.

Kobiety SAFINA i BEATRACE miały wspólnego męża, ale zmarł 13 lat temu. Razem nadal mieszkają w jednym domu i mają łącznie 11 dzieci. Kobiety nie mają żadnego źródła dochodu.

Uprawiają pole, ale jest zdecydowanie za małe, żeby zaspokoił potrzeby żywieniowe rodziny. Jedzą milet – jeden raz dziennie. Siedmioro dzieci chodzi do szkoły, ale bardzo nieregularnie, bo nie ma pieniędzy na opłaty szkolne. Sytuacja tej rodziny jest bardzo zła. Potrzebują jedzenia, ubrań, prześcieradeł i koców. Konieczne jest też wsparcie w opłaceniu szkoły dla wszystkich dzieci.

 

Pani KASANGAKI HARRIET, jej mąż i piątka dzieci mieszkają w tym małym domu. Czworo dzieci chodzi do szkoły, ale często nie zaliczają semestru, bo rodzice nie mają pieniędzy na opłaty szkolne, a jeśli są zaległości w opłatach, to dzieci nie mogą chodzić do szkoły. Dzieci mają opóźnienia w naukę (stratę lat szkolnych). Rodzice robią co w ich mocy i pracują na polach sąsiadów, ale jest im bardzo ciężko, bo zarabiają bardzo niewiele. Ich własny ogródek jest zbyt mały, żeby uprawiane tam warzywa mogły wystarczyć na wyżywienie całej rodziny. Tylko raz dziennie jedzą – samą kasawę. Sytuacja rodziny jest bardzo trudna. Brakuje im właściwie wszystkiego: jedzenia, ubrań, butów, koców, prześcieradeł. Potrzebna jest również pomoc w opłaceniu szkoły dla dzieci – około 200 zł na semestr.

Pani MARGARET jest wdową i samotnie wychowuje troje dzieci. Utrzymuje rodzinę, przekopując ogródki sąsiadów. Niestety, w takiej pracy nie zarabia się w Ugandzie wiele i sytuacja rodziny jest trudna. Mają wprawdzie mały ogródek przy domu, gdzie uprawiają warzywa, ale zbiory są zbyt małe, żeby wyżywić rodzinę. Dzieci chodzą do szkoły, ale jest to bardzo duże wyzwanie dla pani Margaret, żeby opłacić czesne, które wynosi około 150 zł za semestr. Często uregulowanie opłat za szkołę przerasta panią Margaret. Rodzina je dwa posiłki dziennie – tylko ziemniaki. Potrzebna jest pomoc w postaci jedzenia, ubrań, koców, pościeli, a także wsparcie w opłacaniu czesnego.

 

Pani KATUSIIME ROSE ma siedmioro dzieci i sama zarabia na utrzymanie rodziny – mąż jest pijakiem. Mają własne pole, które uprawiają. Jedzą dwa razy dziennie – słodkie ziemniaki i milet.

Pięcioro dzieci chodzi do szkoły – opłaty szkolne to koszt około 400 zł  za semestr i to jest największe wyzwanie, z jakim zmaga się pani Rose. Potrzebna jest pomoc w opłaceniu szkoły dla dzieci.

 

 

 

NANSUBUGA MARIA jest wdową. Ma 6-letnią córkę o imieniu Gift. Dopóki nie wprowadzono w Ugandzie obostrzeń związanych z koronawirusem, pani Maria gotowała w domu jedzenie, które potem zanosiła ludziom do ich domów, a oni jej płacili i tak zarabiała na utrzymanie swoje i córki. Jednak teraz ludzie potracili prace i nie mają pieniędzy, żeby zamawiać u Marii jedzenie. Ona i córeczka zostały więc bez środków do życia. Mieszkają w wynajmowanym pokoju. Nie mają jednak ogródka, w którym mogłyby uprawiać warzywa. Jedzą dwa razy dziennie – posho z fasolą. Mała Gift rozpoczęła naukę w szkole, ale teraz pani Maria nie będzie miała pieniędzy, żeby opłacić czesne za semestr. Bardzo potrzebne jest wsparcie w opłaceniu czesnego (około 150 zł) oraz pieniądze na zakup jedzenia, mydła, pasty do zębów i podstawowych środków higienicznych.

 

Rodzina SSEMUGENYI liczy pięć osób: rodzice i troje dzieci. Pani Ssemugenyi w wynajmowanym domu i nie ma pola, na którym mogłaby uprawiać warzywa i w ten sposób zapewnić sobie jedzenie. Jedzą raz dziennie – posho z fasolą. Dzieci chodzą do szkoły, jednak w obecnej sytuacji najprawdopodobniej będą musiały opuścić szkołę na rok, bo rodziców nie będzie stać na zapłacenie czesnego (około 450 zł) za kolejny semestr. Problem w tym, że ich ojciec ma kilka żon. Pracuje jako kierowca taksówki motocyklowej (boda-boda), ale przez kwarantannę spowodowaną pandemią koronawirusa, nie może pracować, a więc rodzina straciła jedyne źródło dochodu. Najbardziej potrzebna pomoc to jedzenie i pieniądze na zapłacenie czynszu oraz opłat szkolnych.

 

 

NAMWANJE JULIET wychowuje samotnie dwoje dzieci: 11-letniego Douglasa i 6-letnią Shirat. Mąż zostawił ją z dziećmi i ożenił się z inną kobietą. Nie pomaga im finansowo. Pani Juliet pracuje w szkole jako kucharka i w ten sposób utrzymuje rodzinę. Teraz, przez pandemię, szkoły są zamknięte, więc Juliet nie może pracować i nie dostaje wypłaty. Rodzina mieszka w wynajmowanym pokoju. Jedzą tylko jeden posiłek w ciągu dnia – posho z fasolą, a wieczorem piją tylko herbatę lub owsiankę. Dzieci chodzą do szkoły, opłaty wynoszą około 400 zł za semestr, podczas gdy pani Juliet musi pracować na taką kwotę ponad 2 miesiące. Kiedy pandemia minie i znowu otworzą szkoły, Douglas i Shirat raczej do szkoły nie wrócą, bo pani Juliet nie ma w tej chwili żadnych pieniędzy i nie będzie mogła opłacić czesnego. Bardzo potrzebne jest wsparcie w opłaceniu czesnego, a także czynszu i jedzenia.

 

Wdowa NATULINDA AIDA. Jej mąż zginął, potrącony przez samochód, pozostawiając jej jedno dziecko. Druga dziewczynka jest dzieckiem jej zmarłego brata. Wynajmują jeden pokój w tym budynku. Kobieta pracowała jako fryzjerka. Obecnie od marca nie pracuje z powodu restrykcji rządowych. Obecnie od czasu do czasu ktoś z sąsiadów pozwala im pracować na swym polu za kilka sztuk kasawy i kubek fasoli. Kiedy przyjechaliśmy do niej z żywnością, kobieta była bardzo wzruszona, bo jedli raz dziennie. Kiedy usłyszała, że będziemy robić zdjęcia, to szybko z dziewczynkami ubrały się w swoje najlepsze ubrania 🙂 Jej największą troską jest obecnie zapłacenie czynszu za 2 ostatnie miesiące (ok. 100 zł) oraz czesne za szkołę dzieci (ok. 300 zł).

 

Pani KATUSABE EDITH. Rodzina składa się z dwojga rodziców i czworo dzieci poniżej 16 roku życia. Kobieta jeszcze w ubiegłym roku pracowała na plantacji herbaty, ale rozchorowała się i jest teraz bardzo słaba z powodu chorób związanych z AIDS. Mieszkają w glinianym domu, użyczonym im przez krewnego. Jej mąż jest w podeszłym wieku i nie ma już tyle siły do pracy, poza tym w okolicy trudno znaleźć pracę. Największymi potrzebami są obecnie jedzenie oraz koszty leczenia pani Edith. Czworo dzieci potrzebuje około 300 zł na opłaty, aby wrócić do szkoły po kwarantannie.

 

 

Pani KEMIGISA GLADYS mieszka w takim domu bez okien i drzwi jak widać na zdjęciu 😦 tragiczna sytuacja. Nie mają w domu niczego. Śpią na podłodze. Nie mają koców ani pościeli. Jedzą raz dziennie ziemniaki, które dał im ktoś z kościoła. Pani Gladys jest wdową, jej mąż zmarł nagle. Nie mają własnego pola. Kobieta czasem pracuje na polach sąsiadów, ale większość ludzi w jej okolicy jest także bardzo biedna i jej nie płacą, a jedynie dają warzywa z pola. Jej największą troską jest posyłanie dzieci do szkoły i drzwi do domu. Potrzebuje 140.000 szylingów na semestr (około 150 zł) na opłaty szkolne. Za pierwszy semestr nie zapłaciła. Była bardzo wdzięczna za niepomijanie jej i za otrzymane jedzenie.

 

Pani KABALEMWA JENIFA to matka samotnie wychowująca pięcioro dzieci poniżej 16 roku życia. Ojciec opuścił rodzinę i nie interesuje się ich losem. Mieszkają w domu dziadków. Kobieta pracowała na plantacji herbaty w Ngezi. W związku z ostatnimi restrykcjami, jej starsze dzieci wróciły do domu, gdyż utraciły pracę. Obecnie jedzą tylko kasawę i ziemniaki. Przed kwarantanną rodzina pani Jenify nieźle sobie radziła. Niestety obecnie kobieta obawia się, że nie podoła opłatom za szkoły pięciorga swych dzieci, gdyż miała na to pieniądze z pracy na plantacji oraz jej starsze dzieci się dokładały. Opłaty na czesne jej pięciorga dzieci wynoszą około 500 zł na semestr.

Wdowa ASIIMWE RESTY. Kobieta wychowuje sześcioro dzieci poniżej 16 roku życia. Z powodu braku wykształcenia jedynym źródłem utrzymania tej kobiety jest praca u innych. Mają własny gliniany dom, ale na małej działce i dlatego nie są w stanie uprawiać warzyw na swe utrzymanie. Ich marzeniem jest mieć dużą działkę, aby założyć plantację.

Pani Resty ma sponsorów z Polski, a więc nie musi się martwić o pieniądze na opłaty szkolne swych dzieci.

Odwiedziliśmy ją z paczkami, aby ją podtrzymać na duchu w tym trudnym czasie.

 

Pani AMPWERA SHARON mieszka w Kampali i ma pięcioro dzieci w wieku od 1,5 do 12 lat. Sharon jest nauczycielką, ale podczas wakacji i obecnej sytuacji (zamknięcie szkół z powodu pandemii koronawirusa) nie dostaje pensji. Jej mąż jest obibokiem – nie pracuje, rzadko bywa w domu, nie pomaga Sharon przy dzieciach. Na niej spoczywa utrzymanie całej rodziny, a więc opłacenie czynszu za mieszkanie, czesnego za szkołę dzieci, jedzenia, ubrań i środków higienicznych. Kobieta jest w rozpaczliwej sytuacji, bo od dłuższego czasu nie ma środków do życia. Nawet przed okresem kwarantanny było jej bardzo trudno – rodzina jadła owsiankę na śniadanie, a potem tylko jeden posiłek dziennie – posho z fasolą. Jest bardzo dzielną kobietą, która codziennie walczy o lepsze jutro dla swoich dzieci, nie zważając na brak pomocy ze strony męża. Potrzebuje jednak pomocy w opłaceniu czesnego za kolejny semestr dzieci w szkole (ok. 600 zł), czynszu oraz jedzenia.

Pani KABUHO ELIZABETH jest wdową i sama wychowuje dwie córki. Pracuje w przedszkolu, ale odkąd prezydent ogłosił kwarantannę, nie może chodzić do pracy i nie dostaje żadnych pieniędzy.

Jest im bardzo trudno – jedzą tylko jeden posiłek dziennie. Wynajmują pokój w tym budynku i nie zalega z czynszem dwa miesiące. Elizabeth potrzebuje pomocy w opłaceniu czynszu i szkoły dla córek (ok. 200 zł), aby po kwarantannie mogły dalej się uczyć.

W przeciwnym razie dziewczynki stracą jeden rok, bo z powodu braku pieniędzy będą musiały do końca roku szkolnego zostać w domu, a w przyszłym roku ewentualnie będą powtarzać klasę, jeśli Elizabeth zdoła zarobić na opłaty szkolne.

 

 

Pani ATWIJUKIRE OLIVER wynajmuje dwa pokoje, w których mieszka razem z mężem i siedmiorgiem dzieci w wieku od 11 miesięcy do 14 lat. Pani Oliver nie pracuje. Na utrzymanie rodziny zarabia jej mąż, który jest mechanikiem. Teraz podczas kwarantanny, nie może pracować, bo wszystkie zakłady świadczące usługi zostały zamknięte. Cała rodzina została więc bez środków do życia. Mąż pani Oliver pracuje bardzo daleko od domu, a kiedy ogłoszono zakaz przemieszczania się, był w pracy, w związku z czym, w tym trudnym czasie jest oddzielony od rodziny i w żaden sposób nie może pomóc. Sytuacja rodziny jest bardzo trudna. Na śniadanie jedzą tylko owsiankę, a w porze kolacji – posho z fasolą. Największym wyzwaniem dla rodziny w tej chwili jest jedzenie i czynsz. Rodzice martwią się jednak, że kiedy kwarantanna się skończy i otworzą szkoły, nie będą mieli pieniędzy na czesne za kolejny semestr (ok. 900 zł) i ich dzieci będą musiały siedzieć w domu i powtarzać ten rok, który zaczęły w lutym tego roku.

 

Pani KIIZA EUGEMIA ma 85 lat i mieszka sama. Jest wdową. Sąsiedzi przynoszą jej wodę i pomagają. Ma swoją ziemię, którą uprawia. Utrzymuje się ze sprzedaży niewielkiej ilości jedzenia, które gotuje w swoim domu. Je dwa posiłki dziennie – na jej dietę składają się ziemniaki, banany i kasawa. Potrzebuje jedzenia i środków higienicznych. Ze względu na jej wiek, dużym wyzwaniem jest dla niej codzienne mierzenie się z takimi czynnościami, jak: praca w polu, noszenie wody.

 

Pan KASIGWA WILSON ma żonę i pięcioro dzieci w wieku od 2 do 18 lat. Utrzymuje rodzinę, pracując jako kierowca. Teraz, zakazem wydanym przez prezydenta Ugandy, nie może pracować i rodzina straciła jedyne źródło dochodu.

Ich sytuacja jest trudna, bo wynajmują pokój i muszą płacić czynsz, a nie mają z czego go zapłacić. Jedli posho z fasolą dwa razy dziennie. Cała rodzina była bardzo wdzięczna za paczkę żywnościową – powiedzieli, że ta pomoc nadeszła w najodpowiedniejszym momencie.

Czworo dzieci chodzi do szkoły – opłaty za semestr wynoszą ok. 600 zł. Ponieważ pan Wilson nie może pracować, nie będzie miał pieniędzy, żeby opłacić szkołę swoich dzieci, kiedy kwarantanna się skończy i szkoły zostaną otwarte. Potrzebne są też pieniądze na czynsz oraz jedzenie.

 

Pani MBABAZI JANE ma 42 lata i sama wychowuje dwoje dzieci: Ninę (18 lat) Jeremiah (6 lat). Pierwszy mąż pani Jane zostawił ją i Ninę, kiedy córka miała 4 lata. Pani Jane długo wychowywała Ninę sama, ale później wyszła ponownie za mąż – za ojca Jeremiah, ale on również ich zostawił i ożenił się z inną kobietą. Rodzina nie ma żadnego wsparcia od tych mężczyzn. Pani Jane zarabia, piorąc ludziom ubrania w ich domach. Podczas pandemii wiele osób straciło pracę i sami piorą swoje ubrania. Nie potrzebują pomocy Jane, a więc i ona od początku obostrzeń związanych z koronawirusem nic nie zarabia. Mieszka z dziećmi w wynajmowanym pokoju. Rosną jej zaległości w czynszu. Czasami, kiedy ktoś im pomoże i podaruje jedzenie, raz dziennie jedzą posho z fasolą. Kiedy nikt nie pomaga, jedzą tylko owsiankę dwa razy dziennie. Czasami Jane pożycza pieniądze, obiecując, że odda kiedy pandemia się skończy i kupuje jedzenie dla swojej rodziny. Do szkoły chodzi tylko Jeremiah. Nina zakończyła edukację na czwartej klasie szkoły podstawowej, bo pani Jane nie stać na opłacanie czesnego. Opłaty szkolne za jedno dziecko wynoszą ok. 250 zł za semestr. Sytuacja tej rodziny jest dramatyczna. Potrzebne są pieniądze na opłacenie zaległego czynszu, a także na opłaty szkolne, żeby dzieci mogły się uczyć (ok. 400 zł za semestr). Rodzina potrzebuje teraz wsparcia w zakupie żywności i podstawowych środków higienicznych.

Mamy tu kolejną rodzinę, w której matka nazywa się NALUMANZI FAITH. Członkowie rodziny to dwoje rodziców i czworo dzieci, przy czym kobieta jest ponownie w ciąży. Najmłodsze dzieci to bliźnięta.

Mężczyzna pracował w myjni. Borykając się z problemami, polegali na przyjaciołach. Zdobycie jedzenia jest dla nich prawdziwym wyzwaniem. Cała rodzina mieszka w tym jednym pokoju, jak widać na załączonym zdjęciu. Dwójka dzieci chodzi do szkoły państwowej, co kosztuje rodzinę 74.000 szylingów (około 90 zł).

 

 

Pan SSEBANKEMA STUART kosi trawę maczetą i w ten sposób zarabia na utrzymanie swojej siedmioosobowej rodziny. Żona nie pracuje – zajmuje się pięciorgiem dzieci w wieku od 1 do 12 lat. Wszyscy mieszkają w jednym pokoju, który wynajmują. Nie mają ogródka.

Przez pandemię koronawirusa Stuart nie może pracować i nie otrzymuje wynagrodzenia. Sytuacja rodziny jest bardzo trudna. Jedzą owsiankę na śniadanie, a potem jeden posiłek złożony z posho, ryżu i fasoli. Troje dzieci chodziło do szkoły, ale wiemy, że Stuart nie będzie w stanie zapłacić czesnego za kolejny semestr (ok. 400 zł), bo nie może teraz pracować i zarabiać. Jeśli czesne nie zostanie zapłacone, dzieci nie będą mogły wrócić do szkoły po kwarantannie i stracą rok. Bardzo potrzebna jest tutaj pomoc w opłacie czynszu, czesnego oraz zakupu jedzenia.

 

Pani KAZIBWE MOREEN jest w ciąży. wychowuje samotnie dwoje dzieci (5 i 12 lat). Jest nauczycielką w szkole podstawowej, ale odkąd zamknięto szkoły w Ugandzie, nie może pracować i nie otrzymuje żadnego wynagrodzenia. Pierwszy mąż zostawił ją z dwójką dzieci i ożenił się z inną kobietą. Niedawno Moreen wyszła za mąż po raz drugi, ale jak tylko mąż zorientował się, że jest w ciąży, to uciekł. Kobieta została sama z dwójką dzieci i w ciąży – nie ma żadnej pomocy ze strony mężów. Nie ma, niestety, żadnego ogródka, który zapewniłby jakieś warzywa. Jedli dwa razy dziennie posho, ryż i fasolę, ale zapasy się skończyły.

Paczka żywnościowa bardzo pomoże, ale rozwiązuje problem tylko na jakiś czas. Jeśli Moreen nie będzie mogła wrócić do pracy i zarabiać, to jej rodzina nie będzie miała co jeść. A niebawem na świat przyjdzie trzecie dziecko Moreen. Konieczne jest zapewnienie im jedzenia,a także opłacenie szkoły, żeby po kwarantannie dzieci mogły dalej się uczyć – mama nie ma teraz możliwości, żeby zgromadzić kwotę około 350 zł.

 

Pan MATIBO JERRY ma żonę i dwójkę dzieci (1,5 i 4 lata). Był nauczycielem w szkole średniej, ale rok temu stracił pracę. Jego żona pracuje jako księgowa. Ale teraz  i ona nie może pracować przez obostrzenia związane z pandemią koronawirusa. Rodzina nie ma więc żadnego źródła dochodu. Wynajmują pokój – potrzebne im są pieniądze na zapłacenie czynszu. Jedzą posho, ryż i fasolę dwa razy dziennie,  ale ich zapasy jedzenia się skończyły i gdyby nie otrzymana pomoc, to nie mieliby co jeść – byli bardzo wdzięczni za paczkę z jedzeniem i środkami higienicznymi. Przed kwarantanną starsza córka chodziła do przedszkola, ale kiedy będzie już można wrócić do przedszkola, Jerry i jego żona nie będą w stanie opłacić czesnego (ok. 240 zł) i córeczka będzie musiała zostać w domu. Potrzebne jest wsparcie w zapłaceniu czynszu i opłat za przedszkole.

 

Dziewczyna w długiej sukience nazywa się NAMPERA SHAMIM i ma 18 lat. Ukończyła gimnazjum i opiekuje się młodszym rodzeństwem, ponieważ mama pracuje w innej części Ugandy w Gulu. Mama straciła pracę podczas kwarantanny, ale ze względu na zakaz podróżowania i ustania komunikacji publicznej mama nie mogła wrócić do dzieci i utknęła w Gulu. Ojciec porzucił rodzinę kilka lat temu. Te małe dzieci na ich rękach są dziećmi cioci, która z nimi mieszka w tym jednym wynajmowanym pokoju. Nie musimy mówić, jak wdzięczne były za jedzenie, bo mama nie przysyłała im pieniędzy ostatnie tygodnie.

 

Pani KATUSABE MAUREEN jest wdową z piątką dzieci. Mieszka u niej w tym małym glinianym domu także jej siostra z dzieckiem. Przed kwarantanną siostry pracowały w szkolnej kuchni. Niestety w tym czasie szkoły są zamknięte i pani Maureen z siostrą od marca nie otrzymują pieniędzy. Kiedy do nich trafiliśmy, na łóżku leżało chore dziecko, a kobiety nie miały 10 zł na leki dla niego. Od kilku tygodni jedli tylko jeden posiłek z owocu jackfruit, który rośnie u nich w ogrodzie. Nie mają pola pod uprawę. Obie są zakażone wirusem HIV. Wszyscy byli zachwyceni paczkami z jedzeniem. Maureen martwi się, że nie będzie mieć 250.000 szylingów na opłaty szkolne dla swych dzieci.

Pani NAKAFERO IRENE jest mamą dwójki dzieci. Na utrzymanie rodziny pracuje mąż, sprzedając pieczone mięso przy drodze. Od czasu ogłoszenia kwarantanny przez prezydenta nie mają żadnego źródła dochodu.

Bardzo się starają o jakiekolwiek jedzenie – chociaż dla dzieci. Byli ogromnie wdzięczni za paczkę. Potrzebują jedzenia oraz pieniędzy na opłacenie szkoły dla starszej córki, kiedy kwarantanna się skończy – ok. 120 zł.

 

 

Pani NASANZI TEDDY jest wdową i samotnie wychowuje pięcioro dzieci i wnuka. Teddy ma pole uprawne, ale jest ono oddalone od jej domu o 13 km i teraz, kiedy nie działa transport publiczny, nie ma się jak tam dostać. Teddy ma zaległości w opłatach czynszu za pokój. Jedzą tylko kasawę, bo jest najtańsza – jeden raz dziennie. Obecnie największym wyzwaniem dla Teddy będzie opłacenie szkoły dla dzieci (ok. 600 zł za semestr) oraz zapłacenie czynszu. Bardzo martwi ją sytuacja, że dzieci mogłyby po kwarantannie nie wrócić do szkoły z braku pieniędzy.

 

 

 

Pani NASSIMBWA ZEURIA mieszka sama w małej glinianej chacie. Jej dzieci zmarły. Nie ma nikogo bliskiego, kto by się o nią troszczył. Ostatnie dni nie miała co jeść. Jak zobaczyła naszą pracowniczkę, idącą do niej z jedzeniem, to niedowierzała, że to jest dla niej. Powiedziała potem: „teraz wiem, że Bóg naprawdę mnie kocha”.

Kobieta zarabia na życie, sprzedając placki bananowe na ulicy. Teraz w czasie kwarantanny takiego rodzaju działalność jest zabroniona, dlatego kobieta zaczęła przymierać głodem. Pani Zeuria nie ma materaca, ale śpi na starych ubraniach na gołej ziemi 😦

 

 

 

Pani na zdjęciu to BARABWA HARRIET z najmłodszym z trojga dzieci – pozostała dwójka została zabrana do babci, bo nie mieli co jeść. Tylko Harriet troszczy się o rodzinę, mimo że ma męża. Mąż jest alkoholikiem, nie interesuje się żoną ani dziećmi i nie bierze odpowiedzialności za swoją rodzinę. Przed pandemią Harriet pracowała w małym hotelu i tak zarabiała na utrzymanie rodziny. Teraz, z dnia na dzień straciła pracę i źródło utrzymania. Jej sytuacja jest bardzo zła. Nie dość, że nie ma pieniędzy na jedzenie, to jeszcze musi zapłacić czynsz.

Kiedy dotarli do niej pracownicy „Gate of Hope” z paczką żywnościową, wybierała się pieszo w drogę do wioski, licząc na to, że może tam uda jej się zdobyć jedzenie. Ta wioska leży dwa dni drogi na piechotę od domu Harriet – tak bardzo zrozpaczona swoją bezsilnością była ta kobieta, że gotowa była iść z maleńkim dzieckiem dwa dni w jedną stronę, żeby tylko zdobyć jedzenie. Harriet marzy, żeby znowu mogła zacząć pracować, żeby jej dzieci mogły być z nią i miały co jeść. Rodzinie bardzo potrzebne jest wsparcie finansowe, żeby mogli kupić jedzenie.

 

Pani ZAHARA KABAHEMBA ma troje dzieci, ale mieszka tylko z jednym synem. Przed pandemią koronawirusa i ogłoszoną z tego powodu kwarantanną, Zahara sprzedawała chapati (ugandyjski rodzaj naleśników) na przystanku autobusowym i w ten sposób zarabiała na utrzymanie rodziny. Teraz nie może pracować, jak dawniej i nic nie zarabia. Wynajmuje pokój w miejscu, gdzie jest dużo chuliganów palących marihuanę. W tym miejscu czynsz jest niższy, ale jest tu niebezpiecznie.

Dlatego zdjęcia z paczką żywnościową, podarowaną przez Gate of Hope, robione były wewnątrz domu. Zahara obawiała się, że jeśli któryś z chuliganów zauważy, że mają jedzenie, zostanie napadnięta. W tej chwili największym problemem Zahary jest brak jedzenia, bo dopóki nie może zarabiać, nie ma za co kupić jedzenia dla siebie i syna.

 

Pani NAMITARA ESTHER przed kwarantanną sprzedawała wodę i napoje przy drodze. Teraz jednak nie może pracować. Ogłoszenie kwarantanny i zakazu przemieszczania zatrzymał jej męża tam, gdzie pracował. Esther nie ma z nim kontaktu – jego telefon nie odpowiada. Kobieta bardzo się martwi, bo jest w ciąży i zbliża się termin porodu, a nie może skontaktować się z mężem.

Nie ma skąd wziąć pieniędzy na szpital. Jest w trudnej sytuacji. Była bardzo wdzięczna za paczkę z żywnością i mydłem, bo odkąd zaczęła się kwarantanna jadła tylko owsiankę dwa razy dziennie – na śniadanie i kolację. Potrzebuje pieniędzy na opłacenie porodu w szpitalu. Dodamy tylko, że w Ugandzie jest tylko prywatna służba zdrowia. Nie ma państwowej. Odebranie porodu w małej przychodni kosztuje około 120 zł, a każda doba potem w szpitalu około 50 zł.

 

 

Pani NAMPIJJA MARY mieszka z mężem i ośmiorgiem dzieci w swoim domu. Utrzymują się z tego, co im wyrośnie w polu. Niestety to, co zostało zasadzone w lutym, wyrośnie dopiero za dwa miesiące, a cały zapas żywności już im się kończy.

Mąż łapie prace dorywcze, ale teraz w czasie kwarantanny trudno znaleźć jakąkolwiek pracę.

Rodzina sobie radzi i wierzy, że dadzą sobie radę po kwarantannie.

 

 

 

 

Pani MALYAMU NAKINGA MULOKOLE nie ma rodziny. Mieszka sama w jednym pokoju.

Przed kwarantanną pani Malyamu utrzymywała się ze sprzedaży węgla drzewnego. Niestety obecnie wszelki handel jest zabroniony, oprócz działania sklepów spożywczych.

Całe jedzenie jej się już skończyło i kobieta polegała na tym, co dawali jej sąsiedzi.

Była ogromnie szczęśliwa z otrzymanej paczki, czego się nie spodziewała, bo nasza pracowniczka robimy w sekrecie wywiad o ludziach w potrzebie.

 

 

Przekazaliśmy wsparcie finansowe 8 wdów z Kasesenge, które mają bardzo trudną sytuację i mieszkają z dziećmi, które straciły pracę. W tej sytuacji brakuje im pieniędzy na utrzymanie i wyżywienie się.

Wiele z nich posadziło warzywa w polu w lutym i dopiero na koniec maja zbiorą plony. Obecnie ich wyżywienie to jest gotowana kasawa.

 

 

Pani NYANGOMA MARY (w czapce), matka piątki dzieci, porzucona przez męża. Jej rodzice nie żyją, a rodzeństwo mieszka w wynajmowanych pokojach. Kobieta tułała się i nie miała się gdzie podziać. Przygarnęła ją pewna osoba na pewien czas, a potem jak Mary znalazła pracę w mieście, to wynajęła sobie i dzieciom 2 pokoje w tym glinianym domu za 50.000 szylingów na miesiąc (ok. 55 zł). Na semestr płaciła dzieciom 240.000 szylingów za szkołę. Nie zapłaciła za pierwszy semestr, ponieważ w marcu z powodu kwarantanny straciła pracę. Boi się, że jej dzieci nie dokończą szkoły w tym roku z tego powodu.

Mama w rodzinie nazywa się AKAMPULIRA PREMAH. Kobieta ma czworo dzieci, dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Kobieta przed kwarantanną sprzątała w budynku dystryktu, natomiast teraz z powodu zaistniałej sytuacji nie ma pracy i pensji. Dzieci chodziły do szkoły. Jeśli kobieta wróci do pracy po kwarantannie, to będzie w stanie opłacić szkoły swych dzieci. Opłaty na semestry wynosiły około 300 zł. Pani Premah i jej rodzina była ogromnie zaskoczona skąd dowiedzieliśmy się o jej trudnej sytuacji.

 

Pani NAMUKIBI DAVID tydzień temu urodziła swoje pierwsze dziecko. Z wykształcenia jest przedszkolanką, ale od dwóch lat nie może znaleźć pracy. Na utrzymanie rodziny pracuje jej mąż – sprzedaje na targu drobne przedmioty i w ten sposób zarabia.

Jednak podczas kwarantanny nie ma możliwości sprzedawania niczego poza żywnością, więc rodzina straciła źródło dochodu. Oboje marzą o prowadzeniu jakiegoś małego biznesu. Nie mają pola ani nawet ogródka, w którym mogliby uprawiać warzywa. Zostali więc bez pieniędzy, bez zapasów i z noworodkiem. Dostali od nas jedzenie oraz pieniądze, żeby mogli kupić wszystko, co jest potrzebne dla dziecka.

 

 

 

KATUMUHABE KELLEN ma 24 lata i czworo dzieci – najmłodsze ma zaledwie 4 dni. Jej mąż zarabia na utrzymanie rodziny, pracując na budowach. W czasie pandemii wszelkie budowy zostały wstrzymane przez prezydenta, więc mąż Kellen nie może pracować i nie dostaje żadnych pieniędzy. Kiedy przyjechaliśmy do nich, zastaliśmy tylko Kellen z dwójką najmłodszych dzieci – starsze poszły z tatą do wioski oddalonej ok. 5 km w poszukiwaniu jedzenia. Jest im teraz wyjątkowo trudno. Mieszkają w wynajmowanym domku, w jednym pokoju. Mają jedno łóżko, na którym śpią rodzice – dzieci śpią na podłodze. Nie mają ogródka, w którym mogliby uprawiać warzywa. Kellen była bardzo wdzięczna za paczkę i pieniądze, które im zostawiliśmy – powiedziała, że Bóg odpowiedział w ten sposób na ich modlitwy. Potrzebują również wsparcia w opłaceniu szkoły dla dzieci, bo nie dadzą rady opłacić czesnego za kolejny semestr. Mają jeszcze dług za poprzedni semestr i jak kwarantanna się skończy i otworzą szkoły, ich dzieci nie zostaną wpuszczone ze względu na nieuregulowane opłaty. Kellen marzy o tym, żeby ich sytuacja się poprawiła – chciałaby rozpocząć jakiś swój mały biznes.

Paczki z żywnością otrzymało zbiorczo 30 rodzin, które wynajmują pokoje przy drodze. Nie mają własnego pola i utrzymują się ze sprzedaży placów bananowych, pączków, smażonej kasawy, sprzedaży warzyw. W tym czasie takie sklepy są zamknięte. W związku z tym te rodziny utraciły jedyne źródło dochodu. Oczywiście teraz ich zmaganiem jest zdobycie żywności i zmartwienie skąd wziąć pieniądze opłaty szkolne dzieci po ustaniu kwarantanny. Brakuje im też jedzenia. Ta sytuacja jest dla nich bardzo depresyjna.

Przekazaliśmy 45 paczek z żywnością dla kierowców taxi-motorów boda-boda, gdyż od marca utracili pracę (jest zabroniony transport publiczny. Skorzystaliśmy z okazji, aby rozmawiać z nimi na temat moralności i uczciwości, bo są to obszary wyzwań tej grupy zawodowej. Zachęcaliśmy ich do życia zgodnie z wiarą i Biblią. Wielu z nich dzieliło się troską, że nie będą mieli pieniędzy na opłaty za szkoły dzieci.

 

 

ALINAITWE HAPPY przyszedł do nas podczas rozdawania paczek dla kierowców boda-boda. Powiedział: „Przyszedłem błagać o jedzenie i pomoc.”… Podczas rozmowy dowiedzieliśmy się, że mężczyzna stracił rodziców jako niemowlę i nigdy nie chodził do szkoły – jako kilkulatek musiał sam troszczyć się o siebie. Przed pandemią robił chapati (rodzaj ugandyjskich placków podobnych do naleśników) i sprzedawał je komuś, kto prowadził gastronomię. Teraz jednak jest to zabronione, a więc stracił jedyne źródło utrzymania swojej rodziny (ma żonę i córeczkę). Ich sytuacja jest bardzo trudna – jedzą tylko to, co uda im się zdobyć od innych. Nie mają ani kawałka ziemi, którą mogliby uprawiać. Mieszkają w wynajmowanym pokoju, za który nie są w stanie zapłacić już od 3 miesięcy.

Happy chciałby prowadzić własną gastronomię, natomiast jego żona jest fryzjerką i marzy o zakładzie fryzjerskim. Niestety, do tej pory nie udało im się zrealizować tych marzeń – główną przeszkodą jest brak pieniędzy. Nie jest to jednak jedyny problem…

Kilka lat temu, podczas gry w piłkę nożną, Happy miał kontuzję. Spędził 3 miesiące w szpitalu, ale nie wyleczono go. Od tamtej pory ten guz na nodze powiększa się i boli. Na operację jego wycięcia potrzeba co najmniej 6 milionów szylingów (około 7 tysięcy zł), której ani on, ani jego rodzina nie ma. Oczywiście daliśmy mu zapas jedzenia, ale nie mamy takich pieniędzy, by opłacić operację i leczenie. Może kogoś z Was poruszy ta potrzeba i przekaże pieniądze na jego leczenie?

Happy, jego żona i córeczka bardzo pilnie potrzebują jedzenia, ubrań, materaca, koców i pościeli.

 

Pani ATEGEKA JESCA mieszka z mężem i 12 dzieci w swoim domu glinianym, ale mają zbyt małe pole, aby wyżywić całą rodzinę.

Najstarsza córka pracuje w ogrodach sąsiadów, podobnie jak rodzice, aby zarobić pieniądze na ich utrzymanie.

Rodzina była bardzo wdzięczna za otrzymane jedzenie.

Ich wyzwaniem są opłaty szkolne ich dzieci, gdyż 7 dzieci nadal chodzi do szkoły, ale rodzice mają zaległości z opłatami.

 

 

 

Pan BAHINDI ROBERT ma 59 lat. Ma żonę i 4 synów, którzy się ożenili i mają swoje rodziny. Jeden syn mieszka z żoną w jego domu oraz dwóch wnuków. Żona najmuje się do pracy w polu u sąsiadów.

Pan Robert nie miał problemów z utrzymaniem rodziny, ponieważ jest człowiekiem wykształconym. Od kilku lat pracował jako przewodnik turystyczny. Niestety przez kwarantannę stracił pracę, ponieważ od końca marca granice Ugandy są zamknięte i nie ma turystów. Rodzina była bardzo wdzięczna za otrzymaną żywność, gdyż obecnie było im ciężko.

 

Pani MBABAZI JANE mieszka z mężem, dziećmi i swoją 94-letnią mamą w własnym glinianym domu. Jej mąż pracuje w mieście, ale niestety kwarantanna pozbawiła go pracy i możliwości utrzymania rodziny.

Do pani Jane przyjechała jej siostra z dzieckiem, która nie miała środków do życia w obecnym trudnym czasie.

Kobiety były zaskoczone otrzymanym jedzeniem, które można powiedzieć, że spadło im z Nieba we właściwym czasie.

 

 

 

Pani BAGONZA MARY mieszka z mężem w swoim domu. Mają pięciu synów, którzy pracują w miastach. Niestety w czasie kwarantanny stracili prace, więc wysłali swoje żony z dziećmi do rodziców na wieś, gdzie jest łatwiej przeżyć niż w mieście.

Rodzina uprawia pole, ale to, co zasadzili wyrośnie im dopiero za kilka miesięcy.

Jedli kasawę i ziemniaki w tym czasie, wobec tego byli uradowani przyniesioną przez nas paczką, która zawierała różne produkty spożywcze.

 

 

Pani KUNIHIRA BEATRICE ma siedmioro dzieci. Jej mąż jest budowlańcem, ale w czasie kwarantanny stracił pracę.

Tylko młodsze dzieci chodziły wcześniej do szkoły. Starsze dzieci musiały przerwać naukę, ponieważ nie starczało pieniędzy dla nich wszystkich.

W domu mieszka dziewczynka, która jest przygarniętą sierotą. Niestety nie chodzi do szkoły. Ma 12 lat i zakończyła edukację na poziomie 2 klasy szkoły podstawowej. Rodzina potrzebuje przede wszystkim pomocy w opłatach szkolnych dzieci.

 

 

KYALIKUNDA SCOVIA ma 32 lata i dwoje dzieci. Jej mąż jest kierowcą taksówki boda-boda, ale ponieważ nie wolno korzystać z tego rodzaju transportu podczas kwarantanny, rodzina straciła jedyne źródło dochodu.

Mieszkają w wynajmowanym maleńkim pokoiku. Bardzo martwią się skąd wezmą pieniądze na opłaty za szkołę dla dzieci, czynsz oraz jedzenie. Mimo dramatycznej sytuacji, Scovia jest bardzo radosną osobą. Marzy o kawałku ziemi, gdzie mogłaby uprawiać warzywa.

 

 

TUMWEBAZE MAUREEN ma 25 lat i samotnie wychowuje trójkę dzieci. Pracuje w małym hotelu, ale podczas kwarantanny wszystkie hotele są zamknięte, więc teraz nie może pracować. Ponieważ nie ma pieniędzy na jedzenie, wysłała swoje dzieci do babci, gdzie nie będą głodować. Była bardzo wdzięczna za paczkę z jedzeniem. Potrzebuje również pomocy w opłaceniu czesnego za szkołę dla dzieci, żeby mogły dokończyć ten rok szkolny. Ale nie są to jej jedyne problemy. 1,5 miesiąca temu (tuż przed ogłoszeniem kwarantanny) wykryto u niej dwa guzy w okolicy nerek. Dostała tabletki na 3 tygodnie. Tabletki się skończyły i Maureen bardzo cierpi. Nie ma pieniędzy ani na tabletki przeciwbólowe, ani na badania, ani na leczenie. W Ugandzie służba zdrowia jest w 100% płatna – za wszystkie badania, konsultacje, zabiegi trzeba zapłacić. Maureen potrzebuje diagnozy i leczenia. Bardzo chcielibyśmy jej pomóc, dlatego zwracamy się do Was z prośbą o wsparcie finansowe na pomoc dla niej. Pomimo choroby, bólu, głodu, jest bardzo zdeterminowana, żeby poprawić sytuację swojej rodziny. Chciałaby hodować kury i w ten sposób zarabiać.

Kobieta w czarno-białej sukience nazywa się KEMBABAZI JENIPHER. Ma 47 lat. Jest rozwódką, a jej dziećmi opiekuje się ich ojciec. Po rozwodzie Jenipher wróciła do domu swoich rodziców, którzy wkrótce zmarli. Przyjęła pod swój dach kobietę ze zdjęcia (druga od lewej strony) i dwójkę jej dzieci. Ta kobieta jest lekko upośledzona umysłowo. Jej mąż jest budowlańcem, ale pochodzi z północnej Ugandy i pewnego dnia tam wyjechał i już nie wrócił. Nie było nikogo, kto podjąłby się opieki nad nimi i zrobiła to Jenipher. Wszystkich utrzymuje Jenipher. Długo pracowała w sierocińcu jako matrona opiekująca się dziećmi, ale zachorowała na cukrzycę i pojawiły się problemy z ciśnieniem. Cukrzyca spowodowała również gwałtowne pogorszenie wzroku – tak bardzo, że Maureen nie może nawet czytać. Niestety, na żadne leczenie jej nie stać. Martwi ją również opłacenie czesnego za szkołę dla dzieci, gdyż na razie nie ma żadnego źródła dochodu. Ma talent rękodzielniczy i chciałaby mieć własny sklepik, w którym mogłaby sprzedawać swoje wyroby i inne rzeczy.

 

Rodzina pani KANSIIME VIOLET składa się z 9 osób. Mąż Voilet miał problemy z sercem i rok temu upadł i zmarł. Voilet sama więc troszczy się o rodzinę. Pracuje w swoim salonie – wynajmuje na niego pomieszczenie. Bardzo się stara, żeby zapewnić swoim dzieciom wykształcenie, a tym samym lepszą przyszłość. Na razie może sobie pozwolić na opłacenie szkoły czwórce dzieci, ale jej celem jest, żeby wszystkie dzieci mogły się uczyć. Będzie to możliwe, kiedy zainwestuje w swój salon, żeby przynosił jej większy dochód. Rodzina mieszka w swoim domku i ma niewielkie pole bananowców, z których banany wykorzystują na swój własny użytek. Teraz Voilet nie może pracować z powodu kwarantanny. Nie ma więc dochodu. Nie ma za co kupić jedzenia dla rodziny, czynszu za salon oraz nie będzie miała pieniędzy na opłacenie kolejnego semestru w szkole.

 

Rodzina pani SATURDAY ANNET składa się z 17 osób. Mieszkają w swoim domu na niedużej działce. Pani Annet ma 12 dzieci i troje wnuków, którzy z nią mieszkają, podczas kiedy ich rodzice pracują w miastach. Ośmioro dzieci uczy się w szkołach, a pięcioro jest sponsorowanych przez Polaków. Pani Annet miała trudności z oddychaniem i szybko się męczyła, ale nie miała pieniędzy, aby się leczyć. Dzięki ofiarności Polaków mogła zrobić badania w szpitalu i otrzymać leki. Obecnie czuje się znacznie lepiej. Na utrzymanie rodziny pracuje tylko mąż pani Annet na plantacji herbaty, gdzie zarabia 150.000 szylingów miesięcznie (ok. 160 zł). W związku z kwarantanną obecnie nie może pracować, a więc rodzina nie ma dochodu i dlatego była w potrzebie żywności. Na małej działce uprawiają banany i kawę. Opłaty szkolne pozostałych dzieci wynoszą około 250 zł na semestr, co stanowić teraz będzie dla nich wielkie wyzwanie.

 

Pani BAGAYA MAYIMUNA ma sześcioro dzieci. Jej mąż jest ojcem tylko tych młodszych. Utrzymanie rodziny spoczywa na barkach Mayimuna – mąż w niczym nie pomaga. Mają pole, które Mayimuna uprawia. Hoduje także kozy. Jednak zarówno wyhodowanie kozy, jak i czekanie na zbiory posadzonych warzyw, długo trwa i często Mayimuna zmaga się z brakiem jedzenia i pieniędzy na ubrania i szkołę dla dzieci. Za semestr szkoły trzeba zapłacić ok. 100 zł. Bez wsparcia Mayimuna nie będzie mogła zapłacić za kolejny semestr szkoły i dzieci nie będą mogły dokończyć roku 😦

 

 

Pani KABABITO OLIVER ma czworo dzieci. Zbiera drewno na opał i sprzedaje je kobiecie z wioski Kaihura – w ten sposób zarabia. Niestety, wszystkie zarobione pieniądze przepija. Na utrzymanie rodziny pracują dwaj starsi synowie Oliver. Oni kupują jedzenie i ubrania dla rodziny. Jedzą tylko raz dziennie – posho i kasawę. Dom, w którym mieszkają, jest bardzo stary i jest w kiepskim stanie. Chłopcy to bardzo dzielni i odpowiedzialni młodzi ludzie, ale potrzebują pomocy w utrzymaniu rodziny, bo jest to bardzo trudne zadanie – zwłaszcza teraz w dobie kwarantanny. Ich siostra straciła pomoc cioci, która opłacała jej czesne za szkołę. W tej sytuacji jest potrzebne około 350 zł na semestr, aby mogła wrócić do szkoły, bo jej bracia mają sponsorów z Polski.

Rodzina pani KUNIIRA VALLEY składa się z siedmiu osób: rodziców i pięciorga dzieci (najstarsze ma 14 lat). Utrzymują się z pracy na plantacji herbaty, ale teraz nie mogą pracować z powodu kwarantanny.

Przy domu mają niewielki ogródek, w którym uprawiają kasawę i ziemniaki. Sytuacja rodziny jest trudna – jedzą tylko kasawę i doddo (liście podobne do szpinaku), ewentualnie posho, jeśli je dostaną. Czworo dzieci chodzi do szkoły, ale rodzice mają ogromne problemy z opłaceniem czesnego, nawet w normalnych warunkach, kiedy mogą pracować.

Kwota czesnego za semestr za wszystkie dzieci to około 150 zł. Kiedy przyjechaliśmy do nich z paczką żywnościową, cała rodzina pracowała w ogródku. Byli bardzo wdzięczni za wsparcie, bo naprawdę brakowało im jedzenia.

 

KEMIGISA LILLIAN ma 36 lat i sama wychowuje troje dzieci. Mąż porzucił ją i dzieci i ma inną rodzinę. Nie wspiera ich finansowo. Lillian utrzymuje rodzinę pracując w małym hotelu ze śniadaniami. Teraz jednak nie może pracować, bo wszystkie hotele zostały zamknięte. Nie ma ogródka, w którym mogłaby uprawiać warzywa – jedzenie musi kupować. Jej, i tak już trudną sytuację, pogarsza fakt, że ma syna chorego na alergię – skóra go swędzi i robią się rany, w które łatwo może wdać się zakażenie. Wszystkie pieniądze, które Lillian miała, wydała na lekarstwa dla chłopca.

Bardzo dużym wyzwaniem będzie dla Lillian opłacenie czesnego za kolejny semestr w szkole – wszystkie dzieci się uczą, a ona straciła źródło dochodu. Potrzebna jest również pomoc w zakupie żywności i leków dla Jonathana.

 

JUNIOR DONANTO  i jego żona pobrali się rok temu. Nie mają na razie własnych dzieci, ale wychowują bratanka Donanto. Rodzice chłopca pracują i nie mają możliwości opiekować się dzieckiem. Dlatego oddali go na wychowanie Donanto i jego żonie. Mieszkają w maleńkim domku o powierzchni 6 m kwadratowych! Donanto pracuje na niewielkich budowach lub na polach sąsiadów, ale zarabia niewiele. A w czasie pandemii w ogóle nie może pracować. Ich sytuacja jest bardzo trudna. Jedzą dwa razy dziennie, ale brakuje im żywności, mydła i pieniędzy na czesne za szkołę chłopca. Nie mogą sobie pozwolić na wydanie ok. 40 zł na semestr i dlatego chłopiec nie chodzi do szkoły.

 

Mama KANYIKE BENJAMINA ma czworo dzieci, które wychowuje sama – ich ojciec odszedł do innej kobiety. Razem z nimi mieszka jeszcze babcia i dziecko siostry Benjamina. Łącznie jest ich siedmioro. Utrzymują się z małego sklepiku, który prowadzą. Babcia czasami gotuje większą ilość jedzenia i później sprzedaje ludziom. Ale teraz handel jest zakazany, a jedzenia od babci też nikt nie kupuje, bo ludzie nie mają pieniędzy. Mieszkają w wynajmowanym domu i nie mają ogródka, który mógłby ich podratować w tej ciężkiej sytuacji. Jedzą dwa razy dziennie. Troje dzieci się uczy i na ich powrót do szkoły po kwarantannie nie będzie pieniędzy. Jeśli ktoś nie pomoże im w zapłaceniu czesnego, dzieci będą musiały zostać w domu i stracą jeden rok. Koszt czesnego za semestr dla trojga dzieci to ok. 200 zł.

 

Mąż KABARANGIRA GRACE zmarł dawno temu i Grace została sama z trójką dzieci. Nie ma stałego źródła dochodu, ale pracuje na polach sąsiadów i w ten sposób udaje jej się zarobić niewielkie pieniądze. Teraz, w czasie pandemii koronawirusa, sąsiedzi nie pracują, więc nie potrzebują pomocy Grace przy obrabianiu swoich pól, bo robią to sami. Grace nie zarabia więc nic. Ma wprawdzie niewielki własny ogródek,w którym uprawia warzywa, ale nie jest on wystarczająco duży, żeby zaspokoić potrzeby rodziny. Jedzą raz lub dwa razy dziennie – w zależności od tego, czy Grace dostanie jakieś jedzenie od sąsiadów, czy nie. Kobieta robi, co może, ale nie jest jej łatwo, zwłaszcza że jest lekko upośledzona umysłowo, cierpi na bóle głowy i ma problemy ze wzrokiem. Brakuje jej pieniędzy na jedzenie. Sytuacja Grace jest trudna. Nie ma pieniędzy, żeby kupić jedzenie, sól, cukier, mydło… Dzieci chodzą do szkoły, ale mama ma ogromne problemy z opłacaniem czesnego, które wynosi ok. 150 zł za semestr. Kiedy skończy się kwarantanna i otworzą szkoły, dzieci Grace będą musiały zostać w domu, bo kobieta nie będzie w stanie zapłacić za naukę dzieci.

Rodzina ATUHAIRE FAITH liczy sześć osób. Mąż Faith wyjechał do Kampali i już nie wrócił – zostawił rodzinę i nie pomaga jej finansowo. Żeby utrzymać rodzinę, Faith sprzedaje trzcinę cukrową i hoduje kury.

Rodzina je dwa razy dziennie – kasawę i banany. Troje dzieci chodzi do szkoły, ale Faith ma problemy z opłaceniem czesnego w wysokości ok. 200 zł za semestr.

 

 

TUHAISE MICHAEL ma żonę i sześcioro dzieci. Żeby utrzymać rodzinę, pracuje na małych budowach i na polach sąsiadów. Teraz jednak, podczas kwarantanny, nie może pracować i są takie dni, kiedy jego rodzina nie je, bo nie mają pieniędzy na zakup żywności, a Michaelowi nie uda się nic dostać.

Mają mały ogródek przy domu, ale plony są zdecydowanie za małe, żeby zaspokoić potrzeby rodziny. Oprócz jedzenia, potrzebują pomocy w opłaceniu szkoły dla trójki dzieci (ok. 70 zł).

 

 

Rodzina pani KEMIGABO GRACE składa się z siedmiu osób: mamy (na zdjęciu w czerwonej spódnicy), która ma dwoje dzieci, babci i czworo małoletnich krewnych.

Sytuacja rodziny jest bardzo trudna. Mieszkają w wynajmowanym glinianym domku, nie mają nawet kawałka ziemi, który mogliby uprawiać. Pani Kemigabo utrzymuje rodzinę, pracując na polach sąsiadów.

Do szkoły chodzi tylko dwoje dzieci (opłaty to ok. 150 zł za semestr), a zdobycie takich pieniędzy jest niemal abstrakcyjne w sytuacji, kiedy nie ma się żadnego źródła dochodu. Rodzina je tylko posho i czasami fasolę.

Każdego dnia zmagają się z głodem. Potrzebna jest pomoc w zakupie jedzenia i opłacie czesnego za szkołę dla dzieci.

 

MUSIMENTA EVAS samotnie wychowuje pięcioro dzieci. Jej mąż zmarł i zostawił jej maleńki kawałek ziemi, na którym uprawia ziemniaki. Evas najmuje się do kopania na polach sąsiadów – zarabia jednak bardzo niewiele. Żadne dziecko nie chodzi do szkoły ze względu na opłaty szkolne, na które Evas nie stać. Sytuacja jest bardzo ciężka. Brakuje im właściwie wszystkiego – koców, prześcieradeł, ubrań, a przede wszystkim jedzenia. Rodzina je tylko raz dziennie – ziemniaki, które uprawiają. Kiedy do nich dotarliśmy, Evas powiedziała, że ta paczka jest dla nich, jak dar z nieba. Dwójki dzieci nie ma na zdjęciu, bo przed naszą wizytą poszły szukać jedzenia (np. grzybów w lesie). Bardzo potrzebne jest wsparcie w posłaniu dzieci do szkoły.

 

KAZIGATI IMELDA jest mamą pięciorga dzieci. Jej mąż zmarł. Mieszka ze swoją mamą. Mają malutki ogródek, który uprawiają, ale jest zdecydowanie za mały, żeby rodzina mogła się w oparciu o zbiory wyżywić. Sytuacja rodziny jest bardzo zła. Jedzą raz dzinnie – kasawę i jam. Troje dzieci chodzi do szkoły – czesne za semestr to ok. 200 zł, ale Imeldzie jest bardzo trudno zgromadzić taką kwotę, dlatego dzieci często są odsyłane ze szkoły do domu po pieniądze. Brakuje im jedzenia, śpią na ziemi, nie mają koców, ubrań. Konieczne jest również wsparcie w opłatach szkolnych.

 

Rodzina NYAKATO JANET składa się z siedmiu osób: rodziców i pięciorga dzieci. Mieszkają w malutkim, glinianym domku. Nie mają materacy, koców. Janet i jej mąż pracują na polach sąsiadów. Jedzą milet – dwa razy dziennie. Dwoje dzieci chodzi do szkoły, ale rodzice zmagają się z poważnymi problemami w opłaceniu czesnego. Po kwarantannie na pewno nie będą mieli pieniędzy na powrót dzieci do szkoły. Potrzebują przede wszystkim jedzenia i pomocy w opłaceniu szkoły dzieci.

 

Rodzina KEMIREMBE liczy sześć osób: rodziców i czwórkę dzieci. Wszystkie dzieci chodzą do szkoły, ale opłaty (ok. 200 zł za semestr) przerastają możliwości rodziców. Państwo Kemirembe robią, co mogą, ale nie mają żadnego wykształcenia i jedyna praca, jaką mogą wykonywać to kopanie na polach sąsiadów. A jest to, niestety, bardzo słabo płatne zajęcie. Mają kawałek własnej ziemi, ale jest bardzo nieurodzajna. Jedzą tylko jeden posiłek dziennie – 4 ziemniaki na osobę. Potrzebują pieniędzy na jedzenie i opłaty szkolne, żeby dzieci mogły wrócić do szkoły po kwarantannie i ukończyć rok.

 

Kiedy dotarliśmy do domu pana KAROLE NDYANABO, okazało się, że mieszka tam aż 25 osób! Pan Karole ma 4 żony, które łącznie mają 20 dzieci! On sam ma 73 lata i jest schorowany. Nie pracuje. Na utrzymanie rodziny pracują na polach sąsiadów jego żony. Nie zarabiają jednak wiele, a potrzeby rodziny są bardzo duże. Jedzą kasawę raz dziennie. 15 dzieci chodzi do szkoły, ale bardzo nieregularnie i często nie kończą semestrów z powodu braku opłat. Potrzebują absolutnie wszystkiego, ale najbardziej jedzenia, mydła, koców, ubrań i opłacenia dzieciom szkoły. Na zdjęciach pan Karole z trzema z czterech swoich rodzin.

NYAARHUMA DEO wychowuje sam pięcioro dzieci. Zarabia na utrzymanie, pracując na polach sąsiadów. Ma kawałek własnego ogródka, ale jest niewielki i nie wystarcza na zaspokojenie potrzeb żywieniowych rodziny. Jedzą dwa razy dziennie. Dom, w którym mieszkają, jest w bardzo złym stanie. Dach jest dziurawy i kiedy pada deszcz, do środka leje się woda. A ponieważ nie mają łóżek, muszą spać na zalanej podłodze. Dom wymaga remontu, ale Deo nie może sobie na niego pozwolić. Dzieci chodzą do szkoły (koszt to ok. 300 zł za semestr za wszystkich łącznie), tata jednak ma problemy z opłaceniem czesnego – tutaj potrzebne jest wsparcie. Potrzebują również jedzenia.

EDWARD I JOVANIS są małżeństwem z czwórką dzieci. Nie są wykształceni, nie mają ziemi, którą mogliby uprawiać. Codziennie stawiają czoła wyzwaniu pt. „Czym nakarmię dzisiaj moje dzieci?”.

Robią wszystko, co w ich mocy, żeby zapewnić byt rodzinie. Nie mają nawet własnego domu – śpią u człowieka, który daje im pracę. Troje dzieci chodzi do szkoły, ale nieregularnie – bo i czesne płacą, kiedy mogą (ok. 200 zł za semestr).

Jest im bardzo trudno. Jedzą raz dziennie. Ich córeczka ma plamy na skórze – na leczenie nie ma pieniędzy… Bardzo przygnębiający obraz i ogromna potrzeba pomocy.

 

 

 

KATUSABE JAMES i jego żona mają pięcioro dzieci. Mieszkają w malutkim domku w bardzo złych warunkach. Pracują na polach sąsiadów, ale zarabiają tak niewiele, że jedzą tylko raz dziennie – milet. Mają własny ogródek, jednak ziemia jest tam nieurodzajna. Czworo dzieci chodzi do szkoły, ale często nie zaliczają semestru, bo czesne nie jest opłacone i nie mogą chodzić do szkoły. Koszt opłat szkolnych za jeden semestr to ok. 300 zł za całą czwórkę dzieci. Bardzo potrzebują pomocy – zarówno w opłaceniu czesnego, jak i wsparcia w zakupie jedzenia.

 

 

Rodzina AKUGIZIBWE BASILA liczy 10 osób, w tym ośmioro dzieci. Trójki nie ma na zdjęciu, bo kiedy przyjechaliśmy, byli nad rzeką, próbując złapać ryby. Rodzice przekopują ogródki sąsiadów i w ten sposób zarabiają. Mają też swoje niewielkie pole, ale z bardzo ubogą ziemią, więc plony są bardzo słabe. Potrzebują jedzenia, koców, prześcieradeł i ubrań, a także pomocy w opłacaniu czesnego za szkołę, bo tylko dwoje dzieci się uczy, pozostała szóstka – nie. Jedna z córek zdała egzamin kończący szkołę podstawową na piątkę, ale nie poszła do szkoły średniej, bo rodzice nie są w stanie jej opłacić. Opłaty szkolne dla wszystkich dzieci to koszt ok. 600 zł za semestr.

 

KAABAROLE RONALD ma rodzinę liczącą 13 osób. Wszyscy mieszkają w malutkim domku. Kiedy dotarliśmy do domu Ronalda, jego żony nie było – poszła błagać ludzi o coś do jedzenia. Sytuacja tej rodziny jest dramatyczna. Jedzą raz dziennie, jeśli ktoś pomoże – najczęściej ziemniaki.Rodzice nie mają stałego źródła dochodu – najmują się do pracy na polach sąsiadów, jeśli sąsiedzi potrzebują pomocy. Teraz rzadko jej potrzebują, w związku z czym Ronald i jego żona nie zarabiają nic. Mają mały ogródek – zdecydowanie za mały, żeby mógł ich wyżywić. Pięcioro dzieci chodzi do szkoły, ale rzadko kończą semestr, bo rodzice nie mają jak opłacić czesnego. Potrzebują właściwie wszystkiego: jedzenia, koców, ubrań, mydła… Bardzo potrzebne jest wsparcie w opłaceniu szkoły dla dzieci, żeby mogły się uczyć i zdobyć zawód – ok. 500 zł za semestr.

KABUEETA SEBESITIANO mieszka ze swoim wnukiem. Wnuka nie ma na zdjęciu, bo przed naszymi odwiedzinami, poszedł do lasu szukać grzybów. Z lewej strony na zdjęciu jest kuchnia (ten namiot), a z prawej – kawałek domu. Sytuacja rodziny jest bardzo zła. Dziadek został z wnukiem sam – wszyscy pozostali członkowie rodziny zmarli. Sebesitiano nie jest w stanie pracować, bo jest już starszym schorowanym człowiekiem i sam potrzebuje opieki. Nie mają żadnego źródła dochodu. Szkoła wnuka kosztuje ok. 70 zł za semestr, ale dziadek nie ma pieniędzy, żeby ją opłacać. Nie ma pieniędzy na nic – nawet na jedzenie. Bardzo potrzebne jest tutaj wsparcie.

 

Rodzina BIMAANA JOSEPHA zmaga się z ogromną biedą. Babcia, rodzice i trójka dzieci są emigrantami z Rwandy. W ojczystym kraju byli żebrakami i postanowili szukać lepszego życia w Ugandzie. Wygląda jednak na to, że ich sytuacja niewiele różni się od tej, którą mieli w swoim kraju. Mieszkają w bardzo złych warunkach w wynajmowanym domku.

Rodzice najmują się do pracy w polu sąsiadów, ale zarabiają bardzo niewiele. Nie wystarcza nawet na jedzenie – jedzą raz dziennie kasawę.

Dzieci nigdy nie chodziły do szkoły i jest to naprawdę ostatnie zmartwienie, jakie mają rodzice. Nie mają pieniędzy na opłacenie czynszu, nie mają pieniędzy na jedzenie (ogródka też nie mają, żeby mogli coś uprawiać), nie mają ubrań, butów, mydła, koców ani prześcieradeł – nie mają praktycznie nic. Bardzo potrzebna jest tutaj pomoc, bo sytuacja tych ludzi jest dramatyczna.

Pan ISINGOMA LAURENT ma czworo dzieci w wieku od 5 miesięcy do 11 lat. Ma także w domu jedno 2-letnie dziecko – sierotę, które jego żona wykarmiła na swej piersi, gdy podczas porodu zmarła mama tej dziewczynki (na zdjęciu w różowej sukience).

Państwo Warugaba mają swój dom i działkę. Pan Laurent stracił pracę w styczniu i od tamtej pory zmaga się ze środkami na utrzymanie rodziny.

Jedzą ziemniaki, kasawę i posho. Byli wdzięczni za paczkę, choć pan Laurent wolałby nie być w tym położeniu. Jest człowiekiem wykształconym, ale mimo wszystko trudno mu znaleźć pracę.

 

 

 

W domu pani MARGARET mieszka 6 osób: jej syn z żoną i dziećmi oraz córka z synem Adolfem. Kiedy przyjechaliśmy z jedzeniem, w domu była tylko synowa z małym dzieckiem oraz Adolf. Pani Margaret pojechała opiekować się swoją chorą mamą. Chłopak rozpoczął naukę w pierwszej klasie gimnazjum, ale ani jego mama ani babcia nie były w stanie zdobyć środków na jego czesne. Adolf w czasie wolnym wypala węgiel drzewny i w tym czasie kwarantanny udało mu się wyprodukować trochę węgla. Po jego sprzedaniu kupił sobie zeszyty i ma pieniądze na część czesnego. Adolf jest pierwszą osobą z rodziny, która poszła do gimnazjum. Ten dzielny chłopiec potrzebuje, aby ktoś mu pomógł w opłatach szkolnych by kontynuować naukę. Jest dzielny i bystry.

 

Głową tej licznej rodziny jest pani BANURA JOANNA ATWOOKI. Ma 78 lat, a od 17 lat jest wdową. Pani Joanna i jej mąż mieli 12 dzieci, ale 8 zmarło. W małym domku, bardzo starym, mieszka 14 osób, w tym dziesięcioro dzieci. 4 dzieci sponsorowanych jest przez Polaków. Pani Joanna sprzedała swoje krowy i część ziemi i za te pieniądze wybudowała nowy dom – niestety nie wystarczyło środków na dokończenie budowy. Cała rodzina mieszka więc nadal w domu, który grozi zawaleniem. Dzieci chodzą do szkoły, ale ze względu na kwarantannę, rodzice utracili źródło dochodu i bez pomocy nie będą w stanie opłacić czesnego za kolejny semestr. Rodzina była bardzo wdzięczna za jedzenie, które otrzymała, bo wszystkie zapasy, jakie mieli, już im się skończyły.

 

Pan HENRY NYANDURU ma 64 lat i zmaga się z różnymi chorobami. Jest wdowcem. Mieszka z synem i trzema wnukami.

Jeden jego syn jest nauczycielem, ale od marca nie otrzymał pensji. Inni synowie na czas kwarantanny stracili pracę i nie otrzymują pieniędzy.

Byli bardzo wdzięczni za otrzymane jedzenie, bo jest im ciężko się wyżywić w tym czasie.

 

 

Pan KYALIGONZA AUGUSTINE mieszka z żoną i 8 dzieci w glinianym domu na bardzo małej działce. Nie mają swojego pola, które mogliby uprawiać. Najmują się do prac w rolnictwie u sąsiadów, ale zarabiają za to bardzo mało. Trudno im utrzymać rodzinę. Tylko 3 dzieci chodzi do szkoły. Kiedy tam przybyliśmy, jego żona Veronica ledwo chodziła, bo została kilka dni temu pogryziona przez psa, a rodzina nie miała pieniędzy na zapłatę za szpital. Ich młodszy syn został przypadkiem poparzony wrzątkiem i jak zobaczyliśmy, że płacze z bólu, bo ma oparzenie 2 stopnia, a rodzina nie ma 300 zł, aby zabrać go do szpitala, to my go wzięliśmy do szpitala. Rodzina potrzebuje pomocy na jedzenie i w opłatach szkolnych dzieci.

 

Pani OMUHEREZA KABAJUNGU ma 100 lat, a jej mama – 130! Cała rodzina, mieszkająca w tym domu liczy 14 osób. Nie mają żadnego źródła dochodu. Dom jest malutki i w bardzo złym stanie.

Ośmioro dzieci chodzi do szkoły – opłaty wynoszą ok. 500 zł za semestr, ale w tej chwili jest to kwota poza zasięgiem dla tej rodziny. Potrzebują stałego wsparcia w opłacaniu czesnego. Jedzenie jest tutaj również potrzebne.

 

 

 

Pani KABAHANDIKI MARGRET jest wdową z trójką dzieci. Mieszkają w maleńkim domku, który jest w bardzo złym stanie. Są bardzo biedni. Pani Margret zarabia niewielkie kwoty, pracując na polach u sąsiadów. Rodziną opiekuje się pastor Sam z kościoła w Nyakagongo, do którego należą. Przyjął dzieci do szkoły, pomaga w sytuacjach, które wymagają leczenia (służba zdrowia w Ugandzie jest w 100% płatna). Ale ich sytuacja jest bardzo trudna.

 

 

 

Kiedy dowiedzieliśmy się o powodzi w Kasese, w której ucierpiało ok. 100 tysięcy ludzi, udaliśmy się tam z paczkami żywnościowymi. Dotarliśmy do 65 domów, w których obdarowaliśmy ok. 350 osób. W obozie dla powodzian zostawiliśmy 100 paczek z jedzeniem i środkami czystości dla 582 osób. Sytuacja tych ludzi jest naprawdę dramatyczna, ale wykorzystując środki, które mamy dzięki Waszej ofiarności, mogliśmy trochę ulżyć w ich niedoli. Poniżej zdjęcia i opis części rodzin, które odwiedziliśmy.

Niektóre Rodziny z Kasese – opis

 

 

Pani KATABARWA ANTONINA (na zdjęciu z prawnuczkami) ma 80 lat. Miała dziewięcioro dzieci, ale siedmioro zmarło, m.in. na AIDS, pozostawiając osierocone dzieci. Wnuki pani Antoniny zamieszkały z ciocią i wujkiem (żyjącymi dziećmi pani Antoniny), a dziewięcioro wnuków i prawnuków pozostaje pod opieką staruszki. Jest to naprawdę niezwykle dzielna kobieta. Mieszka w bardzo złych warunkach, jest schorowana, ma problemy z chodzeniem, a mimo to opiekuje się dziewięciorgiem dzieci. Nie ma żadnego źródła dochodu. Wnuki czasami pracują na polach sąsiadów i zarabiają na drobne swoje wydatki. Żadne z wnucząt nie chodzi do szkoły, bo nie ma na to pieniędzy. Pani Antonina nie gotuje – jedzenie przynosi jej syn i wnuk, którzy mieszkają w pobliżu. Jej sytuacja jest wyjątkowo trudna i wymagająca pomocy.

Pan BALINDA RICHARD (na zdjęciu w niebieskiej koszuli) ma 60 lat i jest synem opisanej wyżej pani Antoniny. Ma dziesięcioro własnych dzieci w wieku od 10 do 35 lat. Opiekuje się również kilkoma sierotami pozostawionymi przez swoje zmarłe rodzeństwo. Rodzina utrzymuje się z uprawy i sprzedaży kukurydzy i innych warzyw. Teraz, podczas kwarantanny dzieci szukają pracy na polach innych ludzi. Mieszkają w glinianym domu. Dziesięcioro dzieci jest w wieku szkolnym – wszystkie się uczą. Na opłaty szkolne rodzina wydaje ponad 2000 zł na semestr. Kwota jest tak duża, bo jeden z synów pana Richarda jest na trzecim roku seminarium duchownego, z które czesne wynosi ok. 1100 zł. Rodzina martwi się, że po zakończeniu kwarantanny nie będzie mogła sobie pozwolić na opłacenie szkoły. Teraz jedzą bardzo skromne posiłki, nie dojadają.

AMANYIRE MOSES (21 lat) i BASEMERA GLORIA (20 lat) są młodym małżeństwem. Mają jedno dziecko. Są niewykształceni – nie zdobyli żadnego zawodu z powodu braku pieniędzy. Moses zakończył edukację na trzeciej klasie szkoły średniej, a Gloria skończyła tylko sześć klas podstawówki. Moses zarabia na życie, wypalając węgiel drzewny, ale nie jest to wysoko płatne zajęcie, więc rodzina żyje bardzo skromnie. Jeśli jest taka możliwość, oboje dorabiają pracując na polach sąsiadów. Teraz jest im wyjątkowo ciężko, bo na polach nie ma pracy. Marzeniem Glorii jest nauczenie się krawiectwa, a Moses chciałby być murarzem. Potrzebują wsparcia w opłaceniu kursów zawodowych – ok. 1000 zł, żeby mogli nauczyć się konkretnego fachu i stanąć pewnie na własnych nogach.

 

BUSOBOZI ROBERT (26 lat) i KOBUSINGE ANNET (23 lata) są małżeństwem z trojgiem dzieci. Mieszkają w małym glinianym domku, wybudowanym przez Roberta. Nie mają okien ani drzwi. Zamiast drzwi ustawiają deski. Nie mają wykształcenia, a więc nie mogą liczyć na dobrą pracę. Annet skończyła 3 klasy podstawówki, Robert – 7. Przed kwarantanną Robert pracował w Kampali, przenosząc ciężkie paczki. Teraz oboje pracują na polach sąsiadów w zamian za jedzenie. Jest im naprawdę trudno – jedzą jeden posiłek dziennie. Annet, zapytana o marzenia, mówi o zdobyciu zawodu krawcowej. Robert chciały mieć własny biznes, w którym kupowałby warzywa od rolników i sprzedawał z zyskiem – ale na to potrzebny jest kapitał, którego nie mają…

Dom KARUGABA JOHNA (38 lat) wypełnia smutek. Sytuacja tutaj jest wyjątkowo trudna – nawet, jak na warunki ugandyjskie. Kilka miesięcy temu żona Johna zniknęła i zostawiła go z pięciorgiem dzieci. Najmłodszego chłopca karmiła piersią, a John nie ma nawet 10 zł, żeby kupić małemu mleko. Swoją pomoc zaoferowała babcia i zabrała dziecko do siebie, żeby John mógł pracować – jest stolarzem. Chłopiec jednak się rozchorował i wrócił do domu. Ma popuchnięte nóżki, problemy z oczami, jest niedożywiony – wymaga diagnozy i leczenia w szpitalu. Na wstępie potrzeba ok. 500 zł. Dla Johna jest to kwota astronomiczna. Prosi Boga o pomoc w uratowaniu synka i powrót żony. Marzy o zakupie dodatkowych narzędzi i desek, z których mógłby robić więcej mebli, a tym samym lepiej zarabiać.

MUHUMUZA BOSCO (29 lat) i jego żona, KOKAKORA GORRET (26 lat) mają trzech synów. Mieszkają w glinianym domku pokrytym strzechą. Przed zakazem handlu spowodowanym pandemią koronawirusa Bosco pośredniczył w sprzedaży produktów rolnych. Teraz jednak oboje z żoną pracują na polach sąsiadów w zamian za niewielkie pieniądze lub jedzenie. W domu nie mają nawet mydła, chodzą w brudnych ubraniach, bo nie mają możliwości ich uprać. Jedzą bardzo skromnie. Bosco chciałby mieć kapitał na zakup produktów rolnych na własny rachunek i odsprzedawanie go innym – teraz jest tylko pośrednikiem – bierze pieniądze na zakupy od sprzedawcy, idzie do rolnika, kupuje towar w imieniu sprzedawcy i dostaje od niego za to niewielką kwotę. Mógłby lepiej zarobić i poprawić warunki życia swojej rodziny, gdyby mógł prowadzić własny biznes.

MAGEZI SUNDAY (43 lata) i EBIRUNGI GORRET są małżeństwem z sześciorgiem dzieci. Sunday pracował w Kampali – nosił pakunki. Jednak Gorret nie mogła znaleźć tam pracy i podjęli decyzję, że ona razem z dziećmi wrócą do rodzinnej miejscowości i zamieszkają z bratem Sunday’a i jego rodziną. Mieszkają więc w małym domku dwie rodziny – łącznie 12 osób. Dzieci nie chodzą do szkoły już drugi rok, bo nie ma pieniędzy na czesne. Na opłaty szkolne potrzeba ok. 500 zł na semestr, a jest to kwota nieosiągalna dla Gorret i Sunday’a. Trudno jest tam znaleźć jakieś źródło dochodu – zwłaszcza teraz. Żywią się głównie kasawą. Śpią po troje pod jednym kocem. Sytuacja jest naprawdę trudna, tym bardziej więc nasza wizyta została przyjęta z wdzięcznością i radością (poniżej film).

TUGUME ROBERT (23 lata) i jego żona KAJUMBA RESTY (21 lat) mają dwie córeczki (2 i 4 lata). Starsza dziewczynka ma zeza i jakąś chorobę oczu – niestety nie wiadomo jaką, bo rodzice nigdy nie mieli pieniędzy, żeby ją diagnozować. Mieszkają w malutkim domku (filmik poniżej), śpią na podłodze. Mają niewielki ogródek, w którym uprawiają kasawę, a potem ją sprzedają. Żyją bardzo skromnie. Jedzą raz dziennie albo raz na dwa dni. Resty marzy, żeby zostać krawcową – kurs kosztuje ok. 1000 zł, ale jest to kwota absolutnie poza ich zasięgiem. Robert chciałby mieć jakiś swój biznes. Przemiła rodzina, której bardzo potrzebne jest wsparcie.

 

 

BONABABANA IMELDA (49 lat) ma sześcioro dzieci. Dwóch najstarszych synów już opuściło dom rodzinny. Rodzice mają małe pole, które uprawiają oraz pracują na polach sąsiadów za niewielkie pieniądze. Ich sytuacja jest bardzo trudna. Raz dziennie jedzą – tylko kasawę, która rośnie na ich polu. Mieszkają w małym glinianym domy, w którym jest wiele braków. Dzieci śpią na dwóch starych materacach, przykrywają się jednym prześcieradłem, nie mają nawet koca. Żadne dziecko nie chodzi do szkoły, bo rodziców nie stać na opłaty szkolne (ok. 220 zł na semestr). Bardzo dużym wyzwaniem jest dla nich zdobywanie pieniędzy na leczenie, jedzenie – zwłaszcza w czasie kwarantanny, kiedy nie mogą nawet pójść pracować do sąsiadów. Chcieliby dzierżawić większe pole za ok. 220 zł rocznie, żeby uprawiać warzywa i potem je sprzedawać, zarabiając w ten sposób. Marzą o posłaniu dzieci do szkoły.

Pani KAJUMBA FELESTER ma 42 lata i samotnie wychowuje troje dzieci. Mąż opuścił ją 9 lat temu. Kobieta pracuje na polach sąsiadów i wyplata piękne koszyki i w ten sposób zarabia – teraz jednak w okresie kwarantanny nie może ani pracować u sąsiadów, ani sprzedawać koszyków. Jest jej bardzo ciężko. Młodsze dzieci rozpoczęły przed pandemią czwartą i piątą klasę szkoły podstawowej, ale pani Felester nie opłaciła jeszcze czesnego, więc bez pomocy finansowej dzieci nie będą mogły wrócić do szkoły po kwarantannie. Najstarsza córka ma 17 lat i skończyła edukację na szóstej klasie podstawówki. W tym roku rozpoczęła kurs fryzjerstwa, który kosztuje 300 zł. Ma za sobą 4 miesiące nauki – zostało jej jeszcze 6, kiedy skończy się kwarantanna. Obawia się, że nie będzie mogła wrócić na kurs, bo mama jeszcze za niego nie zapłaciła, a w obecnej sytuacji nie mają możliwości nic zarobić. Zapytana, czy wolałaby skończyć szkołę podstawową czy wrócić na kurs fryzjerstwa, odpowiedziała, że woli skończyć kurs, bo wtedy będzie mogła pójść do pracy, zarabiać i pomagać mamie w wykształceniu rodzeństwa.

Pan AGABA KWEBIHA (58 lat) wychowuje samotnie troje dzieci. Żona go zostawiła. Mieszkają w strasznych warunkach. Dom się rozlatuje. Nie mają właściwie niczego. Śpią na klepisku, nie mają koców, ubrań, ręczników, toalety ani kuchni. Pan Kwebiha uprawia malutki ogródek i kopie w ogródkach sąsiadów za jedzenie lub niewielkie pieniądze. Dzieci nie chodzą do szkoły. Najstarszy syn skończył dwie klasy szkoły podstawowej, ale nie chce kontynuować edukacji, gdyby miał taką możliwość. Jego rodzeństwo (6 i 13 lat) bardzo chciałoby się uczyć. Opłaty szkolne wynosiłyby 300 zł za semestr za nich dwoje. Ogromną pomocą dla pana Kwebihy byłoby wydzierżawienie działki za 220 zł rocznie, żeby mógł z dziećmi uprawiać warzywa na użytek swojej rodziny i część sprzedawać.

Pan KASAIJA NIANCIO (44 lata) ma żonę i siedmioro dzieci w wieku 4 – 18 lat. Pan Niancio zarabiał dorywczo, wykonując prace zlecone w okolicznych domach, a także kopiąc w ogrodach sąsiadów. Teraz zupełnie stracił źródło dochodu z powodu kwarantanny. Nie mają co jeść, więc byli bardzo wdzięczni za jedzenie, które im przynieśliśmy. Modlili się o jedzenie, materace i pościel i pieniądze na opłacenie szkoły dzieci. W lutym rok szkolny rozpoczęła czwórka dzieci – koszt. ok. 350 zł za semestr, ale pan Niancio jeszcze nie zapłacił, a w obecnej sytuacji nie będzie mógł uregulować należności, więc dzieci do szkoły nie wrócą w tym roku. Najstarsza córka (z lewej strony na zdjęciu) skończyła edukację na drugiej klasie szkoły podstawowej – potem nie było już pieniędzy na czesne. Ma malutkie dziecko.

Pan Niancio bardzo chciałby mieć własny biznes – wyrabiałby cegły, które potem by sprzedawał. Żeby jego marzenie mogło się ziścić, trzeba byłoby kupić małą działkę, na której mógłby pracować – koszt. ok. 2200 zł. Żona chciałaby zrobić kurs fryzjerski, a najstarsza córka – kurs krawiecki. Oba kursy kosztują ok. 1100 zł.

Pani KAJUMBA JACINTA (42 lata) i jej mąż mają pięcioro dzieci – wszystkie są w wieku szkolnym. W styczniu tego roku wzięli kredyt, żeby opłacić czesne w szkole i teraz mają ogromny problem ze spłacaniem tego kredytu. Uprawiają swoje pole i pracują na polach sąsiadów, a ponieważ w czasie kwarantanny nie wolno wykonywać takiej, nie mają żadnego źródła dochodu. Zdobycie pieniędzy na spłatę kredytu jest więc ogromnym wyzwaniem. Najstarsza córka, Basemera Teopista, ma 15 lat i chciałaby w przyszłości zostać pielęgniarką. W chwili obecnej cała rodzina modli się o pieniądze, żeby mogła rozpocząć szkołę średnią. Mama natomiast marzy o zrobieniu kursu fryzjerskiego, który trwa rok i kosztuje ok. 1100 zł.

 

Mąż KAMULI HELLEN (34 lata) pracuje w Kampali przy rozładunku. Przed kwarantanną nie udało mu się wrócić do domu i utknął w Kampali. Kiedy ogłoszono kwarantannę, ludzie mieli tylko dwa dni na powrót do domu z różnych miejsc, w których byli – po tym czasie transport publiczny przestał działać i wielu ludziom nie udało się dotrzeć do swoich domów. Hellen została więc sama w ciąży i z czwórką dzieci. Gdyby nie pomoc sąsiadów, którzy przynoszą im jedzenie i innych, którzy pomagają, Hellen najprawdopodobniej nie dałaby sobie rady. Zapytana o przyszłość, rozpłakała się. Mieszkają w bardzo skromnych warunkach. Brakuje im ubrań, koców, a przede wszystkim jedzenia, więc z ogromną wdzięcznością przyjęli to, co im przynieśliśmy. Najstarszy syn jest w czwartej klasie, a najmłodsze dziecko ma tydzień. Syn po kwarantannie nie będzie mógł wrócić do szkoły, bo czesne nie zostało zapłacone, a mąż Hellen przez kwarantannę stracił pracę. Rodzina Hellen bardzo potrzebuje pomocy.

 

KOBUGABE ROSE (18 lat), NINSIIMA VINCENT (17 lat) i BUSOBOZI HILLARY (13 lat) to rodzeństwo, które mieszka i utrzymuje się samo. Mama odeszła 5 lat temu, zabierając ze sobą tylko najmłodszego syna – nie wiedzą dlaczego, nie mają z nią kontaktu, a tata zmarł. Uprawiają swoje niewielkie pole i pracują na polach sąsiadów. Rose zakończyła edukację na pierwszej klasie gimnazjum w 2015 roku. Vincent skończył szkołę podstawową w 2018 roku, a Hillary w 2017 roku – drugą klasę podstawówki. Rose zarobione na polach sąsiadów pieniądze przeznaczyła na kurs fryzjerski, który po 3 miesiącach niestety przerwała kwarantanna. Dziewczyna chce zdobyć zawód, zacząć pracować i wykształcić swoich braci. Obawia się jednak, że nie uda jej się skończyć kursu, bo konieczne jest zapłacenie drugiej raty w wysokości 550 zł, a ona nie może pracować u sąsiadów i nie ma jak zarobić tej kwoty. Vincent to bardzo bystry chłopak, który marzy, żeby rozpocząć naukę w gimnazjum, a potem zostać prawnikiem. Widać, że naprawdę ma potencjał i bardzo potrzebny byłby ktoś, kto opłaciłby jego naukę. Hillary, zapytany co by wolał, dostać motor i zacząć zarabiać jako kierowca boda-boda (taksówki motorowej) czy pójść do szkoły, bez wahania odpowiedział, że chciałby się uczyć. Są to naprawdę bardzo niezwykłe i dzielne dzieciaki, które potrzebują wsparcia w opłaceniu szkoły.

ATEGEKA KEVINA (40 lat) ma sześcioro dzieci w wieku od 5 do 22 lat. Oboje z mężem są niewykształceni, ale bardzo zależy im, żeby ich dzieci zdobyły wykształcenie, zwłaszcza że wszystkie są bardzo bystre (zawsze są w czołówce w szkole). Dlatego od kilku lat rodzice biorą pożyczki na opłacenie czesnego. Najstarszy syn rozpoczął studia, które pozwolą mu zostać pracownikiem socjalnym. Jest to dla rodziny duże obciążenie finansowe, bo rocznie te studia kosztują ok. 2900 zł, a dodatkowo opłaty szkolne dla pozostałych dzieci wynoszą ok. 450 zł za semestr. Rodzice i dzieci uprawiają własne pole, a także pracują na polach sąsiadów. Mają też trochę bananów matoke i je sprzedają. W zeszłym roku mąż Keviny uległ wypadkowi, w którym doznał skomplikowanego złamania i rodzina musiała zaciągnąć drugą pożyczkę na leczenie. W związku z kwarantanną nie mogą pracować u sąsiadów i stracili źródło dochodu – pojawił się problem ze spłatą pożyczek (zostało ok. 1100 zł) i wierzyciele próbowali wyrzucić ich z ich własnego domu i go przejąć. Sołtys się za nimi wstawił i przedłużono im termin spłaty pożyczek. Jednak nadal nie mogą pracować, więc i tak nie dadzą rady zapłacić i bez pomocy stracą dom, a dzieci nie będą mogły wrócić do szkoły.

NYAKABWA DEOGRATIAS (62 lata) i jego żona TIBASAGA KELLEN (49 lat) mają siedmioro dzieci i pięcioro wnucząt – łącznie w tym domu mieszka 14 osób. Rodzina nie ma własnego pola, które mogłaby uprawiać, ale pracują na polach sąsiadów i to jest ich jedyne źródło dochodu, które z powodu kwarantanny zostało odcięte. Ich sytuacja jest wyjątkowo trudna. 3 lata temu dzieci przestały chodzić do szkoły, bo ich najstarsza siostra zachorowała na AIDS i wszystkie pieniądze wydawane były na jej leczenie – niestety, w tym roku kobieta zmarła, pozostawiając dwoje dzieci w wieku 2 i 8 lat (ojciec dzieci jest alkoholikiem i w ogóle się nimi nie interesuje). Jeden z synów (14 lat) pana Deogratiasa 4 lata temu zachorował – przestał chodzić, później stracił władzę również w rękach i jest całkowicie sparaliżowany, a teraz jeszcze zaczął mu się wykrzywiać kręgosłup. Nie wiedzą na co chłopiec choruje, bo nigdy nie mieli pieniędzy, żeby pojechać z nim do szpitala i go zdiagnozować. Potrzeba na to ok. 1100 zł, a taka kwota jest całkowicie poza ich zasięgiem. Chłopiec, kiedy jeszcze chodził do szkoły, był najlepszym uczniem w klasie. Ma bardzo dobrą pamięć. Od kiedy jest sparaliżowany, bardzo lubi słuchać radia i wiele się uczył dzięki niemu. Jednak choroba siostry zmusiła rodziców do sprzedaży radia, żeby zdobyć pieniądze na leki. Teraz chłopiec nie ma już czego słuchać…

Ta rodzina to bardzo dzielni ludzie, którzy mimo wielu przeciwności nie poddają się, ale powoli zaczynają tracić wolę walki. Potrzebują naszej pomocy. Nie mają jedzenia – jedzą tylko kasawę raz dziennie. Pani Kellen marzy o solarze (koszt ok. 200 zł), który dawałby światło w nocy, żeby mogła dokładnie myć sparaliżowanego syna, który nie kontroluje swoich potrzeb fizjologicznych i załatwia je również w nocy na materac. Marzy również o wózku inwalidzkim, bo teraz muszą przenosić syna, a nie są już najmłodsi i jest to dla nich coraz trudniejsze. Pan Deogratias chciałby móc wydzierżawić pole (koszt. ok. 220 zł rocznie), które mogliby uprawiać i mieć jedzenie, a część plonów sprzedawać i zarabiać w ten sposób. Najstarsza córka chciałaby zrobić kurs fryzjerski (koszt ok. 1100 zł), młodsza – krawiecki (ok. 1100 zł), a mama, gdyby kiedyś miała taką możliwość, chciałaby nauczyć się wyrabiać swetry. W domu jest dziewięcioro dzieci, które powinny chodzić do szkoły – koszt ok. 400 zł za semestr. A chłopiec marzy o radiu i bardzo chciałby wyzdrowieć… Możemy pomóc spełnić ich marzenia?

 

KENGONZI VIOLET ma 17 lat i jest córką BALINDA NYAKOHUME AUGUSTINE’A, którego akurat nie było w domu, kiedy odwiedziliśmy tę rodzinę. Żona Augustine’a odeszła i zostawiła go z czworgiem dzieci. Pan Augustine nie ma stałej pracy, zarabia na utrzymanie rodziny kopiąc na polach sąsiadów. Odkąd ogłoszono kwarantannę, nie może pracować, jak dotychczas i nie ma żadnego źródła dochodu. Sytuacja rodziny jest trudna, bo żadnych zapasów jedzenia nie mają. Jedzą kasawę i ziemniaki z fasolą raz dziennie. Panu Augustine’owi bardzo zależy, żeby dzieci chodziły do szkoły, więc robi, co może, żeby opłacić czesne (koszt ok. 550 zł za semestr). Teraz jednak wie, że jeśli otworzą szkoły, nie będzie w stanie zapłacić za szkołę. Marzy o stałym źródle dochodu, które pozwoliłoby nie martwić się i pieniądze na szkołę dzieci.

 

KAHUMA BONIFANCE (47 lat) i jego żona KAHUMA JOYCE (43 lata) mają dziesięcioro dzieci w wieku od 6 do 22 lat. Ośmioro z nich chodzi do szkoły – koszty opłat szkolnych za semestr to ok. 900 zł. Jest to ogromne wyzwanie dla rodziców, jako że ich jedynym źródłem utrzymanie jest praca na polach sąsiadów, która nie dość, że jest nisko płatna, to jeszcze nie jest stała. Już za poprzedni semestr nie dali rady zapłacić. W trakcie pandemii w ogóle nie mogą pracować i zarabiać. Powrót dzieci do szkoły będzie więc niemożliwy bez pomocy z zewnątrz. Jedzą tylko kasawę, bo niczego innego nie mają i nie mają za co kupić.

KASANGAKI ROSE (51 lat) ma dwie córki, z których młodsza (z lewej strony na zdjęciu) ma 16 lat i jest chroma. Nie chodzi – przesuwa się na kolanach podpierając rękami – i bardzo słabo mówi. Pani Rose również ma problemy z chodzeniem – podpiera się na jednej nodze, bo druga nie działa, jak należy. Ani Rose ani jej córka nie wiedzą dlaczego mają taki problem z nogami – nigdy nie były diagnozowane, bo na to przecież potrzebne są pieniądze. Ale mogłoby się okazać, że obie mogą być zdrowe, gdyby znalazły się pieniądze na badania i leczenie – potrzebne byłoby pewnie ok. 2000 zł.
Mąż drugiej córki (nie było jej w domu, kiedy przyszliśmy z wizytą), zostawił ją z dwojgiem dzieci. W domu mieszka więc pięć osób. Pani Rose zarabia wyplatając maty, ale marzy o wydzierżawieniu kawałka ziemi, żeby mogła uprawiać ją ze starszą córką – poprawiłoby to ich trudną sytuację. Wnuczki pani Rose chodzą do szkoły – opłaty szkolne wynoszą ok. 100 zł za semestr, ale i tak kobietom nie jest łatwo zgromadzić taką kwotę. Dom, w którym mieszkają, jest w bardzo złym stanie i grozi zawaleniem. Nie mają pieniędzy nawet na jedzenie, bo nikt teraz nie kupuje mat, a tym bardziej na remont domu.

ATEGEKA STEPHEN ma 32 lata. Żona odeszła i zostawiła go z trójką dzieci ( 10, 8 i 5 lat). Ma pod opieką również swojego bratanka (ten wysoki chłopiec z prawej strony na zdjęciu), Kyomuhendo Timothy (17 lat). Jego ojciec zmarł, a matka wyszła po raz drugi za mąż i zostawiła syna. Stephen i Timothy pracują na polach sąsiadów i w ten sposób zarabiają na utrzymanie. Wszystkie dzieci chodzą do szkoły – opłaty za szkołę Timothy’ego wynoszą ok. 100 zł na semestr, a za pozostałe dzieciaki ok. 200 zł, łącznie 300 zł. Mają mały własny ogródek, w którym uprawiają ziemniaki i kasawę, ale ziemi jest zdecydowanie za mało, żeby plony mogły zaspokoić potrzeby rodziny. Stephen marzy o większej działce, którą mogliby razem z Timothym uprawiać. Teraz jedzą jeden posiłek dziennie.

Pan KUNIHIRA ERINAD (56 lat) i jego żona NEEMA CONSOLATA (45 lat) mają ośmioro dzieci w wielu od 6 do 18 lat. Tylko czwórka chodzi do szkoły (opłaty wynoszą ok. 200 zł za semestr), bo rodzice nie mają pieniędzy na opłacenie czesnego pozostałym dzieciom. Pan Erinad jest pastorem. Zarabia na utrzymanie rodziny kopaniem na polach innych ludzi. Uprawia też własny ogródek, ale jest on bardzo niewielki. Modli się o większy kawałek działki, żeby móc zbierać większe plony, co pozwoliłoby część przeznaczyć dla rodziny, a pozostałą część sprzedać i posłać dzieci do szkoły.
Teraz przed pastorem stoi jeszcze jedno wyzwanie. Wynajmuje on budynek kościoła (koszt ok. 110 zł miesięcznie). Od końca marca wszystkie zgromadzenia są zabronione w Ugandzie, co oznacza, że nie odbywają się również nabożeństwa. Pastor zalega więc z opłatami za czynsz za okres 3 miesięcy – łącznie ok. 330 zł.

Kiedy trafiliśmy do domu TUMUSIIME BRIANA (16 lat), zastaliśmy go przy robieniu cegieł. W ten sposób chłopiec zarabia na opłaty szkolne (ok. 250 zł za semestr). Jest w pierwszej klasie gimnazjum. Ma brata, który chodzi do trzeciej klasy szkoły podstawowej (koszt ok. 60 zł za semestr) – ma na imię Innocent (niższy na zdjęciu). Chłopcy mieszkają z tatą i macochą.

Tata utrzymuje rodzinę pracując jako kierowca taksówki motorowej boda-boda. Jednak macocha źle traktuje chłopców i nie chce się zgodzić, żeby opłacać naukę Briana. Dlatego chłopak wyrabia cegły i sam stara się zarobić na szkołę. Trudno jest mu pogodzić pracę i naukę i często zalega z opłatami. Jest to bardzo pracowity i dzielny chłopiec. Bardzo ucieszył się z naszej wizyty i był wdzięczny za otrzymaną żywność.

 

KANSIIME GRACE (45 lat) jest wdową z pięciorgiem dzieci. Po śmierci męża została przez rodzinę męża wyrzucona z domu, w którym mieszkała i musiała poszukać miejsca dla siebie i dzieci. Wynajmują jeden pokój, za który płacą ok. 45 zł miesięcznie. Przez obostrzenia związane z pandemią koronawirusa, Grace zalega z czynszem za dwa miesiące, bo nie może pracować. Tylko dwoje dzieci chodzi do szkoły (koszt ok. 150 zł za semestr) – mama nie może sobie pozwolić na opłacenie nauki pozostałym dzieciom. Jest im bardzo ciężko. Jedzą tylko kasawę i ziemniaki.

 

Pani NYAMIJUMBI BIBIANA ma 76 lat i jest wdową. Opiekuje się trojgiem wnucząt (10, 11 i 13 lat). Ich ojciec zginął w wypadku, a matka zniknęła. Pani Bibiana nie ma żadnego źródła dochodu. Dostaje wprawdzie pomoc z gminy, ale nie jest ona wystarczająca. Nie ma też żadnej ziemi, na której mogłaby z pomocą dzieci uprawiać warzywa. Dzieci chodziły do szkoły (opłaty ok. 160 zł za semestr), ale babcia nie była w stanie opłacić już poprzedniego semestru i, bez pomocy, dzieci nie będą mogły wrócić do szkoły po kwarantannie. Potrzebne jest wsparcie w opłaceniu nauki dzieciom, ubrania i jedzenie.

Pani KABAYAGA TEOPISTER (46 lat) i jej mąż, BAGUMA mieszkają w małym domku z piątką dzieci w wieku od 7 do 17 lat. Dwójka najstarszych to ich własne dzieci, a dwójka – wnuki. Opiekują się też 14-letnią dziewczynką, która straciła obojga rodziców i ma HIV. Ta dziewczynka w ogóle nie chodzi do szkoły – kilka lat temu rozpoczęła pierwszą klasę, ale zaraz przerwała i już nie wróciła do szkoły. Opłaty szkolne dla pozostałych dzieci wynoszą ok. 120 zł za semestr. Pani Teopister zalega jednak z opłaceniem czesnego już za poprzedni semestr, a teraz na pewno nie będzie w stanie opłacić zaległości i kolejnego semestru, ponieważ jedyny dochód rodziny pochodzi z pracy na polach sąsiadów, a w czasie kwarantanny nie wolno takiej pracy wykonywać, więc rodzina nie ma żadnego źródła dochodu od końca marca. Bez pomocy w uregulowaniu opłat za szkołę, dzieci nie będą w stanie zaliczyć tego roku szkolnego. Potrzebują również jedzenia, prześcieradeł i koców.

1111O rodzinie pani KIIZA DOLICE dowiedzieliśmy się od znajomych. Powiedziano nam, że ich dzieci zostały dotkliwie pobite za kradzież bananów w ogrodzie sąsiadów. Okazało się jednak, że dzieci kradły jedzenie z głodu. Rodzina kompletnie nie miała nic do jedzenia od kilku dni, ani możliwości zarobienia pieniędzy. Jedzenie, które im zawieźliśmy jako dar od Was, wystarczy im na miesiąc, zanim mąż pani Dolice będzie mógł wrócić do pracy po kwarantannie. Zarabia około 100.000 miesięcznie przy wyrobie cegieł. Te pieniądze wystarczały rodzinie jedynie na skromnie jedzenie typu potrawa na wodzie z mąki z kasawy, ziemniaki, fasola. W domu (na zdjęciu) nie ma mebli. Dzieci śpią na gołym klepisku, a rodzice na starym cienkim materacu na podłodze. Oboje z żoną są zakażeni HIV. Wszystkim brakuje im odzieży. Chłopcy w wieku 10 i 8 lat w tym roku poszły do przedszkola, bo wcześniej rodzice nie mieli pieniędzy na posłanie ich do szkoły. Chłopcy nie mają paznokci u stóp z powodu infekcji robaków jigger (chodzenie bez butów i życie w brudzie). Rodzinie przydałyby się ubrania, materace, pościel, buty, itp.

KOBUGABE ROSE ma męża i małą córeczkę. Mąż Rose pracował w Kampali, ale kiedy rząd wprowadził obostrzenia związane z pandemią koronawirusa, stracił pracę i od końca marca nie mają żadnego źródła dochodu. Jedzą tylko banany 3 razy dziennie. Mieszkają we własnym domu z niewielkim ogródkiem, w którym uprawiają warzywa. Ziemi nie jest jednak wystarczająco dużo, żeby mogło zaspokoić potrzeby rodziny. Rose marzy o rozpoczęciu małego biznesu, który pomógłby im stanąć na nogi w tej trudnej sytuacji. Potrzebny jest jednak kapitał na rozpoczęcie działalności.

 

 

 

KEMIGISA MOREEN jest samotną mamą czworga dzieci. Mąż zostawił ją i dzieci i w ogóle się nimi nie interesuje. Moreen zarabia na utrzymanie rodziny pracując jako kucharka w pobliskiej szkole. Niestety, od końca marca wszystkie szkoły są zamknięte, a tym samym Moreen nie może pracować. Uprawia także warzywa w niewielkim ogródku, ale jest ich za mało, żeby wystarczyło dla niej i dzieci, a tym bardziej, żeby je sprzedawać i w ten sposób zarabiać. Gdyby miała większą działkę lub było ją stać na wydzierżawienie pola, mogłaby uprawiać więcej warzyw i je sprzedawać, a to na pewno poprawiłoby sytuację finansową rodziny. W chwili obecnej Moreen nie ma pieniędzy na podstawowe potrzeby takie, jak: jedzenie, ubrania, mydło, czynsz (mieszkają w wynajmowanym domu). Jedzą dwa razy dziennie banany, ziemniaki, milet i kasawę. Dzieci na pewno nie wrócą w tym roku do szkoły, bo Moreen nie będzie miała pieniędzy na opłaty szkolne w wysokości ok. 100 zł za semestr.

KIIZA SAMUEL i jego żona mają pięcioro dzieci. Rodzina żyje w strasznej biedzie. Samuel pracuje na polach sąsiadów, zarabiając bardzo niewiele, a teraz – podczas pandemii – nie zarabia nic. Mieszkają w malutkim domu na niewielkiej działce, na której uprawiają warzywa. Jedzą trzy razy dziennie – tylko kasawę. Troje dzieci chodzi do szkoły. Opłaty szkolne wynoszą ok. 250 zł za semestr, ale nawet jeśli prezydent otworzy szkoły, Samuel nie będzie w stanie uregulować opłat i dzieci nie będą mogły dokończyć tego roku szkolnego. Potrzebne jest wsparcie w zaspokojeniu podstawowych potrzeb (jedzenie, mydło, ubrania, koce), opłaceniu czesnego oraz kapitał na rozpoczęcie biznesu lub wydzierżawienie ziemi, aby rodzina mogła poprawić swoją sytuację.

 

Do KAMUKAMA ALICE trafiliśmy dzięki jej 12-letniej córce, którą poznaliśmy w kościele (jako jedyna z rodziny przychodziła do kościoła). Alice ma czworo dzieci, a jej mąż od 9 miesięcy siedzi w więzieniu za kradzież. Utrzymanie rodziny spadło więc na Alice. Robi, co może – pracuje na polach sąsiadów, ale zarabia bardzo mało. A w czasie kwarantanny – nic. Mieszkają we własnym domu i mają niewielki ogródek, w którym Alice uprawia warzywa, ale jest tego za mało nawet dla nich, a tym bardziej, żeby sprzedawać i coś na tym zarobić. Jedzą słodkie ziemniaki 2 razy dziennie. Troje dzieci chodzi do szkoły – opłaty wynoszą ok. 150 zł za semestr. Bez pomocy z zewnątrz dzieci nie będą w stanie wrócić do szkoły, kiedy już będzie to możliwe. Alice marzy o założeniu hodowli kurczaków, które mogłaby później sprzedawać. Ale na to potrzebny jest kapitał – a tego nie ma 😦

 

 

Pani TEREZA BAZARA jest wdową. Miała dziesięcioro dzieci, ale wszystkie nie żyją. Zostało jej tylko dwoje wnucząt i nimi się opiekuje. Pani Tereza utrzymuje siebie i dzieci ze sprzedaży bananów oraz niewielkiej kwoty wypłacanej przez rząd osobom starszym. Teraz jednak sezon na banany się skończył, a odkąd rząd zarządził kwarantannę, wstrzymał również wypłaty dla starszych ludzi – pani Tereza nie ma więc żadnego źródła dochodu. Dobrze, że ma kawałek ziemi, na której razem z wnuczką i wnukiem uprawia warzywa – to pozwala im przetrwać… Ale sytuacja tej rodziny jest bardzo trudna. Dzieci chodziły do szkoły przed zamknięciem szkół, ale teraz, bez pomocy, nie będą mogły wrócić, bo babcia nie będzie miała skąd wziąć pieniędzy na opłaty szkolne (ok. 100 zł za semestr). Bardzo pomocne dla rodziny byłoby również wybudowanie latryny, bo poprzednia się zawaliła.

KABASINGUZI ANNET sama wychowuje pięcioro dzieci. Mąż ożenił się ponownie, zostawił Annet i dzieci i w żaden sposób im nie pomaga. Annet pracuje jako kucharka w szkole oraz założyła malutki sklepik. Od czasu zarządzenia kwarantanny nie może pracować ani w szkole ani w swoim sklepie. Wszystkie pieniądze, które miała, już dawno wydała na jedzenie. Teraz jej rodzina je to, co podarują im sąsiedzi, bo Annet nie ma żadnego ogródka, w którym mogłaby uprawiać warzywa i karmić nimi dzieci. Mieszkają w wynajmowanym domu i już mają zaległości w opłacaniu czynszu. Dwoje dzieci chodzi do szkoły (opłaty to ok. 190 zł za semestr). Do przedszkola mogłoby chodzić jedno dziecko Annet, ale niestety nie ma ona pieniędzy na opłaty za przedszkole. Nawet jeśli prezydent otworzy szkoły, dzieci nie będą w stanie dokończyć roku szkolnego z powodu braku pieniędzy na uregulowanie opłat. Bardzo potrzebna jest im pomoc w zapewnieniu żywności, opłaceniu czynszu i szkoły. Sytuację Annet i jej rodziny poprawiłoby dofinansowanie jej sklepu – wtedy mogłaby sama zarobić na potrzeby rodziny.

MUGISA AMOS i jego żona mają dziewięcioro dzieci. Pracują w ogrodach sąsiadów i w ten sposób zarabiają na podstawowe potrzeby. Mają również niewielki sklepik. Ale kwarantanna odcięła ich od obu źródeł dochodu. Za pieniądze, które mieli, kupili jedzenie i teraz nie mają już środków na zaopatrzenie sklepu, a u sąsiadów nie mogą pracować. Mają własny ogród, w którym uprawiają warzywa na własny użytek. Teraz jedzą tylko banany i słodkie ziemniaki. Sześcioro dzieci chodzi do szkoły – opłaty wynoszą ok. 600 zł za semestr. Bez pomocy rodzice nie będą mogli sobie pozwolić na powrót dzieci do szkoły po kwarantannie. Bardzo dużym wsparciem dla Amosa i jego rodziny byłoby dofinansowanie sklepu, który prowadzą. Ich jakość życia poprawiłoby bardzo dobudowanie chociaż jednego pokoju do ich domu, bo w chwili obecnej cała jedenastka śpi w jednym pomieszczeniu.

Pani ENIDI KABAGENYI jest wdową i ma czworo dorosłych dzieci (siedmioro zmarło). Z jednym z synów mieszka. Jej dzieci potraciły prace z powodu kwarantanny i nie mają źródła dochodu. Jedzą dwa razy dziennie – tylko słodkie ziemniaki. Ogromnym problemem, poza brakiem jedzenia, jest choroba pani Enidi. Musi ona przyjmować lekarstwa, a nie ma na nie pieniędzy. Jej stan się pogorszył, bo nie brała lekarstw i powinna pojechać do szpitala – ale na to również potrzebne są pieniądze, a ani ona, ani jej dzieci ich nie mają. Konieczne jest wsparcie w zakresie wizyty w szpitalu i zapewnienia środków na leki i jedzenie dla tej kobiety.

 

KABAJUMA STELLA mieszka ze swoim mężem i dwójką dzieci w glinianym domku z dachem z trawy. Kiedy pada deszcz, do domu leje się woda. Małżonków nie stać jednak na wymianę dachu, bo ich jedynym źródłem dochodu jest praca na polach innych ludzi, która jest bardzo nisko płatna. Teraz, w czasie kwarantanny w ogóle nie zarabiają, bo ludzie nie mają pieniędzy, żeby im zapłacić za pracę. Jedzą tylko raz dziennie – słodkie ziemniaki, uprawiane w ogródku. Dzieci na razie nie chodzą do szkoły, bo są małe. Ale ogromną potrzebą jest tutaj wymiana dachu na blaszany, bo podczas pory deszczowej całe klepisko, na którym śpią, jest zalane.

 

Rodzina ELIZABETH KABANWERI liczy 8 osób: Elizabeth, jej mąż i sześcioro dzieci. Kobieta i jej mąż są farmerami – uprawiają kukurydzę. Hodują też niewielką ilość kurczaków. Słońce spaliło im uprawy uprawy kukurydzy, a ze względu na pandemię nie są w stanie sprzedawać kurczaków w cenach sprzed kwarantanny – musieli znacznie obniżyć ceny. Sytuacja jest trudna, brakuje pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb (mydło, jedzenie) Jedzą dwa razy dziennie – słodkie ziemniaki i banany. Dwoje dzieci chodzi do szkoły (koszt to ok. 260 zł za semestr), na edukację pozostałych -rodziców nie stać. Elizabeth martwi się, że dzieci stracą rok, bo nie będzie w stanie opłacić czesnego za kolejny semestr. Celowe wydaje się wsparcie hodowli kurczaków, bo to pozwoliłoby rodzinie zarabiać. Istotne byłoby też posłanie pozostałych dzieci do szkoły.

Pastor KARUGABA ROBERT (51 lat) i jego żona, KABAJUMA MARY (45 lat) mają sześcioro dzieci. Troje z nich chodzi do szkoły, a opłaty szkolne są dla rodziców dużym wyzwaniem, bo wynoszą ok. 500 zł za semestr. Pracują na polach sąsiadów i w ten sposób utrzymują rodzinę. Ale jest to kiepsko płatna praca i dorywcza. Teraz, podczas obostrzeń związanych z koronawirusem, jest im wyjątkowo trudno, bo całkowicie utracili możliwość zarabiania. Problem pogłębia jeszcze to, że Robert i Mary nie mają własnej ziemi, na której mogliby uprawiać warzywa chociaż na użytek rodziny. Potrzebują pomocy w opłaceniu szkoły. Ogromnym wsparciem byłaby dla nich dzierżawa ziemi, którą mogliby uprawiać – w celu zaspokojenia potrzeb rodziny oraz sprzedawania nadwyżki i zarabiania w ten sposób.

AGABA LAWRENCE, jego żona i dzieci mieszkają w maleńkim domku z jednym oknem, bez drzwi. Tylko jedna córka chodzi do szkoły, a reszta dzieci siedzi w domu, bo rodzice nie mają pieniędzy, żeby posłać je do szkoły. Dzieci potrzebują ubrań, koców i pościeli, bo śpią na podłodze, bez przykrycia. Bardzo często nie mają co jeść. Sytuacja rodziny podczas pandemii jest tragiczna. Agaba, który ze względu na rękę osłabioną złamaniem i niemożność wykonywania ciężkiej fizycznej pracy, teraz nigdzie nie może pracować, a własnego ogródka, w którym mogliby uprawiać warzywa nie mają – jedyna ziemia, jaka do nich należy, to ta, na której stoi dom. Jedzą tylko to, co dostaną od sąsiadów. Bardzo potrzebna jest pomoc w zakresie zapewnienia im jedzenia, koców, ubrań i posłania dzieci do szkoły.

ANGELICA RUFONSIINA sama wychowuje dwoje dzieci. Mieszkają w tym maleńkim domku, który Angelica wynajmuje. Dach podczas pory deszczowej przecieka i w całym domu jest wtedy woda. Wymaga wymiany, ale Angelica nie może sobie na to pozwolić. Żyją bardzo skromnie – kobieta nie może znaleźć pracy. Rodzina je to, co dostanie od sąsiadów, ale jest tego bardzo niewiele. Ponadto, Angelica jest zakażona wirusem HIV i powinna przyjmować lekarstwa, na które nie ma pieniędzy. Potrzebuje jedzenia, ubrań, koców oraz pomocy w opłaceniu czynszu.

W niewykończonym domu mieszka BRIGHT ACLEO z żoną, dziećmi i siostrą żony. Przed pandemią Bright sprzedawał pieczone mięso i proste jedzenie przy drodze, ale rząd zakazał wykonywania takiej pracy i od końca marca Bright nie pracuje, a co za tym idzie, nie zarabia. Rodzinie jest bardzo ciężko. Jedzą tylko raz dziennie. Wszyscy mieszkają w jednym pokoju, mają tylko jeden stary materac, a dzieci śpią na kartonach – bez prześcieradeł i koców. Brakuje im również mydła i ubrań. Ale najpilniejszą obecnie potrzebą są pieniądze na lekarstwa dla najmłodszych dzieci, które zachorowały na malarię.

 

 

Kobieta na zdjęciu nazywa się KATUSIIME SARAH i samotnie wychowuje pięcioro dzieci. Ojciec dzieci porzucił rodzinę, a człowiek, który obiecał się nimi zaopiekować, przestraszył się odpowiedzialności i też zniknął. Sarah wynajmuje dom, ale przez kwarantannę nie pracuje. Nie ma pieniędzy na jedzenie i lekarstwa dla dzieci, a tym bardziej na opłacenie czynszu. W domu brakuje właściwie wszystkiego: materacy, prześcieradeł, koców, mydła, ubrań…

 

Ojciec tej rodziny to PEACE FELIX. Przed kwarantanną pracował jako tragarz na najbardziej ruchliwej ulicy Kampali. Pod koniec marca stracił pracę. Był jedynym żywicielem rodziny, a więc teraz rodzina zmaga się z ogromnymi problemami. Nie mają pieniędzy na jedzenie i lekarstwa dla dzieci. Dom jest ich własnością, ale nie mają żadnej ziemi, którą mogliby uprawiać.

 

 

 

KYALIGONZA PATRICK  mieszka sam. Rodzina go opuściła. Od dłuższego czasu mężczyzna ma problemy z ręką, która nie pracuje, jak należy. Żeby się wyleczyć, sprzedał całą swoją ziemię, ale na razie się nie udało. Największym jego problemem jest brak jedzenia.

 

 

 

MBABAZI STELLA jest mamą sześciorga dzieci. Jej mąż się wyprowadził i Stella została sama z dziećmi. Żeby utrzymać rodzinę, pracuje na polach sąsiadów, ale jest to nisko płatna praca i pieniędzy nie wystarcza na zaspokojenie potrzeb. Stella ma niewielki ogródek, w którym uprawia warzywa. Czworo dzieci chodzi do szkoły, ale nieregularnie, bo nie zawsze Stella ma pieniądze na opłaty szkolne, które wynoszą ok. 220 zł za semestr. Dwoje dzieci w ogóle nie chodzi do szkoły, bo mamy nie stać na to nie stać. Jej niełatwa sytuacja znacznie się pogorszyła w dobie koronawirusa, bo sąsiedzi nie dają Stelli pracy. Rodzina je raz dziennie – milet i słodkie ziemniaki. Konieczna jest pomoc w zaspokojeniu podstawowych potrzeb rodziny, tj. jedzenia, środków higienicznych, ubrań, koców, a także uregulowanie opłat szkolnych za dzieci, które już do szkoły chodzą i zapewnienie dostępu do edukacji pozostałej dwójce.

Rodzina BUSOBOZI ROBERTA liczy 7 osób (rodzice i pięcioro dzieci). Robert pracuje u sąsiadów, ale od wprowadzenia ograniczeń mających na celu powstrzymanie pandemii, stracił źródło dochodu. Rodzina je tylko jeden posiłek dziennie – kasawę. Dwoje dzieci chodzi do szkoły nieregularnie, ale dwoje nawet nie rozpoczęło edukacji, chociaż są w wieku szkolnym, ze względu na brak pieniędzy na czesne. Robert ma niewielki kawałek ziemi, na którym uprawia warzywa. Ziemia jest jednak bardzo nieurodzajna i plony są niewystarczające, żeby zaspokoić potrzeby rodziny. Potrzebują jedzenia, ubrań, butów, koców oraz pomocy w posłaniu dzieci do szkoły.

 

To MBABAZI EDITH z mężem, dwójką dzieci i siostrzenicą. Edith jest nosicielką wirusa HIV i jedyną osobą, która zapewnia byt rodzinie. Jej mąż pracował kiedyś jako ochroniarz w fabryce herbaty, ale został zwolniony. Od tamtej pory nie znalazł nowej pracy – jest alkoholikiem i nie dba o rodzinę. Siostrzenica Edith jest w ciąży. Porzucona przez chłopaka, zamieszkała w domu Edith. Rodzinie jest bardzo trudno, zwłaszcza teraz, kiedy Edith nie może pracować przez obostrzenia związane z pandemią. Brakuje im podstawowych rzeczy, takich jak: jedzenie, mydło, cukier.

KEMIGISA JANE sama wychowuje czworo dzieci. Mieszkają w jednym wynajmowanym pokoju. Z powodu pandemii troje młodszych dzieci zamieszkało u krewnych Jane, bo ona nie byłaby w stanie ich wyżywić. Została z nią tylko najstarsza córka, ale ich sytuacja jest bardzo trudna. Nie mają pieniędzy na jedzenie – jedzą tylko jeden posiłek dziennie: posho, mają też zaległości w opłaceniu czesnego. Do szkoły chodzi tylko najstarsza córka, reszta dzieci w ogóle się nie uczy. Przed pandemią Jane zarabiała, sprzedając używane ubrania i bardzo chciałaby do tej działalności wrócić, ale bez pomocy z zewnątrz nie będzie to możliwe, bo nie ma żadnego kapitału.

 

BASEMERA ROSE jest wdową z sześciorgiem dzieci. Jej mąż zmarł na raka. Jane pracuje na polach sąsiadów, ale bardzo trudno jest w ten sposób zarobić na utrzymanie rodziny i opłaty szkolne dla wszystkich dzieci, bo jest to bardzo nisko płatna praca. Jane robi jednak, co może. Nie ma nawet kawałka ziemi, na którym mogłaby uprawiać warzywa na własny użytek. Tym bardziej jest jej ciężko teraz. Dzieci jedzą dwa posiłki dziennie, a Rose tylko jeden. Brakuje im jedzenia, ubrań, koców i pościeli. Rose marzy o rozpoczęciu własnego biznesu, który polegałby na sprzedaży suchych artykułów spożywczych (posho, fasola, kasawa, mąka, itp.) – ale nie ma kapitału.

 

MUGUME RICHARD KEMIGABO HARRIET są małżeństwem z trójką własnych dzieci, ale opiekują się jeszcze dwójką dzieci swoich krewnych, więc cała rodzina liczy 7 osób. Richard i Harriet pracują na polach sąsiadów, ale bardzo trudno jest im związać koniec z końcem – brakuje im ubrań, butów, koców, pościeli, a przede wszystkim jedzenia. Małżeństwo stara się, żeby dzieci mogły zjeść dwa posiłki dziennie – w przeciwnym razie dzieci bardzo płaczą z głodu. Richard i Harriet nie maja własnej ziemi, którą mogliby uprawiać i choć częściowo zaspokoić potrzeby rodziny. Gdyby mieli kapitał, chcieliby hodować świnie, bo rozpoczęcie własnego biznesu poprawiłoby ich trudną sytuację finansową. Kiedy do nich dotarliśmy z paczką, nie mieli w domu nawet soli. Byli ogromnie wdzięczni za wsparcie.

 

ASIIMWE CONSOLATA jest wdową. Ma ośmioro dzieci, z których troje chodzi do szkoły. Nie ma żadnego źródła dochodu ani własnej ziemi pod uprawę. W domu brakuje materacy, pościeli, koców i ubrań. Rodzina je dwa posiłki dziennie – kasawę i dodo (liście podobne do szpinaku), czasami posho. Consolata potrzebuje pomocy, żeby stanąć na nogi. Bardzo chciałaby uprawiać ziemię, żeby móc zapewnić rodzinie jedzenie, a nadwyżki sprzedawać i zarabiać na pozostałe potrzeby rodziny.

 

 

Mężczyzna w czerwonej koszuli to PASIKA SAM, który razem z synem mieszka w domu widocznym na zdjęciu w tle. Jak widać, dom jest w fatalnym stanie i wymaga natychmiastowego remontu  – w przeciwnym razie się zawali. Sam i jego syn nie mają materaców, koców, pościeli. Brakuje im również odzieży i butów. Zazwyczaj jedzą to, co wyrośnie w ich ogródku, ale teraz zbiory były bardzo słabe i już nie mają co jeść. Kiedy ich odwiedziliśmy, syn Sama poszedł na wieś prosić ludzi o coś do jedzenia. Jedzą raz dziennie albo wcale, jeśli nie uda im się nic zdobyć. Konieczna jest pomoc, bo sytuacja tej rodziny jest naprawdę ogromnie trudna.

KYALIGONZA SAM (24 lata), KEMIGABO ANNET (18 lat), MUGUME CHARLES (16 lat), AYEBALE GEORGE (14 lat) i MURUNGI DAVID (12 lat) są rodzeństwem. Ich rodzice zmarli, kiedy najstarszy Sam miał zaledwie 12 lat, a najmłodszy David był niemowlakiem. Mają jeszcze dwu starszych braci, ale oni uciekli po śmierci rodziców. 12-letni Sam został więc najstarszym bratem i na niego spadła odpowiedzialność za młodsze rodzeństwo. Z niewielką pomocą krewnych chłopiec skończył szkołę podstawową, a po niej kurs budownictwa. Jego siostra rozpoczęła kurs robienia biżuterii, ale nie udało jej się go ukończyć. Podczas kwarantanny, z powodu braku możliwości pracy, trzej najmłodsi chłopcy zamieszkali u babci, ale w chwili obecnej babcia też nie jest w stanie ich wykarmić. Rodzeństwo mieszka w wynajmowanym pokoju i mimo ogromnych starań Sama i jego siostry, żeby opłacić czynsz, nie udało im się zgromadzić 30 000 UGX (ok. 40 zł). Sam chce zabrać rodzeństwo na ziemię, która jest ich własnością, ale nie ma tam żadnego domu. Chce zacząć uprawiać kukurydzę, ale na razie jest tam tylko busz i najpierw trzeba tę ziemię przygotować, a chłopak nie ma nawet motyki i maczety.

Kolejny problem, z jakim rodzeństwo się mierzy, to to, że Annet została zgwałcona przez człowieka zakażonego HIV i sama również została zakażona. Musi przyjmować bardzo silne leki, których nie wolno brać na pusty żołądek. A oni nie mają jedzenia, pieniędzy, nawet ubrań poza tymi, które mają na sobie, nie wspominając o kocach, pościeli, materacach czy łóżkach… Te dzielne dzieciaki są w rozpaczliwej sytuacji i bardzo potrzebują naszej pomocy. Niesamowita jest ich wola walki i nadzieja, jaką ciągle mają. Sam nadal ma marzenia. Marzy o rozpoczęciu hodowli świń i wierzy, że mimo braku kapitału i wszelkich przeciwności, jakie ciągle napotyka, kiedyś uda mu się osiągnąć ten cel, który pomoże zapewnić rodzeństwu stabilizację i lepsze życie.

KAKYO MARGARET ma 29 lat, sześcioro dzieci (15, 12, 9, 6, 6 i 2 lata) i jest bezdomna. Pewnego dnia mąż zniknął i została sama, bez pieniędzy. Jakiś czas mieszkała u rodziny, ale rodzina ją wyrzuciła, bo przeszkadzały im dzieci. Najstarsza córka została z babcią. Kobieta jakiś czas tułała się z dziećmi, potem udało jej się wynająć pokój. Warunki w jakich mieszkają są straszne. Śpią na klepisku – bez materaca, koców i pościeli.

Margaret pracuje za 5 tysięcy szylingów (ok. 6 zł) dziennie na plantacji herbaty. Kiedy ona jest w pracy, dziećmi zajmuje się 12-letnia córka. Ona przygotowuje jedyny posiłek, jaki w ciągu dnia jedzą – kasawę. Gotuje na pożyczonej patelni, jedzą na pożyczonych talerzach. Po prostu nie mają nic…

Potrzebują właściwie wszystkiego: odzieży (ok. 200 zł), ręczników (ok. 50 zł), łóżka (3-piętrowe łóżko, a tylko takie ma szansę zmieścić się w tym maleńkim pokoiku, kosztuje ok. 300 zł), materacy (ok. 300 zł), pościeli i koców (ok. 150 zł), garnków, palnika do gotowania, talerzy i sztućców (ok. 150 zł), uregulowania 3-miesięcznej zaległości za czynsz (ok. 50 zł)…

 

KAIJA NICHOLAS ma 20 lat. Jest sierotą, jego rodzice zmarli na AIDS, kiedy był dzieckiem. Po śmierci rodziców nie miał kto opłacać jego edukacji, a więc skończył szkołę podstawową i później już nie miał możliwości kontynuowania nauki. Jest jednak bardzo zaradny i bystry. Sam wybudował z gliny dom, w którym mieszka i pomalował go. Ogródek ma uprzątnięty i bardzo zadbany, a to naprawdę rzadkość na ugandyjskich wsiach. Trafiliśmy do niego, kiedy odwiedzaliśmy jego babcię – Katabarwę Antoninę, o której pisaliśmy wyżej (Nicholas jej pomaga). Wtedy chłopak pokazał nam coś niesamowitego – absolutnie amatorską hodowlę pszczół. Nicholas wymyślił, że chciałby hodować pszczoły, żeby na czymś zarabiać. Ale nigdy wcześniej tego nie robił. Trochę słyszał, trochę czytał… Sam zrobił „ule” i umieścił je na drzewie (na zdjęciu widać je między liśćmi) i teraz uczy się, jak dbać o swoje pszczoły. Jego marzeniem jest rozszerzenie pasieki o kolejne 10 uli (koszt ok. 800 zł), a z zarobionych na ulach pieniędzy chciałby założyć hodowlę drobiu i świń 🙂 Nicholas to naprawdę chłopak, któremu warto pomóc, bo ma ogromny potencjał.

NYAKASIIKI ROSE mieszka z córkami i synem w glinianym domku. 5 lat temu rozpoczęli budowę większego domu murowanego, ale niestety przeliczyli się z kosztami i nie stać ich na dokończenie prac – konieczne jest zbudowanie wieńca i położenie dachu. Rodzina utrzymuje się z uprawy warzyw we własnym ogrodzie – pieniędzy ze sprzedaży wystarcza na bardzo podstawowe potrzeby rodziny. Mają jedno łóżko – w opłakanym stanie. Najstarsza córka, Sharon śpi na podłodze i ciągle zapada na przeziębienia i malarię. Bardzo potrzebne byłyby tutaj łóżka, materace, pościel i moskitiery. Jeżeli byłaby taka możliwość, chcielibyśmy im pomóc w wykończeniu nowego domu, bo w tym glinianym warunki są kiepskie.

NARUUADDA AGNES ma 31 lat i czworo dzieci w wieku 5 – 12 lat. Mąż zostawił rodzinę, ale pozwolił im mieszkać na jego ziemi w niewykończonym domu. Jest im bardzo trudno. Jedzą to, co dostaną od sąsiadów. Dzieci chodzą do szkoły, jednak Agnes ma kłopoty z opłaceniem czesnego. W domu nie ma żadnych mebli oprócz łóżek – śpią po dwoje. Materace, koce i pościele są w fatalnym stanie. Walizka ze zdjęcia służy im za szafę – znajduje się w niej cała ich garderoba. Potrzebują jedzenia, materacy, koców…

Na zdjęciu widać dzieci KAHUNDE VIOLET (43 lata), które z kanistrami wybierają się po wodę. Wodę przynoszą dwa razy dziennie, pokonując łącznie kilka kilometrów z takim obciążeniem. Byłaby możliwość doprowadzenia wody do domu, ale na to Violet nie stać. Kobieta od 12 lat jest wdową. W jej domu mieszka 11 dzieci – 7 jej własnych, dorosła córka z synem, która pomaga jej opiekować się liczną rodziną oraz dzieci brata i siostry, które wychowuje. Jedzą owsiankę na śniadanie i kolację złożoną z kasawy, posho i bananów. Mają jedną świnię oraz kilka kurczaków, które będą mogli sprzedać, kiedy urosną.

15-letni syn Violet (na prawym zdjęciu) marzy o hodowli królików. Sam chciałby zbudować dla nich klatki i zna się na hodowli. A że jest bardzo zaradny i sprytny, daje to duże szanse na sukces, jeśli tylko zdobędzie kapitał startowy w wysokości ok. 1000 zł.

Mieszkają w małym domku, w którym mają 4 łóżka. Materace, koce i pościel są mocno zniszczone. Potrzebują również ubrań i jedzenia.

KASEMIIRE MELANIA i jej mąż, Luke mają czworo dzieci w wieku od 7 do 17 lat. Mieszkają w glinianym domku, bardzo już zniszczonym. Mają mały ogródek, a zarabiają kopiąc na polach sąsiadów. Od marca jednak nie ma pracy – nawet w polu sąsiadów, gdyż oni sami uprawiają własne pola. Kiedy trafiliśmy do Melanii, rodzina nie miała nawet 100 szylingów (ok. 10 groszy) i od dłuższego czasu jadły tylko dzieci, bo dla kobiety i jej męża brakowało jedzenia. Rodzina bardzo potrzebuje jedzenia, ubrań, butów, koców, pościeli oraz opłacenia zaległości w opłatach szkolnych dla dzieci (ok. 220 zł).

 

 

NIWAMANYA PROVIA jest mężatką. Oboje z mężem pracują na plantacji herbaty za ok. 5 zł dziennie. Całe dnie spędzają w pracy. W tym czasie najstarsza córka – Doreen (8 lat) opiekuje się czwórką młodszego rodzeństwa: bliźniakami (2 lata), bratem (1 rok) i niemowlakiem. Dziewczynka nie chodzi do szkoły i nie jest to związane tylko z brakiem pieniędzy na opłaty szkolne (choć nie jest to bez znaczenia) ani z pandemią – po prostu nie miałby kto opiekować się pozostałymi dziećmi, kiedy rodzice pracują.

Rodzina mieszka w wynajmowanej części glinianego domku (czynsz wynosi ok. 40 zł miesięcznie). Mają samodzielnie zrobione łóżko, ale służy za półkę, ponieważ nie mają materaca, który pozwoliłby je wykorzystać zgodnie z przeznaczeniem – śpią na podłodze. Ograniczenia związane z koronawirusem przez długi okres nie pozwoliły im pracować, więc już niełatwa sytuacja rodziny jeszcze się pogorszyła. Provia potrafi wyplatać koszyki i gdyby dofinansować jej działalność, nie musiałaby chodzić na plantację, mogłaby pracować w domu i zajmować się dziećmi, a Doreen mogłaby rozpocząć naukę w szkole. Mąż Provii marzy o hodowli świń, ale niestety nie ma kapitału, aby to marzenie zrealizować. Razem możemy im pomóc 🙂

KIBIITIRA MARGRET i jej mąż KUSEMERERWA ROBERT wynajmują drugą część domku, w którym mieszka opisana wyżej Provia. Mają troje dzieci – najstarszy jest Thomas. W razie potrzeby on zajmuje się młodszym rodzeństwem. Rodzice pracują za 5 zł dziennie. Mimo swojej trudnej sytuacji są radośni i bardzo dużo się uśmiechają. Potrzebują materacy, pościeli, środków czystości i jedzenia.

 

 

 

Po długotrwałej suszy w wiosce Kisekera spadł grad! Padał godzinę i zniszczył całe plony – drzewa są pozbawione liści, banany i inne owoce gniją, obite gradem warzywa – również. Także plony, które miały stanowić pożywienie sołtysa wioski, BUSINGE CHRISTOPHERA oraz jego rodziny (6 osób), zostały zdewastowane. Na dodatek odwiedzający sołtysa urzędnik wjechał samochodem w jego dom, żeby ratować dziecko, które wbiegło mu pod koła – teraz Christopher ma w domu dziurę widoczną na zdjęciu. Sytuacja rodziny jest trudna, bo nie będą mieli co jeść ze względu na zniszczone plony, a pieniędzy na remont domu nie mają.

Christopher patrzy jednak w nadzieją w przyszłość i mówi, że w wiosce jest bardzo potrzebny plac zabaw dla dzieci, bo nie mają gdzie się podziać. A on sam chciałby hodować kury, ale nie ma pieniędzy na start. Wierzy, że z Bogiem wszystko jest możliwe. Koszt zakupu działki pod plac zabaw to ok. 5 tysięcy złotych, a wyposażenia – kolejne 5 tysięcy. Założenie kurnika kosztowałoby ok. 700 zł.

NAMARA ROBBINAH ma 29 lat i samotnie wychowuje dwójkę dzieci: Rinnet (12 lat) i Ignatiasa (5 lat). Jej mąż, Ronald oszalał i wygonił z domu ją i dzieci. Robbinah znalazła w Kampali pracę, dzięki której mogła opłacić czynsz i szkołę dla dzieci (Rinnet jest w szóstej, a Ignatias w pierwszej klasie szkoły podstawowej). Ale od wprowadzenia ograniczeń związanych z pandemią kobieta nie może pracować i nie ma żadnego źródła dochodu. Niedawno zarządca domu, w którym Robbinah wynajmowała pokój, wyrzucił ich i ich rzeczy, ponieważ mieli zaległości w opłacie czynszu. Robbinah nie miała pieniędzy na opłacenie transportu swoich rzeczy z tamtego mieszkania i bardzo martwi się, gdzie się z dziećmi podzieje i jak poradzi sobie dalej, nie mając pracy. Kiedyś marzyła o kursie fryzjerskim, który dałby jej konkretny fach i możliwość pracy i zarabiania na utrzymanie swojej rodziny – jednak nigdy nie miała pieniędzy na sfinansowanie takiego kursu. Koszt kursu i transportu rzeczy Robbinah wyniósłby ok. 800 zł.

 

KARUNGI MARY jest wdową z trojgiem dzieci. Po śmierci męża jego rodzina wypędziła kobietę z domu i od tamtej pory tułała się z dziećmi, szukając dla siebie i dzieci jakiegoś miejsca. Od kilku miesięcy mieszkają w pomieszczeniu centrum handlowego, ale to miejsce nie jest odpowiednie do pozostania z dziećmi – wielu ludzi tam pije alkohol i odbywają się różnego rodzaju burdy. Mary nie ma jednak dokąd pójść. Od 6 miesięcy, kiedy z powodu ogłoszonych obostrzeń straciła pracę, nie płaci czynszu (ok. 50 zł miesięcznie), a rodzina głoduje. Nie mają nawet maleńkiego skrawka ziemi, na którym mogliby uprawiać warzywa, które pomogłyby przetrwać czas, w którym Mary nie zarabia i nie może kupić jedzenia. Ogromnym wyzwaniem dla Mary będzie też opłacenie czesnego, kiedy już szkoły zostaną otwarte. Koszt opłat szkolnych to ok. 280 zł za semestr dla wszystkich dzieci. Mary i jej dzieci potrzebują naszego wsparcia, bo jej wola walki o lepsze jutro dla siebie i dzieci i jest coraz słabsza.

TUSIIME ANNA ma 36 lat i jest mamą czworga dzieci. Najstarsza córka (14 lat) mieszka z babcią, bo Anny nie było stać na jedzenie dla wszystkich dzieci i babcia zaoferowała, że zabierze wnuczkę do siebie. Pierwszy mąż Anny (ojciec trójki najstarszych dzieci) zmarł. Kobieta wyszła za mąż po raz drugi za ojca najmłodszego dziecka. Wtedy okazało się, że ma on kilka innych żon, jest alkoholikiem i nie dba o rodzinę. Zaraził Annę wirusem HIV i kiedy się o tym dowiedział, uciekł. Kobieta boryka się również z bólem spowodowanym ropniem na lewym ramieniu. Problem ten trwa od 8 lat. Zaczęło się od swędzącej krosty, która bolała i rosła. Dawno temu Anna była u lekarza, który stwierdził, że można to zoperować, ale nie miała pieniędzy na zabieg i straciła nadzieję, że kiedyś będzie mogła żyć bez tej narośli i bólu.

ATEGEKA DAVID (46 lat) ma pięcioro dzieci, z których najmłodsze ma 2 lata. Życie rodziny bardzo się zmieniło, kiedy umarła żona Davida. Dotąd ona zajmowała się domem i dziećmi, kiedy David był w pracy (jest ochroniarzem na stacji benzynowej). Sąsiedzi pomagali, jak mogli, ale od chwili wprowadzenia ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa, kontakty między sąsiadami zostały zabronione, a tym samym ojciec został pozbawiony pomocy innych w opiece nad dziećmi. Rodzina nie ma działki, na której mogliby uprawiać warzywa, więc jedzenie muszą kupować, co obecnie jest  ogromnym wyzwaniem dla Davida. Ciężko jest mu również podołać opłatom szkolnym, a wynoszą one ok. 350 zł za semestr za wszystkie dzieci. Sytuacja rodziny jest trudna.

 

KUSEMERERWA AGNES (56 lat) jest wdową. Ma siedmioro dzieci i osiemnaścioro wnucząt. Razem z nią, w wynajmowanych 2 pokojach, mieszkają trzy córki i siedmioro wnucząt. W latach 80-tych i 90-tych kobieta razem z mężem pracowała w kopalni i mieszkali w mieszkaniach dla górników, ale musiała się stamtąd wyprowadzić, kiedy mąż zmarł. Zanim zmarł zdążył ją zarazić wirusem HIV. Została sama z dziećmi i chwytała się różnych zajęć, żeby utrzymać rodzinę. Bardzo zależało jej na wykształceniu dzieci i postawiła sobie cel, żeby wszystkie dzieci skończyły chociaż szkołę średnią. Z Bożą pomocą wykształciła dzieci. W 2012 roku powódź zniszczyła całkowicie jej dom i została bez dachu nad głową. Było jej bardzo trudno podnieść się po tym wydarzeniu. Jednak się udało. Założyła restauracyjkę, która była jej źródłem dochodu. W marcu jednak rząd zakazał tego typu działalności, przeciwdziałając pandemii. Zaraz potem kolejna powódź zniszczyła jej dom (zdjęcie po prawej stronie) – uratowały się 4 materace, 3 koce i ubrania, które mieli na sobie. Trafiliśmy do niej z żywnością, kiedy tego najbardziej potrzebowała. Agnes nie ma w tej chwili żadnych dochodów. Ma niewielki kawałek ziemi, na którym chciałaby wybudować nowy dom. Udało jej się zgromadzić ok. 1,5 tysiąca złotych na cegły. Potrzebuje jeszcze ok. 3 tysięcy na opłacenie robotników i pozostałe materiały.

Pastor BOGERE PATRICK (42 lata) i jego żona VIOLET (38 lat) wychowują dziewięcioro dzieci (ośmioro własnych i jedną dziewczynkę, którą się opiekują) w wieku od 4 do 22 lat. Wszystkie dzieci się uczą. Violet pracowała w sklepie z ubraniami, ale od marca zakazano tego rodzaju działalności i rodzina straciła źródło utrzymania. Mieszkają w wynajmowanym domku, nie mają ziemi, którą mogliby uprawiać. Brakuje im łóżek, pościeli, koców – śpią po troje pod jednym kocem. Dzieci nie mają ubrań i butów. Jedzą dwa razy dziennie posho, kasawę i matoke (rodzaj bananów). Jeżeli szkoły zostaną otwarte, nie będą w stanie opłacić czesnego i dzieci stracą rok. Chcieliby hodować świnie i w ten sposób zarabiać na utrzymanie rodziny, ale nie mają kapitału.

————————————————————————————————————————————————————————————–

Spotykaliśmy w tym czasie tak wiele rodzin w trudnej sytuacji i wysłuchaliśmy tak wielu smutnych historii, że pojawia się w nas pytanie: jak skutecznie pomóc im wszystkim?

Jeśli pojawią się środki, to będziemy chcieli przede wszystkim najpierw opłacić szkoły tym dzieciom, by nie przerywały nauki. A w drugiej kolejności pragniemy dostarczyć każdej rodzinie finanse (około 200-300 zł) na rozpoczęcie małej działalności, która przyniesie im dochód, pomagający utrzymać rodzinę.

Zachęcamy do kontaktu z nami na misje@wse.org.pl osoby, które chciałyby przekazać danej rodzinie środki na rozpoczęcie takiej małej działalności. Będzie to hodowla zwierząt gospodarczych (kozy, świnie, kury, króliki), nasiona na uprawę, wyplatanie koszyków, założenie sklepu z art. spożywczymi, handel odzieżą używaną, itp.).