Dystrybucja żywności

Działania prewencyjne ugandyjskiego rządu w związku z pandemią Covid-19 doprowadziły do pogorszenia warunków bytowych wielu ludzi, szczególnie ubogich rodzin. Wiele osób straciło źródła dochodów. Z żywnością i środkami higienicznymi dotarliśmy do około 260 rodzin (ponad 1300 osób). To były w 80% rodziny już wcześniej żyjące w brakach lub w ubóstwie, a obecna kwarantanna i pozbawienie ich możliwości jakiegokolwiek zarobku doprowadziło te rodziny do bardzo trudnej sytuacji. Wszystkie rodziny, do których dotarliśmy, były zaskoczone i ogromnie wdzięczne za przekazaną pomoc. Często mówili, że to jest odpowiedź na ich modlitwy. We wszystkich rodzinach, które mają dzieci, słyszeliśmy o tym, że największą ich obawą jest obecnie widmo tego, że ich dzieci nie wrócą do szkoły w tym roku szkolnym, który zaczął się w lutym. Rodzice w Ugandzie zwykle płacą w ratach za szkołę, a jeden semestr to 4 miesiące. Prawie wszystkie dzieci, należące do wspomnianych rodzin uczęszczają do szkół państwowych, gdzie opłaty na semestr za jedno dziecko to około 40-70 zł.

Na zdjęciach powtarzające się osoby to ci, którzy doręczali paczki. Przedstawiamy rodziny będące w trudnej sytuacji, którym przekazaliśmy paczki z żywnością i środkami higienicznymi okresie kwiecień – maj 2020:

Rodzina pani BITEKEREZO. Rodzina z wioski Kaihura, mieszkająca w tym domu składa się z mamy, która jest wdową z ósemką dzieci i siedmiorgiem wnuków. Pani Bitekerezo utrzymuje rodzinę zarabiając niewielkie pieniądze jako pomoc domowa, a także pierze ubrania ludziom i pracuje w ogrodach. Zarobione pieniądze przeznacza w większości na opłaty szkolne dzieci, ale i tak czasem dzieci mają przerwy w chodzeniu do szkoły z powodu braku pieniędzy. Semestralnie kobieta potrzebuje około 700 zł na opłaty szkolne swoich dzieci i wnuków. Rodzina żyje w ubogich warunkach, w glinianym 2-pokojowym domu, który nie jest ich własnością. Brakuje im łóżek, materacy, pościeli, odzieży. Ktoś nieodpłatnie udostępnia im działkę, na której uprawiają warzywa, które składają się na ich posiłek każdego dnia. Ich dieta jest monotonna i uboga w pełnowartościowe produkty.

Pani MARY jest 70-letnią w pewnym stopniu niepełnosprawną umysłowo kobietą, która mieszka w jednym pokoju ze swym synem i jego żoną oraz pięciorgiem ich dzieci. Pani Mary z synową pracowały, piorąc ubrania ludziom, sprzątając, kopiąc w ogrodach, a jej syn zatrudniał się na budowach. W taki sposób mieli pieniądze na swe utrzymanie. Ich dzieci chodzą do szkoły, a ich wydatki na semestr to około 570.000 szylingów (około 600 zł). Od czasu kwarantanny mąż stracił pracę (większość budów stanęło, bo sklepy z materiałami budowlanymi są zamknięte). Potrzebują jedzenia i zbudowania sobie chociaż jeszcze 2 pomieszczeń, w których mógłby mieszkać syn z synową oraz drugi pokój dla dzieci.

 

Pani OLIVER KAKWERA. Rodzina z wioski Kaihura, mieszkająca w wynajmowanym pokoju, składa się z mamy z czwórką dzieci i dwójką wnuków. Ojciec jej dzieci porzucił rodzinę kilka lat temu i nie utrzymuje z nimi kontaktu. Kobieta nie ma żadnej własności, ani rodziny, na którą mogłaby liczyć. Jej źródłem dochodu jest sprzedaż gotowanego jedzenia w centrum wioski, takiego jak fasola, słodkie ziemniaki, yam, kasawa. Obecnie kobieta nie tylko ma problem z pozyskaniem jedzenia dla rodziny, ale także na opłacenie czynszu za wynajmowany pokój. Semestralnie kobieta potrzebuje około 300 zł na opłaty szkolne dzieci.

 

KATABARWA ADRIAN to 90-letni wdowiec, który nie tylko pochował swoją żonę, ale także dwójkę dzieci. Jeden zmarły syn ze swego małżeństwa miał jedną córkę, która urodziła się niepełnosprawna umysłowo. Kobietę tą zgwałcono kilka razy i z tych gwałtów ma trzech synów. Chłopcy mają 11, 13 i 15 lat. Chodzą do szkoły podstawowej, w której na opłaty za jeden semestr pan Adrian 180 tysięcy szylingów, czyli około 200 zł. Za pierwszy semestr pan Adrian nie opłacił szkoły chłopcom, ponieważ nie miał pieniędzy. Wdowiec mieszka wraz ze swoją niepełnosprawną wnuczką i trzema prawnukami. Wszyscy razem pracują na polu, aby mieć co jeść. W obecnie sytuacji jedzą raz dziennie, zwykle gotowaną kasawę.

 

Pani KARAMUKYO ANNET ma 37 lat i troje własnych dzieci. Jej mąż był alkoholikiem i kiedy zaczął ją bić, uciekła do domu swoich zmarłych rodziców, który był w ruinie. Razem z dziećmi naprawili uszkodzenia i tam zamieszkali. Annet oprócz swoich dzieci, opiekuje się także trojgiem dzieci swej zmarłej siostry, oraz z dwojgiem dzieci jej siostrzenicy.

Zwykle Annet zarabia z dziećmi pracują w polu u innych. W ten sposób zdobywają pieniądze na jedzenie, czesne i  na inne potrzeby. W chwili obecnej najpilniej potrzebują pieniędzy na szkołę dla dzieci oraz na jedzenie, gdyż obecnie jedzą tylko skromne posiłki, gdyż nie ma pracy w polu.

 

Pani KOBUSINGE TINA i jej siostra Janet pracują w salonie fryzjerskim. Teraz, w trakcie kwarantanny salony fryzjerskie są zamknięte, dlatego wróciły na wieś, do swojej babci, gdzie głodują. Wczoraj i dzisiaj przed naszym przybyciem modliły się o jedzenie.

Tina ma dwoje dzieci, a Janet jedno. Wychowują je samotnie. Ciężko im z opłatami za czesne za szkołę dzieci.

Dzieci w czasie kwarantanny chodzą do sąsiadów, by zarobić drobne pieniądze na noszeniu wody (200 szylingów – 25 groszy za przyniesienie 10-litrowego kanistra z oddalonej o 2 km studni). Za uzyskane pieniądze kupują np. mydło, sól.

 

 

Pan ABEL RWATORO mieszka ze swoją chorą na cukrzycę mamą, z żoną i jednym dzieckiem. Jest nauczycielem.  Mieszkają w małym glinianym domu. Mają mały ogród, gdzie uprawiają warzywa. Ostatnio jest im bardzo trudno i wspomagani są przez członków lokalnego kościoła, którzy czasem dostarczają im jedzenie.

Od lutego jego mama nie przyjmowała leków, gdyż nie było ich na nie stać. Matka zajmuje się też sprzedażą ciapati – małych placków, aby w ten sposób wspomóc gospodarstwo domowe.

Największym marzeniem Abla jest powrót do szkoły, aby uzupełnić swoje studia pedagogiczne. Wtedy będzie mógł zarabiać więcej i lepiej zaopiekować się swoją rodziną.

 

Pani KABAJUNGU GRACE, 77-letnia kobieta, zajmuje się sama ośmioma wnukami. Choruje na cukrzycę i nadciśnienie. Większość z jej własnych dzieci umarła, a pozostali dwaj synowie są alkoholikami i nie może na nich polegać. Jeden z jej wnuków wynajmuje motor i pracuje jako taksówkarz boda-boda. To na jego zarobku polega cała rodzina. Niestety w trudnym czasie restrykcji rządowych nie może zarabiać na życie, bo ustał transport publiczny.

Kiedy ich odwiedziliśmy kobieta była zaskoczona pomocą od nieznanych jej ludzi, a dzieci cieszyły się, że się najedzą, bo ostatnio jedli tylko jeden posiłek dziennie i to małowartościowy. Potrzebują pieniędzy na leczenie babci oraz na czesne dla dzieci do szkoły. Wnuk chciałby mieć własny motor, aby nie być zależnym od osoby, która wynajmuje mu motocykl do pracy.

 

 

Pani NYANGOMA HOPE to 27-letnia zamężna kobieta z dwojgiem dzieci (na zdjęciu te ciemne, a białe dziecko to Danielek Wydra, który odwiedzał z nami niektóre rodziny). Mąż pani Hope najmuje się do pasienia krów i zarabia około 100.000 szylingów miesięcznie (ok. 100 zł). Mają mały gliniany dom bez okien i małe pole uprawne. W domu śpią na podłodze, na rozłożonym posłaniu z trawy, nie mają nawet materacy, nie mówiąc o łóżkach.  Nyangoma jest głucha na jedno ucho. Mają wiele potrzeb, włączając w to opłaty za szkołę swoich dzieci i pieniądze na ich leczenie. Mimo trudnej sytuacji rodzina nie traci nadziei. Kiedy ich odwiedziliśmy, bardzo się ucieszyli i chcieli się za nas pomodlić i podziękować Bogu za Polaków.

 

Rodzina składa się z4 samotnych matek, które są rodzeństwem i ich dzieci. Najstarsza z nich – NATUKUNDA GRACE prowadzi to 15-os. gospodarstwo domowe. Dzieci są w opłakanym stanie – prawdopodobnie z powodu biedy. Brakuje im ubrań, śpią na podłodze. Mieszkają w rozpadającym się domu, nie mają mebli. Niektóre dzieci wyglądają jakby były niedorozwinięte, ale to może dlatego, że prawie nikt z nich nie chodzi do szkoły. Mają kawałek ziemi, który uprawiają, by móc z tego się wyżywić. Potrzebują pieniędzy by posłać dzieci do szkoły, kupić materace, pościel, koce, ubrania. Dwie kobiety prostytułowały się z biedy, kiedy nie mieli jedzenia, w związku z tym pojawiły się na świecie niektóre z tych dzieci, które nie znają ojców.

 

Pani NAMUDDU OLIVIER mieszka z siedmiorgiem dzieci, wnuczką i swoją 96-letnią mamą w glinianym 10m2 domu. Musiała uciekać do swej mamy od swojego męża, który groził jej śmiercią, po tym jak zgwałcił jej najstarszą córkę, a ona chciała go podać na policję. Opłaty szkolne dla wszystkich dzieci to około 450 zł na semestr na co tej kobiety nie stać, ponieważ przed kwarantanną pracowała w restauracji za pensję 150 zł miesięcznie. Tracąc pracę, rodzina utraciła jedyne źródło utrzymania. Kiedy przynieśliśmy im paczkę z żywnością, dowiedzieliśmy się, że ostatnie dni jedli raz dziennie gotowane żółte banany, które były zerwane z drzewa jeszcze zielone (malutkie jak palec). Rodzina potrzebuje działki pod uprawę, większego domu, pościeli, materacy (śpią na podłodze), jedzenia i pieniędzy na opłaty za szkołę dzieci.

 

Pan BAGONZA KYOMPA ma żonę i dwanaścioro dzieci. W czasie kwarantanny utracił źródło bardzo dobrego dochodu, z którego utrzymywał rodzinę. Był kierowcą prywatnego busa na trasie Kyenjojo-Kampala. Od końca marca jest zabroniony transport publiczny. Jego dzieci chodziły do dobrych szkół, za które płacił około 1500 zł na semestr. Jego żona uprawia pole, które mają jako własność. Mężczyzna się popłakał, kiedy przyjechaliśmy do niego. Nie mógł pojąć jak chrześcijanie mogą pomagać jemu – wyznawcy kultu Bisaka. Przyjechaliśmy w momencie jego załamania z powodu zaistniałej sytuacji. Jego troską są opłaty za szkoły dzieci w następnym semestrze.

Pan BYARUHANGA BRIGHT mieszka z żoną i trójką dzieci w tym wynajmowanym domku glinianym. Oboje z żoną są niewykształceni. Żona pracuje na polach zamożniejszych ludzi, a pan Bright sprzedaje napoje, roznosząc je w pudełku po mieście Kyenjojo. W czasie kwarantanny taka praca jest zabroniona. Rodzina utraciła źródło dochodu, które i tak było niewielkie (około 95.000 szylingów miesięcznie = 100 zł), ale starczyło na skromne wyżywienie rodziny. Teraz jest im bardzo ciężko. W tym roku pan Bright zapisał dzieci do przedszkola, ale nie zapłacił za nie.

Pani GLADYS KANDALI jest 64-letnią wdową. Jej dzieci z wnukami mieszkają w innych miastach. Kobieta dzięki pomocy znajomych otworzyła małą działalność – sprzedawała na rynku metalowe przedmioty. W czasie kwarantanny rynki zostały zamknięte i kobieta utraciła dochód. Mieszka z bratem, który jest niepełnosprawny umysłowo oraz z krewnymi. Jej pieniądze, które miała wydała na jedzenie dla rodziny. Obecnie nie dojadają.

Dzieci nie mogą jej pomóc, ponieważ mieszkają i pracują w miastach i w tym czasie kwarantanny także utracili prace i źródła dochodów.

 

 

 

Pan RAMANZANI BIRUNGI z żoną i dziećmi uciekli przed śmiercią. Przygarnęła ich do opuszczonego domu pewna kobieta, która pozwoliła im pracować w jej ogrodzie, z którego mają pożywienie. Rodzinę chciano zabić, kiedy odkryto na ich działce złoża miedzi. Mężczyzna jest zbyt biedny, by wynająć prawnika w swej sprawie. A nawet gdyby miał pieniądze, to bałby się wrócić do tej wioski na swoją ziemię, ponieważ wieść o jego cennych złożach rozniosła się szerzej i w każdej chwili znienacka mógłby zostać zabity. Mężczyzna pogodził się ze swoim losem i oddal sprawę ręce Boga. W tym domu, gdzie mieszkają strasznie śmierdziało wilgocią i brudem. Ich własnością jest jeden materac, koc i dwie zmiany odzieży. Mimo wszystko widziałam w nich Bożą radość. Byłoby cudownie podarować im działkę, gdzie uprawialiby swój ogród i na której mogli by zbudować sobie gliniany dom. Koszt zakupu 1 akra w tej okolicy to około 4 tys. złotych.

Pani TIMBIGAMBA JOYCE ma około 70 lat. Miała czworo dzieci, ale zmarli i zostawili jej wnuki, które ma na utrzymaniu. W tym domu mieszka jej córka z mężem, którzy utracili pracę wskutek kwarantanny. W domu jest jeszcze jej 93-letnia mama, która jest schorowana i tylko leży w łóżku. Byli bardzo rozradowani przyniesioną przez nas żywnością, ponieważ nie dojadali w ostatnich tygodniach. Wyzwaniem dla nich w tym czasie jest jedzenie, ale w domu prawie nic nie ma. Dzieci śpią na podłodze. Nie mają materacy, pościeli, itp. Potrzeba około 300 zł na opłaty szkolne jej wnuków. I to jest jej wielka prośba w tym czasie.

 

Pani RUKUNGA CLEOPHAS wychowuje sama czwórkę dzieci. Jej mąż przepadł bez śladu 10 lat temu i nie wiadomo nawet, czy nadal żyje. Kobieta była zatrudniona w szkole jako kucharka i zarabiała 200.000 szylingów miesięcznie (około 185 złotych). Od marca z powodu kwarantanny nie otrzymała wypłaty, bo szkoły są zamknięte. Jej dzieci i ona w obecnym czasie szukają pracy na polach sąsiadów za żywność. Jedzą teraz raz dziennie kasawę lub ziemniaki. Obawą kobiety jest to, że jej dzieci nie wrócą do szkoły po kwarantannie, bo ona nie zapłaciła czesnego (około 500.000 szylingów) nawet za pierwszy semestr. Nie mają własnego pola.

Państwo SANYU STEPHEN i jego żona Annet mają ośmioro dzieci. Są duchownymi kościoła zielonoświątkowego, ale nie dostają z tego tytułu pensji. Skromną żywność otrzymywali od członków kościoła, a czasem udało się im znaleźć pracę w polu. Wynajmują dwa pokoje, za które płacą 95.000 miesięcznie (około 100 zł). W tym czasie od kilku tygodni jedli tylko raz dziennie owsiankę. Kiedy przyjechaliśmy, właśnie modlili się w kościele do Boga o pomoc. Dlatego na zdjęciu są tak rozradowani, bo pojawiliśmy się jako odpowiedź na ich modlitwę. Państwo Sanuy w tym roku nie posłali dzieci do szkoły, bo nie mieli w ogóle pieniędzy na opłaty. Koszt szkoły na semestr to około 420.000 szylingów (około 450 zł) i to jest ich modlitwą, aby te pieniądze jakoś się znalazły na ten cel.

 

Pani KATUSABE GRACE jest wdową z sześciorgiem dzieci. Wcześniej zarabiała na ich utrzymanie w taki sposób, że z dziećmi wstawali wcześniej rano i zbierali dodo rosnące dziko na polach, następnie związywali to sznurkami. Potem dzieci (głodne) szły do szkoły, a kobieta zabierała dodo na rynek, gdzie próbowała to sprzedać. Jeśli danego dnia zarobiła około 5.000 szylingów (około 4,50 zł) to była bardzo szczęśliwa. Kobieta utraciła źródło dochodu, ponieważ od końca marca jest zabroniona sprzedaż warzyw na rynkach z powodu pandemii. W kwietniu udało jej się znaleźć pracę w polu u kogoś, gdzie mogła za pracę otrzymać jedzenie. Kobieta martwi się przede wszystkim o opłaty szkolne dla swoich dzieci w tym czasie, które wynoszą około 350 zł.

Mieszkająca samotnie w tym domu 73-letnia KAJUMBA JANE ma czworo dzieci: trzech synów i jedną córkę, którzy się pożenili i mieszkają w odległych miejscowościach. Pani Jane problemy z sercem i pamięcią. Zdarzyło się już kilka razy, że została znaleziona nieprzytomna przez sąsiadów w swoim domu. Dlatego też w tym czasie, kiedy stan kobiety się pogorszył, przyjechała córka tej kobiety, aby się nią zaopiekować. Córka sama jest wdową z trójką dzieci. Jest zarażona HIV i ma AIDS. Przez wzgląd na choroby obydwie panie są słabe i nie mogą pracować. Na terenie swojego domu pani Jane nie ma pola, który mogłaby uprawiać. Jedzą tylko jeden posiłek dziennie, którym jest kasawa, bądź słodkie ziemniaki.

 

Rodzina pana BOMIIRE MALIKO. Rodzina 5-osobowa: dwoje rodziców i troje dzieci w wieku 2, 5 i 7 lat. Ojciec ma 60 lat i nie jest w stanie wyżywić rodziny, bo tylko czasem pracuje w polu, jeśli sąsiedzi im pozwolą. Jego żona także  pracuje okazjonalnie na polach sąsiadów, bo okolica jest uboga i nie ma miejsc pracy, nawet do kopania w polu. Pani Maliko z powodu obecnego kryzysu, straciła możliwość nawet tej pracy. Rodzina została bez dochodu. Najważniejsze potrzeby to jedzenie (rodzina je obecnie raz dziennie gotowaną kasawę), wynajem glinianego domu (50 tys. szylingów na miesiąc – 55 zł) oraz czesne za szkołę (30 tys. szylingów za dziecko, czyli około 33 zł) za semestr. Dwoje dzieci powinno pójść do szkoły.

 

AYEBALE PETER ma żonę i sześcioro dzieci. Mieszkają w małym domku. Pan Peter pracuje na polu sąsiadów.

Rodzina uprawia swój ogród, ale ziemia nie jest tam żyzna, więc uprawa nie daje takich plonów, żeby wystarczyło na wyżywienie wszystkich.

Jedzą raz dziennie – kasawę i słodkie ziemniaki. Dzieci nigdy nie chodziły do szkoły, bo brakuje pieniędzy, żeby za szkołę zapłacić. Potrzebują jedzenia, ubrań, koców, prześcieradeł i pomocy w posłaniu dzieci do szkoły.

 

 

Rodzina TINKAMANYIRE składa się z sześciu osób: rodziców i czwórki dzieci. Zarówno mama, jak i ojciec, od dłuższego czasu chorują i nie są w stanie pracować. Sytuacja rodziny jest więc bardzo trudna, bo nie mają żadnego źródła dochodu. Uprawiają tylko własny ogródek, ale zbiory są niewielkie. Jedzą tylko jeden posiłek dziennie – milet. Bieda jest tutaj naprawdę ogromna. Potrzebują właściwie wszystkiego – jedzenia, ubrań, butów, koców, prześcieradeł, itp. Konieczne jest wsparcie w posłaniu dzieci do szkoły. Czesne wynosi około 220 zł za semestr dla ich czwórki dzieci, bo rodzice nie są w stanie temu podołać.

 

Kiedy mąż pani KAMUKAMA zmarł, zostawił ją z trójką dzieci. Wyszła za mąż po raz drugi i łącznie ma sześcioro dzieci. Mieszkają w ósemkę w maleńkim domku i żyją w ogromnej biedzie. Rodzice pracują wprawdzie u sąsiadów, przekopując ich ogródki, ale zarabiają bardzo niewiele. Ich własny ogródek jest za mały, żeby uprawiane w nim warzywa mogły wyżywić rodzinę. Jedzą jeden posiłek dziennie – milet. Jeden z synów, Kato Moses jest niepełnosprawny – nie chodzi (pisaliśmy o nim na naszej stronie, że zbieramy pieniądze na jego operację). Czwórka dzieci chodzi do szkoły, ale rodzice zmagają się z bardzo dużymi problemami, żeby opłacić czesne, więc często dzieci są przepędzane ze szkoły i mogą wrócić dopiero, kiedy opłaty są uregulowane. Rodzina potrzebuje jedzenia, ubrań, materacy i koców, a także pomocy w opłacie czesnego w szkole, aby dzieci mogły się uczyć.

Pani EVA, która samotnie wychowuje czwórkę dzieci, jest w bardzo trudnej sytuacji. Mąż zostawił ją dla innej kobiety. Pani Eva nie ma stałej pracy. Nie ma wykształcenia, więc jedyna praca, jaką może znaleźć w okolicy to kopanie w polu, ale w ten sposób zarabia bardzo niewiele. Mieszka z dziećmi w wynajmowanym domu, przy którym nie ma ogródka, gdzie mogliby uprawiać warzywa. Jedzą tylko jeden posiłek dziennie – milet. Dzieci nie poszły do szkoły, bo takie wydatki całkowicie przerastają możliwości pani Evy. Rodzinie brakuje wszystkiego – jedzenia, ubrań, koców, pościeli, materaca (bo śpią na podłodze, na klepisku). Konieczna jest różnorodna pomoc dla tej kobiety.

 

Pan KYALISIIMA MOSES ma żonę i czwórkę dzieci. Mieszkają w domu, jaki widać z tyłu. Są niewykształceni, ponieważ pochodzą z biednych rodzin, w których nie było pieniędzy na szkołę.

Swoje dzieci chcieliby posłać do przedszkola i szkoły, aby miały kiedyś lepszą przyszłość. Oboje najmują się do prac w polu, ale niewiele zarabiają za to. Nie mają swojej ziemi. Bardzo potrzebowali jedzenia w tym czasie, bo mieli tylko kasawę, którą jedli raz dziennie.

 

 

Pan MUSINGUZI PATRICK wychowuje samotnie pięcioro dzieci. Jest wdowcem. Mieszkają w wynajmowanym domu. Pan Patrick jest farmerem – tak zarabia na życie. Dzieci chodzą do szkoły, ale ojca nie zawsze stać na zapłacenie czesnego i kiedy szkoła nie jest opłacona, dzieci zostają w domu i także wtedy pracują w polu. Jedzą dwa razy dziennie – ziemniaki i milet. Sytuacja rodziny jest trudna i potrzebują pomocy w opłaceniu czesnego (około 300 zł na semestr), brakuje im również koców, pościeli i ubrań.

 

 

Pani KEBIRUNGI LOY ma siedmioro dzieci, które wychowuje sama. Jej mąż porzucił rodzinę. Wspiera rodzinę niewielkimi kwotami (np. 20 zł miesięcznie). Pani Loy zarabia niewielkie pieniądze, pracując w polu. Mieszkają w małym domu i żyją bardzo biednie. Mają wprawdzie własne pole, na którym mogą uprawiać warzywa, ale ziemia jest bardzo nieurodzajna i plony są niewystarczające dla tej rodziny. Jedzą tylko raz dziennie. Wszystkie dzieci chodzą do szkoły, ale nieregularnie, bo pani Loy ma kłopoty z opłacaniem czesnego (około 350 zł za semestr). Potrzebna jest jej pomoc w opłacaniu szkoły dzieci, a także by zakupić jedzenie, ubrania, materace, koce i prześcieradła.

 

Pan ROBERT mieszka z żoną i sześciorgiem dzieci w małym domku. Przed wybuchem pandemii koronawirusa pracował jako fryzjer. Już wtedy utrzymanie rodziny było dla niego dużym wyzwaniem, bo zarobione pieniądze nie wystarczały na życie rodziny. Tylko dwoje dzieci chodziło do szkoły, a i tak nieregularnie z powodu braku pieniędzy na opłaty szkolne. Jest jeszcze dwoje dzieci w wieku szkolnym, które powinny się uczyć, ale nie rozpoczęły w ogóle edukacji. Teraz, kiedy pan Robert stracił pracę z powodu koronawirusa, sytuacja jego rodziny jest bardzo trudna. Jedzą tylko kasawę – jeden raz dziennie. Uprawiają warzywa w małym ogródku, ale zbiory są zdecydowanie zbyt małe na zaspokojenie potrzeb rodziny. Bardzo potrzebują pomocy – jedzenia, ubrań, koców, prześcieradeł, itp. Ogromnie ważne byłoby też dla nich wsparcie w opłacaniu czesnego (około 200 zł za semestr).

Pani BETTY jest wdową z pięciorgiem dzieci. Jedynym źródłem dochodu jest praca w polu sąsiadów. Opłacanie szkoły dla pięciorga dzieci (około 250 zł za semestr) jest ogromnym wyzwaniem dla pani Betty.

Sytuacja rodziny jest trudna – jedzą tylko kasawę, raz dziennie. Uprawiają warzywa w przydomowym ogródku, ale zbiory są niewielkie.

Wsparcie w opłacaniu szkoły dla dzieci jest konieczne, aby mogli dokończyć rok szkolny. Rodzina potrzebuje także jedzenia, ubrań, koców, prześcieradeł, itp.

 

Rodzina pana JULIUSA składa się z ośmiu osób, w tym sześciorga dzieci. Pan Julius pracował w szkole, ale – w związku z zamknięciem szkół z powodu koronawirusa – nie otrzymuje pensji. Nawet kiedy pracował, zarabiane pieniądze nie były w stanie pokryć czesnego za szkołę dla dzieci, które wynosi około 300 zł za semestr. Rodzina mieszka w maleńkim domku. Pan Julius chciałby dobudować pomieszczenie dla dzieci, bo w jednej izbie jest im wszystkim bardzo ciasno. Potrzebuje na to 25 arkuszy blachy (około 700 zł). Mają niewielki ogródek, w którym uprawiają warzywa, ale jest on za mały, żeby był w stanie zaspokoić potrzeby rodziny. Jedzą jeden posiłek dziennie – ziemniaki. Sytuacja rodziny jest naprawdę bardzo trudna. Potrzebne są: żywność, ubrania, koce, pościel oraz pomoc w opłaceniu czesnego.

Kobiety SAFINA i BEATRACE miały wspólnego męża, ale zmarł 13 lat temu. Razem nadal mieszkają w jednym domu i mają łącznie 11 dzieci. Kobiety nie mają żadnego źródła dochodu.

Uprawiają pole, ale jest zdecydowanie za małe, żeby zaspokoił potrzeby żywieniowe rodziny. Jedzą milet – jeden raz dziennie. Siedmioro dzieci chodzi do szkoły, ale bardzo nieregularnie, bo nie ma pieniędzy na opłaty szkolne. Sytuacja tej rodziny jest bardzo zła. Potrzebują jedzenia, ubrań, prześcieradeł i koców. Konieczne jest też wsparcie w opłaceniu szkoły dla wszystkich dzieci.

 

Pani KASANGAKI HARRIET, jej mąż i piątka dzieci mieszkają w tym małym domu. Czworo dzieci chodzi do szkoły, ale często nie zaliczają semestru, bo rodzice nie mają pieniędzy na opłaty szkolne, a jeśli są zaległości w opłatach, to dzieci nie mogą chodzić do szkoły. Dzieci mają opóźnienia w naukę (stratę lat szkolnych). Rodzice robią co w ich mocy i pracują na polach sąsiadów, ale jest im bardzo ciężko, bo zarabiają bardzo niewiele. Ich własny ogródek jest zbyt mały, żeby uprawiane tam warzywa mogły wystarczyć na wyżywienie całej rodziny. Tylko raz dziennie jedzą – samą kasawę. Sytuacja rodziny jest bardzo trudna. Brakuje im właściwie wszystkiego: jedzenia, ubrań, butów, koców, prześcieradeł. Potrzebna jest również pomoc w opłaceniu szkoły dla dzieci – około 200 zł na semestr.

Pani MARGARET jest wdową i samotnie wychowuje troje dzieci. Utrzymuje rodzinę, przekopując ogródki sąsiadów. Niestety, w takiej pracy nie zarabia się w Ugandzie wiele i sytuacja rodziny jest trudna. Mają wprawdzie mały ogródek przy domu, gdzie uprawiają warzywa, ale zbiory są zbyt małe, żeby wyżywić rodzinę. Dzieci chodzą do szkoły, ale jest to bardzo duże wyzwanie dla pani Margaret, żeby opłacić czesne, które wynosi około 150 zł za semestr. Często uregulowanie opłat za szkołę przerasta panią Margaret. Rodzina je dwa posiłki dziennie – tylko ziemniaki. Potrzebna jest pomoc w postaci jedzenia, ubrań, koców, pościeli, a także wsparcie w opłacaniu czesnego.

 

Pani KATUSIIME ROSE ma siedmioro dzieci i sama zarabia na utrzymanie rodziny – mąż jest pijakiem. Mają własne pole, które uprawiają. Jedzą dwa razy dziennie – słodkie ziemniaki i milet.

Pięcioro dzieci chodzi do szkoły – opłaty szkolne to koszt około 400 zł  za semestr i to jest największe wyzwanie, z jakim zmaga się pani Rose. Potrzebna jest pomoc w opłaceniu szkoły dla dzieci.

 

 

 

NANSUBUGA MARIA jest wdową. Ma 6-letnią córkę o imieniu Gift. Dopóki nie wprowadzono w Ugandzie obostrzeń związanych z koronawirusem, pani Maria gotowała w domu jedzenie, które potem zanosiła ludziom do ich domów, a oni jej płacili i tak zarabiała na utrzymanie swoje i córki. Jednak teraz ludzie potracili prace i nie mają pieniędzy, żeby zamawiać u Marii jedzenie. Ona i córeczka zostały więc bez środków do życia. Mieszkają w wynajmowanym pokoju. Nie mają jednak ogródka, w którym mogłyby uprawiać warzywa. Jedzą dwa razy dziennie – posho z fasolą. Mała Gift rozpoczęła naukę w szkole, ale teraz pani Maria nie będzie miała pieniędzy, żeby opłacić czesne za semestr. Bardzo potrzebne jest wsparcie w opłaceniu czesnego (około 150 zł) oraz pieniądze na zakup jedzenia, mydła, pasty do zębów i podstawowych środków higienicznych.

 

Rodzina SSEMUGENYI liczy pięć osób: rodzice i troje dzieci. Pani Ssemugenyi w wynajmowanym domu i nie ma pola, na którym mogłaby uprawiać warzywa i w ten sposób zapewnić sobie jedzenie. Jedzą raz dziennie – posho z fasolą. Dzieci chodzą do szkoły, jednak w obecnej sytuacji najprawdopodobniej będą musiały opuścić szkołę na rok, bo rodziców nie będzie stać na zapłacenie czesnego (około 450 zł) za kolejny semestr. Problem w tym, że ich ojciec ma kilka żon. Pracuje jako kierowca taksówki motocyklowej (boda-boda), ale przez kwarantannę spowodowaną pandemią koronawirusa, nie może pracować, a więc rodzina straciła jedyne źródło dochodu. Najbardziej potrzebna pomoc to jedzenie i pieniądze na zapłacenie czynszu oraz opłat szkolnych.

 

 

NAMWANJE JULIET wychowuje samotnie dwoje dzieci: 11-letniego Douglasa i 6-letnią Shirat. Mąż zostawił ją z dziećmi i ożenił się z inną kobietą. Nie pomaga im finansowo. Pani Juliet pracuje w szkole jako kucharka i w ten sposób utrzymuje rodzinę. Teraz, przez pandemię, szkoły są zamknięte, więc Juliet nie może pracować i nie dostaje wypłaty. Rodzina mieszka w wynajmowanym pokoju. Jedzą tylko jeden posiłek w ciągu dnia – posho z fasolą, a wieczorem piją tylko herbatę lub owsiankę. Dzieci chodzą do szkoły, opłaty wynoszą około 400 zł za semestr, podczas gdy pani Juliet musi pracować na taką kwotę ponad 2 miesiące. Kiedy pandemia minie i znowu otworzą szkoły, Douglas i Shirat raczej do szkoły nie wrócą, bo pani Juliet nie ma w tej chwili żadnych pieniędzy i nie będzie mogła opłacić czesnego. Bardzo potrzebne jest wsparcie w opłaceniu czesnego, a także czynszu i jedzenia.

 

Wdowa NATULINDA AIDA. Jej mąż zginął, potrącony przez samochód, pozostawiając jej jedno dziecko. Druga dziewczynka jest dzieckiem jej zmarłego brata. Wynajmują jeden pokój w tym budynku. Kobieta pracowała jako fryzjerka. Obecnie od marca nie pracuje z powodu restrykcji rządowych. Obecnie od czasu do czasu ktoś z sąsiadów pozwala im pracować na swym polu za kilka sztuk kasawy i kubek fasoli. Kiedy przyjechaliśmy do niej z żywnością, kobieta była bardzo wzruszona, bo jedli raz dziennie. Kiedy usłyszała, że będziemy robić zdjęcia, to szybko z dziewczynkami ubrały się w swoje najlepsze ubrania 🙂 Jej największą troską jest obecnie zapłacenie czynszu za 2 ostatnie miesiące (ok. 100 zł) oraz czesne za szkołę dzieci (ok. 300 zł).

 

Pani KATUSABE EDITH. Rodzina składa się z dwojga rodziców i czworo dzieci poniżej 16 roku życia. Kobieta jeszcze w ubiegłym roku pracowała na plantacji herbaty, ale rozchorowała się i jest teraz bardzo słaba z powodu chorób związanych z AIDS. Mieszkają w glinianym domu, użyczonym im przez krewnego. Jej mąż jest w podeszłym wieku i nie ma już tyle siły do pracy, poza tym w okolicy trudno znaleźć pracę. Największymi potrzebami są obecnie jedzenie oraz koszty leczenia pani Edith. Czworo dzieci potrzebuje około 300 zł na opłaty, aby wrócić do szkoły po kwarantannie.

 

 

Pani KEMIGISA GLADYS mieszka w takim domu bez okien i drzwi jak widać na zdjęciu 😦 tragiczna sytuacja. Nie mają w domu niczego. Śpią na podłodze. Nie mają koców ani pościeli. Jedzą raz dziennie ziemniaki, które dał im ktoś z kościoła. Pani Gladys jest wdową, jej mąż zmarł nagle. Nie mają własnego pola. Kobieta czasem pracuje na polach sąsiadów, ale większość ludzi w jej okolicy jest także bardzo biedna i jej nie płacą, a jedynie dają warzywa z pola. Jej największą troską jest posyłanie dzieci do szkoły i drzwi do domu. Potrzebuje 140.000 szylingów na semestr (około 150 zł) na opłaty szkolne. Za pierwszy semestr nie zapłaciła. Była bardzo wdzięczna za niepomijanie jej i za otrzymane jedzenie.

 

Pani KABALEMWA JENIFA to matka samotnie wychowująca pięcioro dzieci poniżej 16 roku życia. Ojciec opuścił rodzinę i nie interesuje się ich losem. Mieszkają w domu dziadków. Kobieta pracowała na plantacji herbaty w Ngezi. W związku z ostatnimi restrykcjami, jej starsze dzieci wróciły do domu, gdyż utraciły pracę. Obecnie jedzą tylko kasawę i ziemniaki. Przed kwarantanną rodzina pani Jenify nieźle sobie radziła. Niestety obecnie kobieta obawia się, że nie podoła opłatom za szkoły pięciorga swych dzieci, gdyż miała na to pieniądze z pracy na plantacji oraz jej starsze dzieci się dokładały. Opłaty na czesne jej pięciorga dzieci wynoszą około 500 zł na semestr.

Wdowa ASIIMWE RESTY. Kobieta wychowuje sześcioro dzieci poniżej 16 roku życia. Z powodu braku wykształcenia jedynym źródłem utrzymania tej kobiety jest praca u innych. Mają własny gliniany dom, ale na małej działce i dlatego nie są w stanie uprawiać warzyw na swe utrzymanie. Ich marzeniem jest mieć dużą działkę, aby założyć plantację.

Pani Resty ma sponsorów z Polski, a więc nie musi się martwić o pieniądze na opłaty szkolne swych dzieci.

Odwiedziliśmy ją z paczkami, aby ją podtrzymać na duchu w tym trudnym czasie.

 

Pani AMPWERA SHARON mieszka w Kampali i ma pięcioro dzieci w wieku od 1,5 do 12 lat. Sharon jest nauczycielką, ale podczas wakacji i obecnej sytuacji (zamknięcie szkół z powodu pandemii koronawirusa) nie dostaje pensji. Jej mąż jest obibokiem – nie pracuje, rzadko bywa w domu, nie pomaga Sharon przy dzieciach. Na niej spoczywa utrzymanie całej rodziny, a więc opłacenie czynszu za mieszkanie, czesnego za szkołę dzieci, jedzenia, ubrań i środków higienicznych. Kobieta jest w rozpaczliwej sytuacji, bo od dłuższego czasu nie ma środków do życia. Nawet przed okresem kwarantanny było jej bardzo trudno – rodzina jadła owsiankę na śniadanie, a potem tylko jeden posiłek dziennie – posho z fasolą. Jest bardzo dzielną kobietą, która codziennie walczy o lepsze jutro dla swoich dzieci, nie zważając na brak pomocy ze strony męża. Potrzebuje jednak pomocy w opłaceniu czesnego za kolejny semestr dzieci w szkole (ok. 600 zł), czynszu oraz jedzenia.

Pani KABUHO ELIZABETH jest wdową i sama wychowuje dwie córki. Pracuje w przedszkolu, ale odkąd prezydent ogłosił kwarantannę, nie może chodzić do pracy i nie dostaje żadnych pieniędzy.

Jest im bardzo trudno – jedzą tylko jeden posiłek dziennie. Wynajmują pokój w tym budynku i nie zalega z czynszem dwa miesiące. Elizabeth potrzebuje pomocy w opłaceniu czynszu i szkoły dla córek (ok. 200 zł), aby po kwarantannie mogły dalej się uczyć.

W przeciwnym razie dziewczynki stracą jeden rok, bo z powodu braku pieniędzy będą musiały do końca roku szkolnego zostać w domu, a w przyszłym roku ewentualnie będą powtarzać klasę, jeśli Elizabeth zdoła zarobić na opłaty szkolne.

 

 

Pani ATWIJUKIRE OLIVER wynajmuje dwa pokoje, w których mieszka razem z mężem i siedmiorgiem dzieci w wieku od 11 miesięcy do 14 lat. Pani Oliver nie pracuje. Na utrzymanie rodziny zarabia jej mąż, który jest mechanikiem. Teraz podczas kwarantanny, nie może pracować, bo wszystkie zakłady świadczące usługi zostały zamknięte. Cała rodzina została więc bez środków do życia. Mąż pani Oliver pracuje bardzo daleko od domu, a kiedy ogłoszono zakaz przemieszczania się, był w pracy, w związku z czym, w tym trudnym czasie jest oddzielony od rodziny i w żaden sposób nie może pomóc. Sytuacja rodziny jest bardzo trudna. Na śniadanie jedzą tylko owsiankę, a w porze kolacji – posho z fasolą. Największym wyzwaniem dla rodziny w tej chwili jest jedzenie i czynsz. Rodzice martwią się jednak, że kiedy kwarantanna się skończy i otworzą szkoły, nie będą mieli pieniędzy na czesne za kolejny semestr (ok. 900 zł) i ich dzieci będą musiały siedzieć w domu i powtarzać ten rok, który zaczęły w lutym tego roku.

 

Pani KIIZA EUGEMIA ma 85 lat i mieszka sama. Jest wdową. Sąsiedzi przynoszą jej wodę i pomagają. Ma swoją ziemię, którą uprawia. Utrzymuje się ze sprzedaży niewielkiej ilości jedzenia, które gotuje w swoim domu. Je dwa posiłki dziennie – na jej dietę składają się ziemniaki, banany i kasawa. Potrzebuje jedzenia i środków higienicznych. Ze względu na jej wiek, dużym wyzwaniem jest dla niej codzienne mierzenie się z takimi czynnościami, jak: praca w polu, noszenie wody.

 

Pan KASIGWA WILSON ma żonę i pięcioro dzieci w wieku od 2 do 18 lat. Utrzymuje rodzinę, pracując jako kierowca. Teraz, zakazem wydanym przez prezydenta Ugandy, nie może pracować i rodzina straciła jedyne źródło dochodu.

Ich sytuacja jest trudna, bo wynajmują pokój i muszą płacić czynsz, a nie mają z czego go zapłacić. Jedli posho z fasolą dwa razy dziennie. Cała rodzina była bardzo wdzięczna za paczkę żywnościową – powiedzieli, że ta pomoc nadeszła w najodpowiedniejszym momencie.

Czworo dzieci chodzi do szkoły – opłaty za semestr wynoszą ok. 600 zł. Ponieważ pan Wilson nie może pracować, nie będzie miał pieniędzy, żeby opłacić szkołę swoich dzieci, kiedy kwarantanna się skończy i szkoły zostaną otwarte. Potrzebne są też pieniądze na czynsz oraz jedzenie.

 

Pani MBABAZI JANE ma 42 lata i sama wychowuje dwoje dzieci: Ninę (18 lat) Jeremiah (6 lat). Pierwszy mąż pani Jane zostawił ją i Ninę, kiedy córka miała 4 lata. Pani Jane długo wychowywała Ninę sama, ale później wyszła ponownie za mąż – za ojca Jeremiah, ale on również ich zostawił i ożenił się z inną kobietą. Rodzina nie ma żadnego wsparcia od tych mężczyzn. Pani Jane zarabia, piorąc ludziom ubrania w ich domach. Podczas pandemii wiele osób straciło pracę i sami piorą swoje ubrania. Nie potrzebują pomocy Jane, a więc i ona od początku obostrzeń związanych z koronawirusem nic nie zarabia. Mieszka z dziećmi w wynajmowanym pokoju. Rosną jej zaległości w czynszu. Czasami, kiedy ktoś im pomoże i podaruje jedzenie, raz dziennie jedzą posho z fasolą. Kiedy nikt nie pomaga, jedzą tylko owsiankę dwa razy dziennie. Czasami Jane pożycza pieniądze, obiecując, że odda kiedy pandemia się skończy i kupuje jedzenie dla swojej rodziny. Do szkoły chodzi tylko Jeremiah. Nina zakończyła edukację na czwartej klasie szkoły podstawowej, bo pani Jane nie stać na opłacanie czesnego. Opłaty szkolne za jedno dziecko wynoszą ok. 250 zł za semestr. Sytuacja tej rodziny jest dramatyczna. Potrzebne są pieniądze na opłacenie zaległego czynszu, a także na opłaty szkolne, żeby dzieci mogły się uczyć (ok. 400 zł za semestr). Rodzina potrzebuje teraz wsparcia w zakupie żywności i podstawowych środków higienicznych.

Mamy tu kolejną rodzinę, w której matka nazywa się NALUMANZI FAITH. Członkowie rodziny to dwoje rodziców i czworo dzieci, przy czym kobieta jest ponownie w ciąży. Najmłodsze dzieci to bliźnięta.

Mężczyzna pracował w myjni. Borykając się z problemami, polegali na przyjaciołach. Zdobycie jedzenia jest dla nich prawdziwym wyzwaniem. Cała rodzina mieszka w tym jednym pokoju, jak widać na załączonym zdjęciu. Dwójka dzieci chodzi do szkoły państwowej, co kosztuje rodzinę 74.000 szylingów (około 90 zł).

 

 

Pan SSEBANKEMA STUART kosi trawę maczetą i w ten sposób zarabia na utrzymanie swojej siedmioosobowej rodziny. Żona nie pracuje – zajmuje się pięciorgiem dzieci w wieku od 1 do 12 lat. Wszyscy mieszkają w jednym pokoju, który wynajmują. Nie mają ogródka.

Przez pandemię koronawirusa Stuart nie może pracować i nie otrzymuje wynagrodzenia. Sytuacja rodziny jest bardzo trudna. Jedzą owsiankę na śniadanie, a potem jeden posiłek złożony z posho, ryżu i fasoli. Troje dzieci chodziło do szkoły, ale wiemy, że Stuart nie będzie w stanie zapłacić czesnego za kolejny semestr (ok. 400 zł), bo nie może teraz pracować i zarabiać. Jeśli czesne nie zostanie zapłacone, dzieci nie będą mogły wrócić do szkoły po kwarantannie i stracą rok. Bardzo potrzebna jest tutaj pomoc w opłacie czynszu, czesnego oraz zakupu jedzenia.

 

Pani KAZIBWE MOREEN jest w ciąży. wychowuje samotnie dwoje dzieci (5 i 12 lat). Jest nauczycielką w szkole podstawowej, ale odkąd zamknięto szkoły w Ugandzie, nie może pracować i nie otrzymuje żadnego wynagrodzenia. Pierwszy mąż zostawił ją z dwójką dzieci i ożenił się z inną kobietą. Niedawno Moreen wyszła za mąż po raz drugi, ale jak tylko mąż zorientował się, że jest w ciąży, to uciekł. Kobieta została sama z dwójką dzieci i w ciąży – nie ma żadnej pomocy ze strony mężów. Nie ma, niestety, żadnego ogródka, który zapewniłby jakieś warzywa. Jedli dwa razy dziennie posho, ryż i fasolę, ale zapasy się skończyły.

Paczka żywnościowa bardzo pomoże, ale rozwiązuje problem tylko na jakiś czas. Jeśli Moreen nie będzie mogła wrócić do pracy i zarabiać, to jej rodzina nie będzie miała co jeść. A niebawem na świat przyjdzie trzecie dziecko Moreen. Konieczne jest zapewnienie im jedzenia,a także opłacenie szkoły, żeby po kwarantannie dzieci mogły dalej się uczyć – mama nie ma teraz możliwości, żeby zgromadzić kwotę około 350 zł.

 

Pan MATIBO JERRY ma żonę i dwójkę dzieci (1,5 i 4 lata). Był nauczycielem w szkole średniej, ale rok temu stracił pracę. Jego żona pracuje jako księgowa. Ale teraz  i ona nie może pracować przez obostrzenia związane z pandemią koronawirusa. Rodzina nie ma więc żadnego źródła dochodu. Wynajmują pokój – potrzebne im są pieniądze na zapłacenie czynszu. Jedzą posho, ryż i fasolę dwa razy dziennie,  ale ich zapasy jedzenia się skończyły i gdyby nie otrzymana pomoc, to nie mieliby co jeść – byli bardzo wdzięczni za paczkę z jedzeniem i środkami higienicznymi. Przed kwarantanną starsza córka chodziła do przedszkola, ale kiedy będzie już można wrócić do przedszkola, Jerry i jego żona nie będą w stanie opłacić czesnego (ok. 240 zł) i córeczka będzie musiała zostać w domu. Potrzebne jest wsparcie w zapłaceniu czynszu i opłat za przedszkole.

 

Dziewczyna w długiej sukience nazywa się NAMPERA SHAMIM i ma 18 lat. Ukończyła gimnazjum i opiekuje się młodszym rodzeństwem, ponieważ mama pracuje w innej części Ugandy w Gulu. Mama straciła pracę podczas kwarantanny, ale ze względu na zakaz podróżowania i ustania komunikacji publicznej mama nie mogła wrócić do dzieci i utknęła w Gulu. Ojciec porzucił rodzinę kilka lat temu. Te małe dzieci na ich rękach są dziećmi cioci, która z nimi mieszka w tym jednym wynajmowanym pokoju. Nie musimy mówić, jak wdzięczne były za jedzenie, bo mama nie przysyłała im pieniędzy ostatnie tygodnie.

 

Pani KATUSABE MAUREEN jest wdową z piątką dzieci. Mieszka u niej w tym małym glinianym domu także jej siostra z dzieckiem. Przed kwarantanną siostry pracowały w szkolnej kuchni. Niestety w tym czasie szkoły są zamknięte i pani Maureen z siostrą od marca nie otrzymują pieniędzy. Kiedy do nich trafiliśmy, na łóżku leżało chore dziecko, a kobiety nie miały 10 zł na leki dla niego. Od kilku tygodni jedli tylko jeden posiłek z owocu jackfruit, który rośnie u nich w ogrodzie. Nie mają pola pod uprawę. Obie są zakażone wirusem HIV. Wszyscy byli zachwyceni paczkami z jedzeniem. Maureen martwi się, że nie będzie mieć 250.000 szylingów na opłaty szkolne dla swych dzieci.

Pani NAKAFERO IRENE jest mamą dwójki dzieci. Na utrzymanie rodziny pracuje mąż, sprzedając pieczone mięso przy drodze. Od czasu ogłoszenia kwarantanny przez prezydenta nie mają żadnego źródła dochodu.

Bardzo się starają o jakiekolwiek jedzenie – chociaż dla dzieci. Byli ogromnie wdzięczni za paczkę. Potrzebują jedzenia oraz pieniędzy na opłacenie szkoły dla starszej córki, kiedy kwarantanna się skończy – ok. 120 zł.

 

 

Pani NASANZI TEDDY jest wdową i samotnie wychowuje pięcioro dzieci i wnuka. Teddy ma pole uprawne, ale jest ono oddalone od jej domu o 13 km i teraz, kiedy nie działa transport publiczny, nie ma się jak tam dostać. Teddy ma zaległości w opłatach czynszu za pokój. Jedzą tylko kasawę, bo jest najtańsza – jeden raz dziennie. Obecnie największym wyzwaniem dla Teddy będzie opłacenie szkoły dla dzieci (ok. 600 zł za semestr) oraz zapłacenie czynszu. Bardzo martwi ją sytuacja, że dzieci mogłyby po kwarantannie nie wrócić do szkoły z braku pieniędzy.

 

 

 

Pani NASSIMBWA ZEURIA mieszka sama w małej glinianej chacie. Jej dzieci zmarły. Nie ma nikogo bliskiego, kto by się o nią troszczył. Ostatnie dni nie miała co jeść. Jak zobaczyła naszą pracowniczkę, idącą do niej z jedzeniem, to niedowierzała, że to jest dla niej. Powiedziała potem: „teraz wiem, że Bóg naprawdę mnie kocha”.

Kobieta zarabia na życie, sprzedając placki bananowe na ulicy. Teraz w czasie kwarantanny takiego rodzaju działalność jest zabroniona, dlatego kobieta zaczęła przymierać głodem. Pani Zeuria nie ma materaca, ale śpi na starych ubraniach na gołej ziemi 😦

 

 

 

Pani na zdjęciu to BARABWA HARRIET z najmłodszym z trojga dzieci – pozostała dwójka została zabrana do babci, bo nie mieli co jeść. Tylko Harriet troszczy się o rodzinę, mimo że ma męża. Mąż jest alkoholikiem, nie interesuje się żoną ani dziećmi i nie bierze odpowiedzialności za swoją rodzinę. Przed pandemią Harriet pracowała w małym hotelu i tak zarabiała na utrzymanie rodziny. Teraz, z dnia na dzień straciła pracę i źródło utrzymania. Jej sytuacja jest bardzo zła. Nie dość, że nie ma pieniędzy na jedzenie, to jeszcze musi zapłacić czynsz.

Kiedy dotarli do niej pracownicy „Gate of Hope” z paczką żywnościową, wybierała się pieszo w drogę do wioski, licząc na to, że może tam uda jej się zdobyć jedzenie. Ta wioska leży dwa dni drogi na piechotę od domu Harriet – tak bardzo zrozpaczona swoją bezsilnością była ta kobieta, że gotowa była iść z maleńkim dzieckiem dwa dni w jedną stronę, żeby tylko zdobyć jedzenie. Harriet marzy, żeby znowu mogła zacząć pracować, żeby jej dzieci mogły być z nią i miały co jeść. Rodzinie bardzo potrzebne jest wsparcie finansowe, żeby mogli kupić jedzenie.

 

Pani ZAHARA KABAHEMBA ma troje dzieci, ale mieszka tylko z jednym synem. Przed pandemią koronawirusa i ogłoszoną z tego powodu kwarantanną, Zahara sprzedawała chapati (ugandyjski rodzaj naleśników) na przystanku autobusowym i w ten sposób zarabiała na utrzymanie rodziny. Teraz nie może pracować, jak dawniej i nic nie zarabia. Wynajmuje pokój w miejscu, gdzie jest dużo chuliganów palących marihuanę. W tym miejscu czynsz jest niższy, ale jest tu niebezpiecznie.

Dlatego zdjęcia z paczką żywnościową, podarowaną przez Gate of Hope, robione były wewnątrz domu. Zahara obawiała się, że jeśli któryś z chuliganów zauważy, że mają jedzenie, zostanie napadnięta. W tej chwili największym problemem Zahary jest brak jedzenia, bo dopóki nie może zarabiać, nie ma za co kupić jedzenia dla siebie i syna.

 

Pani NAMITARA ESTHER przed kwarantanną sprzedawała wodę i napoje przy drodze. Teraz jednak nie może pracować. Ogłoszenie kwarantanny i zakazu przemieszczania zatrzymał jej męża tam, gdzie pracował. Esther nie ma z nim kontaktu – jego telefon nie odpowiada. Kobieta bardzo się martwi, bo jest w ciąży i zbliża się termin porodu, a nie może skontaktować się z mężem.

Nie ma skąd wziąć pieniędzy na szpital. Jest w trudnej sytuacji. Była bardzo wdzięczna za paczkę z żywnością i mydłem, bo odkąd zaczęła się kwarantanna jadła tylko owsiankę dwa razy dziennie – na śniadanie i kolację. Potrzebuje pieniędzy na opłacenie porodu w szpitalu. Dodamy tylko, że w Ugandzie jest tylko prywatna służba zdrowia. Nie ma państwowej. Odebranie porodu w małej przychodni kosztuje około 120 zł, a każda doba potem w szpitalu około 50 zł.

 

 

Pani NAMPIJJA MARY mieszka z mężem i ośmiorgiem dzieci w swoim domu. Utrzymują się z tego, co im wyrośnie w polu. Niestety to, co zostało zasadzone w lutym, wyrośnie dopiero za dwa miesiące, a cały zapas żywności już im się kończy.

Mąż łapie prace dorywcze, ale teraz w czasie kwarantanny trudno znaleźć jakąkolwiek pracę.

Rodzina sobie radzi i wierzy, że dadzą sobie radę po kwarantannie.

 

 

 

 

Pani MALYAMU NAKINGA MULOKOLE nie ma rodziny. Mieszka sama w jednym pokoju.

Przed kwarantanną pani Malyamu utrzymywała się ze sprzedaży węgla drzewnego. Niestety obecnie wszelki handel jest zabroniony, oprócz działania sklepów spożywczych.

Całe jedzenie jej się już skończyło i kobieta polegała na tym, co dawali jej sąsiedzi.

Była ogromnie szczęśliwa z otrzymanej paczki, czego się nie spodziewała, bo nasza pracowniczka robimy w sekrecie wywiad o ludziach w potrzebie.

 

 

Przekazaliśmy wsparcie finansowe 8 wdów z Kasesenge, które mają bardzo trudną sytuację i mieszkają z dziećmi, które straciły pracę. W tej sytuacji brakuje im pieniędzy na utrzymanie i wyżywienie się.

Wiele z nich posadziło warzywa w polu w lutym i dopiero na koniec maja zbiorą plony. Obecnie ich wyżywienie to jest gotowana kasawa.

 

 

Pani NYANGOMA MARY (w czapce), matka piątki dzieci, porzucona przez męża. Jej rodzice nie żyją, a rodzeństwo mieszka w wynajmowanych pokojach. Kobieta tułała się i nie miała się gdzie podziać. Przygarnęła ją pewna osoba na pewien czas, a potem jak Mary znalazła pracę w mieście, to wynajęła sobie i dzieciom 2 pokoje w tym glinianym domu za 50.000 szylingów na miesiąc (ok. 55 zł). Na semestr płaciła dzieciom 240.000 szylingów za szkołę. Nie zapłaciła za pierwszy semestr, ponieważ w marcu z powodu kwarantanny straciła pracę. Boi się, że jej dzieci nie dokończą szkoły w tym roku z tego powodu.

Mama w rodzinie nazywa się AKAMPULIRA PREMAH. Kobieta ma czworo dzieci, dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Kobieta przed kwarantanną sprzątała w budynku dystryktu, natomiast teraz z powodu zaistniałej sytuacji nie ma pracy i pensji. Dzieci chodziły do szkoły. Jeśli kobieta wróci do pracy po kwarantannie, to będzie w stanie opłacić szkoły swych dzieci. Opłaty na semestry wynosiły około 300 zł. Pani Premah i jej rodzina była ogromnie zaskoczona skąd dowiedzieliśmy się o jej trudnej sytuacji.

 

Pani NAMUKIBI DAVID tydzień temu urodziła swoje pierwsze dziecko. Z wykształcenia jest przedszkolanką, ale od dwóch lat nie może znaleźć pracy. Na utrzymanie rodziny pracuje jej mąż – sprzedaje na targu drobne przedmioty i w ten sposób zarabia.

Jednak podczas kwarantanny nie ma możliwości sprzedawania niczego poza żywnością, więc rodzina straciła źródło dochodu. Oboje marzą o prowadzeniu jakiegoś małego biznesu. Nie mają pola ani nawet ogródka, w którym mogliby uprawiać warzywa. Zostali więc bez pieniędzy, bez zapasów i z noworodkiem. Dostali od nas jedzenie oraz pieniądze, żeby mogli kupić wszystko, co jest potrzebne dla dziecka.

 

 

 

KATUMUHABE KELLEN ma 24 lata i czworo dzieci – najmłodsze ma zaledwie 4 dni. Jej mąż zarabia na utrzymanie rodziny, pracując na budowach. W czasie pandemii wszelkie budowy zostały wstrzymane przez prezydenta, więc mąż Kellen nie może pracować i nie dostaje żadnych pieniędzy. Kiedy przyjechaliśmy do nich, zastaliśmy tylko Kellen z dwójką najmłodszych dzieci – starsze poszły z tatą do wioski oddalonej ok. 5 km w poszukiwaniu jedzenia. Jest im teraz wyjątkowo trudno. Mieszkają w wynajmowanym domku, w jednym pokoju. Mają jedno łóżko, na którym śpią rodzice – dzieci śpią na podłodze. Nie mają ogródka, w którym mogliby uprawiać warzywa. Kellen była bardzo wdzięczna za paczkę i pieniądze, które im zostawiliśmy – powiedziała, że Bóg odpowiedział w ten sposób na ich modlitwy. Potrzebują również wsparcia w opłaceniu szkoły dla dzieci, bo nie dadzą rady opłacić czesnego za kolejny semestr. Mają jeszcze dług za poprzedni semestr i jak kwarantanna się skończy i otworzą szkoły, ich dzieci nie zostaną wpuszczone ze względu na nieuregulowane opłaty. Kellen marzy o tym, żeby ich sytuacja się poprawiła – chciałaby rozpocząć jakiś swój mały biznes.

Paczki z żywnością otrzymało zbiorczo 30 rodzin, które wynajmują pokoje przy drodze. Nie mają własnego pola i utrzymują się ze sprzedaży placów bananowych, pączków, smażonej kasawy, sprzedaży warzyw. W tym czasie takie sklepy są zamknięte. W związku z tym te rodziny utraciły jedyne źródło dochodu. Oczywiście teraz ich zmaganiem jest zdobycie żywności i zmartwienie skąd wziąć pieniądze opłaty szkolne dzieci po ustaniu kwarantanny. Brakuje im też jedzenia. Ta sytuacja jest dla nich bardzo depresyjna.

Przekazaliśmy 45 paczek z żywnością dla kierowców taxi-motorów boda-boda, gdyż od marca utracili pracę (jest zabroniony transport publiczny. Skorzystaliśmy z okazji, aby rozmawiać z nimi na temat moralności i uczciwości, bo są to obszary wyzwań tej grupy zawodowej. Zachęcaliśmy ich do życia zgodnie z wiarą i Biblią. Wielu z nich dzieliło się troską, że nie będą mieli pieniędzy na opłaty za szkoły dzieci.

 

 

Ten mężczyzna przyszedł do nas podczas rozdawania paczek dla kierowców boda-boda. Powiedział: „przyszedłem błagać o jedzenie i pomoc”. W czasie rozmowy powiedział, że sprzedawał gotowane jedzenie, ale w czasie kwarantanny stracił tę możliwość, bo jest to zabronione obecnie.

Powiedział też, że kilka lat temu podczas gry w piłkę nożną miał kontuzję. Spędził 3 miesiące w szpitalu, ale nie wyleczono go. Od tamtej pory ten guz na nodze powiększa się i boli. Na operację jego wycięcia potrzeba co najmniej 6 milionów szylingów (około 6,5 tys zł), której ani on, ani jego rodzina nie ma. Mężczyzna ma żonę i jedno dziecko.

Oczywiście daliśmy mu zapas jedzenia, ale nie mamy takich pieniędzy, by mu dać na operację. Może koś z Was poruszy ta potrzeba i przekaże pieniądze na jego leczenie?

 

 

Pani ATEGEKA JESCA mieszka z mężem i 12 dzieci w swoim domu glinianym, ale mają zbyt małe pole, aby wyżywić całą rodzinę.

Najstarsza córka pracuje w ogrodach sąsiadów, podobnie jak rodzice, aby zarobić pieniądze na ich utrzymanie.

Rodzina była bardzo wdzięczna za otrzymane jedzenie.

Ich wyzwaniem są opłaty szkolne ich dzieci, gdyż 7 dzieci nadal chodzi do szkoły, ale rodzice mają zaległości z opłatami.

 

 

 

Pan BAHINDI ROBERT ma 59 lat. Ma żonę i 4 synów, którzy się ożenili i mają swoje rodziny. Jeden syn mieszka z żoną w jego domu oraz dwóch wnuków. Żona najmuje się do pracy w polu u sąsiadów.

Pan Robert nie miał problemów z utrzymaniem rodziny, ponieważ jest człowiekiem wykształconym. Od kilku lat pracował jako przewodnik turystyczny. Niestety przez kwarantannę stracił pracę, ponieważ od końca marca granice Ugandy są zamknięte i nie ma turystów. Rodzina była bardzo wdzięczna za otrzymaną żywność, gdyż obecnie było im ciężko.

 

Pani MBABAZI JANE mieszka z mężem, dziećmi i swoją 94-letnią mamą w własnym glinianym domu. Jej mąż pracuje w mieście, ale niestety kwarantanna pozbawiła go pracy i możliwości utrzymania rodziny.

Do pani Jane przyjechała jej siostra z dzieckiem, która nie miała środków do życia w obecnym trudnym czasie.

Kobiety były zaskoczone otrzymanym jedzeniem, które można powiedzieć, że spadło im z Nieba we właściwym czasie.

 

 

 

Pani BAGONZA MARY mieszka z mężem w swoim domu. Mają pięciu synów, którzy pracują w miastach. Niestety w czasie kwarantanny stracili prace, więc wysłali swoje żony z dziećmi do rodziców na wieś, gdzie jest łatwiej przeżyć niż w mieście.

Rodzina uprawia pole, ale to, co zasadzili wyrośnie im dopiero za kilka miesięcy.

Jedli kasawę i ziemniaki w tym czasie, wobec tego byli uradowani przyniesioną przez nas paczką, która zawierała różne produkty spożywcze.

 

 

Pani KUNIHIRA BEATRICE ma siedmioro dzieci. Jej mąż jest budowlańcem, ale w czasie kwarantanny stracił pracę.

Tylko młodsze dzieci chodziły wcześniej do szkoły. Starsze dzieci musiały przerwać naukę, ponieważ nie starczało pieniędzy dla nich wszystkich.

W domu mieszka dziewczynka, która jest przygarniętą sierotą. Niestety nie chodzi do szkoły. Ma 12 lat i zakończyła edukację na poziomie 2 klasy szkoły podstawowej. Rodzina potrzebuje przede wszystkim pomocy w opłatach szkolnych dzieci.

 

 

KYORUKUNDA SCOVIA ma 32 lata i dwoje dzieci. Jej mąż jest kierowcą taksówki boda-boda, ale ponieważ nie wolno korzystać z tego rodzaju transportu podczas kwarantanny, rodzina straciła jedyne źródło dochodu.

Mieszkają w wynajmowanym maleńkim pokoiku. Bardzo martwią się skąd wezmą pieniądze na opłaty za szkołę dla dzieci, czynsz oraz jedzenie. Mimo dramatycznej sytuacji, Scovia jest bardzo radosną osobą. Marzy o kawałku ziemi, gdzie mogłaby uprawiać warzywa.

 

 

TUMWEBAZE MAUREEN ma 25 lat i samotnie wychowuje trójkę dzieci. Pracuje w małym hotelu, ale podczas kwarantanny wszystkie hotele są zamknięte, więc teraz nie może pracować. Ponieważ nie ma pieniędzy na jedzenie, wysłała swoje dzieci do babci, gdzie nie będą głodować. Była bardzo wdzięczna za paczkę z jedzeniem. Potrzebuje również pomocy w opłaceniu czesnego za szkołę dla dzieci, żeby mogły dokończyć ten rok szkolny. Ale nie są to jej jedyne problemy. 1,5 miesiąca temu (tuż przed ogłoszeniem kwarantanny) wykryto u niej dwa guzy w okolicy nerek. Dostała tabletki na 3 tygodnie. Tabletki się skończyły i Maureen bardzo cierpi. Nie ma pieniędzy ani na tabletki przeciwbólowe, ani na badania, ani na leczenie. W Ugandzie służba zdrowia jest w 100% płatna – za wszystkie badania, konsultacje, zabiegi trzeba zapłacić. Maureen potrzebuje diagnozy i leczenia. Bardzo chcielibyśmy jej pomóc, dlatego zwracamy się do Was z prośbą o wsparcie finansowe na pomoc dla niej. Pomimo choroby, bólu, głodu, jest bardzo zdeterminowana, żeby poprawić sytuację swojej rodziny. Chciałaby hodować kury i w ten sposób zarabiać.

Kobieta w czarno-białej sukience nazywa się KEMBABAZI JENIPHER. Ma 47 lat. Jest rozwódką, a jej dziećmi opiekuje się ich ojciec. Po rozwodzie Jenipher wróciła do domu swoich rodziców, którzy wkrótce zmarli. Przyjęła pod swój dach kobietę ze zdjęcia (druga od lewej strony) i dwójkę jej dzieci. Ta kobieta jest lekko upośledzona umysłowo. Jej mąż jest budowlańcem, ale pochodzi z północnej Ugandy i pewnego dnia tam wyjechał i już nie wrócił. Nie było nikogo, kto podjąłby się opieki nad nimi i zrobiła to Jenipher. Wszystkich utrzymuje Jenipher. Długo pracowała w sierocińcu jako matrona opiekująca się dziećmi, ale zachorowała na cukrzycę i pojawiły się problemy z ciśnieniem. Cukrzyca spowodowała również gwałtowne pogorszenie wzroku – tak bardzo, że Maureen nie może nawet czytać. Niestety, na żadne leczenie jej nie stać. Martwi ją również opłacenie czesnego za szkołę dla dzieci, gdyż na razie nie ma żadnego źródła dochodu. Ma talent rękodzielniczy i chciałaby mieć własny sklepik, w którym mogłaby sprzedawać swoje wyroby i inne rzeczy.

 

Rodzina pani KANSIIME VOILET składa się z 9 osób. Mąż Voilet miał problemy z sercem i rok temu upadł i zmarł. Voilet sama więc troszczy się o rodzinę. Pracuje w swoim salonie – wynajmuje na niego pomieszczenie. Bardzo się stara, żeby zapewnić swoim dzieciom wykształcenie, a tym samym lepszą przyszłość. Na razie może sobie pozwolić na opłacenie szkoły czwórce dzieci, ale jej celem jest, żeby wszystkie dzieci mogły się uczyć. Będzie to możliwe, kiedy zainwestuje w swój salon, żeby przynosił jej większy dochód. Rodzina mieszka w swoim domku i ma niewielkie pole bananowców, z których banany wykorzystują na swój własny użytek. Teraz Voilet nie może pracować z powodu kwarantanny. Nie ma więc dochodu. Nie ma za co kupić jedzenia dla rodziny, czynszu za salon oraz nie będzie miała pieniędzy na opłacenie kolejnego semestru w szkole.

 

Rodzina pani SATURDAY ANNET składa się z 17 osób. Mieszkają w swoim domu na niedużej działce. Pani Annet ma 12 dzieci i troje wnuków, którzy z nią mieszkają, podczas kiedy ich rodzice pracują w miastach. Ośmioro dzieci uczy się w szkołach, a pięcioro jest sponsorowanych przez Polaków. Pani Annet miała trudności z oddychaniem i szybko się męczyła, ale nie miała pieniędzy, aby się leczyć. Dzięki ofiarności Polaków mogła zrobić badania w szpitalu i otrzymać leki. Obecnie czuje się znacznie lepiej. Na utrzymanie rodziny pracuje tylko mąż pani Annet na plantacji herbaty, gdzie zarabia 150.000 szylingów miesięcznie (ok. 160 zł). W związku z kwarantanną obecnie nie może pracować, a więc rodzina nie ma dochodu i dlatego była w potrzebie żywności. Na małej działce uprawiają banany i kawę. Opłaty szkolne pozostałych dzieci wynoszą około 250 zł na semestr, co stanowić teraz będzie dla nich wielkie wyzwanie.

 

Pani BAGAYA MAYIMUNA ma sześcioro dzieci. Jej mąż jest ojcem tylko tych młodszych. Utrzymanie rodziny spoczywa na barkach Mayimuna – mąż w niczym nie pomaga. Mają pole, które Mayimuna uprawia. Hoduje także kozy. Jednak zarówno wyhodowanie kozy, jak i czekanie na zbiory posadzonych warzyw, długo trwa i często Mayimuna zmaga się z brakiem jedzenia i pieniędzy na ubrania i szkołę dla dzieci. Za semestr szkoły trzeba zapłacić ok. 100 zł. Bez wsparcia Mayimuna nie będzie mogła zapłacić za kolejny semestr szkoły i dzieci nie będą mogły dokończyć roku 😦

 

 

Pani KABABITO OLIVER ma czworo dzieci. Zbiera drewno na opał i sprzedaje je kobiecie z wioski Kaihura – w ten sposób zarabia. Niestety, wszystkie zarobione pieniądze przepija. Na utrzymanie rodziny pracują dwaj starsi synowie Oliver. Oni kupują jedzenie i ubrania dla rodziny. Jedzą tylko raz dziennie – posho i kasawę. Dom, w którym mieszkają, jest bardzo stary i jest w kiepskim stanie. Chłopcy to bardzo dzielni i odpowiedzialni młodzi ludzie, ale potrzebują pomocy w utrzymaniu rodziny, bo jest to bardzo trudne zadanie – zwłaszcza teraz w dobie kwarantanny. Ich siostra straciła pomoc cioci, która opłacała jej czesne za szkołę. W tej sytuacji jest potrzebne około 350 zł na semestr, aby mogła wrócić do szkoły, bo jej bracia mają sponsorów z Polski.

Rodzina pani KUNIIRA VALLEY składa się z siedmiu osób: rodziców i pięciorga dzieci (najstarsze ma 14 lat). Utrzymują się z pracy na plantacji herbaty, ale teraz nie mogą pracować z powodu kwarantanny.

Przy domu mają niewielki ogródek, w którym uprawiają kasawę i ziemniaki. Sytuacja rodziny jest trudna – jedzą tylko kasawę i doddo (liście podobne do szpinaku), ewentualnie posho, jeśli je dostaną. Czworo dzieci chodzi do szkoły, ale rodzice mają ogromne problemy z opłaceniem czesnego, nawet w normalnych warunkach, kiedy mogą pracować.

Kwota czesnego za semestr za wszystkie dzieci to około 150 zł. Kiedy przyjechaliśmy do nich z paczką żywnościową, cała rodzina pracowała w ogródku. Byli bardzo wdzięczni za wsparcie, bo naprawdę brakowało im jedzenia.

 

KEMIGISA LILLIAN ma 36 lat i sama wychowuje troje dzieci. Mąż porzucił ją i dzieci i ma inną rodzinę. Nie wspiera ich finansowo. Lillian utrzymuje rodzinę pracując w małym hotelu ze śniadaniami. Teraz jednak nie może pracować, bo wszystkie hotele zostały zamknięte. Nie ma ogródka, w którym mogłaby uprawiać warzywa – jedzenie musi kupować. Jej, i tak już trudną sytuację, pogarsza fakt, że ma syna chorego na alergię – skóra go swędzi i robią się rany, w które łatwo może wdać się zakażenie. Wszystkie pieniądze, które Lillian miała, wydała na lekarstwa dla chłopca.

Bardzo dużym wyzwaniem będzie dla Lillian opłacenie czesnego za kolejny semestr w szkole – wszystkie dzieci się uczą, a ona straciła źródło dochodu. Potrzebna jest również pomoc w zakupie żywności i leków dla Jonathana.

 

JUNIOR DONANTO  i jego żona pobrali się rok temu. Nie mają na razie własnych dzieci, ale wychowują bratanka Donanto. Rodzice chłopca pracują i nie mają możliwości opiekować się dzieckiem. Dlatego oddali go na wychowanie Donanto i jego żonie. Mieszkają w maleńkim domku o powierzchni 6 m kwadratowych! Donanto pracuje na niewielkich budowach lub na polach sąsiadów, ale zarabia niewiele. A w czasie pandemii w ogóle nie może pracować. Ich sytuacja jest bardzo trudna. Jedzą dwa razy dziennie, ale brakuje im żywności, mydła i pieniędzy na czesne za szkołę chłopca. Nie mogą sobie pozwolić na wydanie ok. 40 zł na semestr i dlatego chłopiec nie chodzi do szkoły.

 

Mama KANYIKE BENJAMINA ma czworo dzieci, które wychowuje sama – ich ojciec odszedł do innej kobiety. Razem z nimi mieszka jeszcze babcia i dziecko siostry Benjamina. Łącznie jest ich siedmioro. Utrzymują się z małego sklepiku, który prowadzą. Babcia czasami gotuje większą ilość jedzenia i później sprzedaje ludziom. Ale teraz handel jest zakazany, a jedzenia od babci też nikt nie kupuje, bo ludzie nie mają pieniędzy. Mieszkają w wynajmowanym domu i nie mają ogródka, który mógłby ich podratować w tej ciężkiej sytuacji. Jedzą dwa razy dziennie. Troje dzieci się uczy i na ich powrót do szkoły po kwarantannie nie będzie pieniędzy. Jeśli ktoś nie pomoże im w zapłaceniu czesnego, dzieci będą musiały zostać w domu i stracą jeden rok. Koszt czesnego za semestr dla trojga dzieci to ok. 200 zł.

 

Mąż KABARANGIRA GRACE zmarł dawno temu i Grace została sama z trójką dzieci. Nie ma stałego źródła dochodu, ale pracuje na polach sąsiadów i w ten sposób udaje jej się zarobić niewielkie pieniądze. Teraz, w czasie pandemii koronawirusa, sąsiedzi nie pracują, więc nie potrzebują pomocy Grace przy obrabianiu swoich pól, bo robią to sami. Grace nie zarabia więc nic. Ma wprawdzie niewielki własny ogródek,w którym uprawia warzywa, ale nie jest on wystarczająco duży, żeby zaspokoić potrzeby rodziny. Jedzą raz lub dwa razy dziennie – w zależności od tego, czy Grace dostanie jakieś jedzenie od sąsiadów, czy nie. Kobieta robi, co może, ale nie jest jej łatwo, zwłaszcza że jest lekko upośledzona umysłowo, cierpi na bóle głowy i ma problemy ze wzrokiem. Brakuje jej pieniędzy na jedzenie. Sytuacja Grace jest trudna. Nie ma pieniędzy, żeby kupić jedzenie, sól, cukier, mydło… Dzieci chodzą do szkoły, ale mama ma ogromne problemy z opłacaniem czesnego, które wynosi ok. 150 zł za semestr. Kiedy skończy się kwarantanna i otworzą szkoły, dzieci Grace będą musiały zostać w domu, bo kobieta nie będzie w stanie zapłacić za naukę dzieci.

Rodzina ATUHAIRE FAITH liczy sześć osób. Mąż Faith wyjechał do Kampali i już nie wrócił – zostawił rodzinę i nie pomaga jej finansowo. Żeby utrzymać rodzinę, Faith sprzedaje trzcinę cukrową i hoduje kury.

Rodzina je dwa razy dziennie – kasawę i banany. Troje dzieci chodzi do szkoły, ale Faith ma problemy z opłaceniem czesnego w wysokości ok. 200 zł za semestr.

 

 

TUHAISE MICHAEL ma żonę i sześcioro dzieci. Żeby utrzymać rodzinę, pracuje na małych budowach i na polach sąsiadów. Teraz jednak, podczas kwarantanny, nie może pracować i są takie dni, kiedy jego rodzina nie je, bo nie mają pieniędzy na zakup żywności, a Michaelowi nie uda się nic dostać.

Mają mały ogródek przy domu, ale plony są zdecydowanie za małe, żeby zaspokoić potrzeby rodziny. Oprócz jedzenia, potrzebują pomocy w opłaceniu szkoły dla trójki dzieci (ok. 70 zł).

 

 

Rodzina pani KEMIGABO GRACE składa się z siedmiu osób: mamy (na zdjęciu w czerwonej spódnicy), która ma dwoje dzieci, babci i czworo małoletnich krewnych.

Sytuacja rodziny jest bardzo trudna. Mieszkają w wynajmowanym glinianym domku, nie mają nawet kawałka ziemi, który mogliby uprawiać. Pani Kemigabo utrzymuje rodzinę, pracując na polach sąsiadów.

Do szkoły chodzi tylko dwoje dzieci (opłaty to ok. 150 zł za semestr), a zdobycie takich pieniędzy jest niemal abstrakcyjne w sytuacji, kiedy nie ma się żadnego źródła dochodu. Rodzina je tylko posho i czasami fasolę.

Każdego dnia zmagają się z głodem. Potrzebna jest pomoc w zakupie jedzenia i opłacie czesnego za szkołę dla dzieci.

 

MUSIMENTA EVAS samotnie wychowuje pięcioro dzieci. Jej mąż zmarł i zostawił jej maleńki kawałek ziemi, na którym uprawia ziemniaki. Evas najmuje się do kopania na polach sąsiadów – zarabia jednak bardzo niewiele. Żadne dziecko nie chodzi do szkoły ze względu na opłaty szkolne, na które Evas nie stać. Sytuacja jest bardzo ciężka. Brakuje im właściwie wszystkiego – koców, prześcieradeł, ubrań, a przede wszystkim jedzenia. Rodzina je tylko raz dziennie – ziemniaki, które uprawiają. Kiedy do nich dotarliśmy, Evas powiedziała, że ta paczka jest dla nich, jak dar z nieba. Dwójki dzieci nie ma na zdjęciu, bo przed naszą wizytą poszły szukać jedzenia (np. grzybów w lesie). Bardzo potrzebne jest wsparcie w posłaniu dzieci do szkoły.

 

KAZIGATI IMELDA jest mamą pięciorga dzieci. Jej mąż zmarł. Mieszka ze swoją mamą. Mają malutki ogródek, który uprawiają, ale jest zdecydowanie za mały, żeby rodzina mogła się w oparciu o zbiory wyżywić. Sytuacja rodziny jest bardzo zła. Jedzą raz dzinnie – kasawę i jam. Troje dzieci chodzi do szkoły – czesne za semestr to ok. 200 zł, ale Imeldzie jest bardzo trudno zgromadzić taką kwotę, dlatego dzieci często są odsyłane ze szkoły do domu po pieniądze. Brakuje im jedzenia, śpią na ziemi, nie mają koców, ubrań. Konieczne jest również wsparcie w opłatach szkolnych.

 

Rodzina NYAKATO JANET składa się z siedmiu osób: rodziców i pięciorga dzieci. Mieszkają w malutkim, glinianym domku. Nie mają materacy, koców. Janet i jej mąż pracują na polach sąsiadów. Jedzą milet – dwa razy dziennie. Dwoje dzieci chodzi do szkoły, ale rodzice zmagają się z poważnymi problemami w opłaceniu czesnego. Po kwarantannie na pewno nie będą mieli pieniędzy na powrót dzieci do szkoły. Potrzebują przede wszystkim jedzenia i pomocy w opłaceniu szkoły dzieci.

 

Rodzina KEMIREMBE liczy sześć osób: rodziców i czwórkę dzieci. Wszystkie dzieci chodzą do szkoły, ale opłaty (ok. 200 zł za semestr) przerastają możliwości rodziców. Państwo Kemirembe robią, co mogą, ale nie mają żadnego wykształcenia i jedyna praca, jaką mogą wykonywać to kopanie na polach sąsiadów. A jest to, niestety, bardzo słabo płatne zajęcie. Mają kawałek własnej ziemi, ale jest bardzo nieurodzajna. Jedzą tylko jeden posiłek dziennie – 4 ziemniaki na osobę. Potrzebują pieniędzy na jedzenie i opłaty szkolne, żeby dzieci mogły wrócić do szkoły po kwarantannie i ukończyć rok.

 

Kiedy dotarliśmy do domu pana KAROLE NDYANABO, okazało się, że mieszka tam aż 25 osób! Pan Karole ma 4 żony, które łącznie mają 20 dzieci! On sam ma 73 lata i jest schorowany. Nie pracuje. Na utrzymanie rodziny pracują na polach sąsiadów jego żony. Nie zarabiają jednak wiele, a potrzeby rodziny są bardzo duże. Jedzą kasawę raz dziennie. 15 dzieci chodzi do szkoły, ale bardzo nieregularnie i często nie kończą semestrów z powodu braku opłat. Potrzebują absolutnie wszystkiego, ale najbardziej jedzenia, mydła, koców, ubrań i opłacenia dzieciom szkoły. Na zdjęciach pan Karole z trzema z czterech swoich rodzin.

NYAARHUMA DEO wychowuje sam pięcioro dzieci. Zarabia na utrzymanie, pracując na polach sąsiadów. Ma kawałek własnego ogródka, ale jest niewielki i nie wystarcza na zaspokojenie potrzeb żywieniowych rodziny. Jedzą dwa razy dziennie. Dom, w którym mieszkają, jest w bardzo złym stanie. Dach jest dziurawy i kiedy pada deszcz, do środka leje się woda. A ponieważ nie mają łóżek, muszą spać na zalanej podłodze. Dom wymaga remontu, ale Deo nie może sobie na niego pozwolić. Dzieci chodzą do szkoły (koszt to ok. 300 zł za semestr za wszystkich łącznie), tata jednak ma problemy z opłaceniem czesnego – tutaj potrzebne jest wsparcie. Potrzebują również jedzenia.

EDWARD I JOVANIS są małżeństwem z czwórką dzieci. Nie są wykształceni, nie mają ziemi, którą mogliby uprawiać. Codziennie stawiają czoła wyzwaniu pt. „Czym nakarmię dzisiaj moje dzieci?”.

Robią wszystko, co w ich mocy, żeby zapewnić byt rodzinie. Nie mają nawet własnego domu – śpią u człowieka, który daje im pracę. Troje dzieci chodzi do szkoły, ale nieregularnie – bo i czesne płacą, kiedy mogą (ok. 200 zł za semestr).

Jest im bardzo trudno. Jedzą raz dziennie. Ich córeczka ma plamy na skórze – na leczenie nie ma pieniędzy… Bardzo przygnębiający obraz i ogromna potrzeba pomocy.

 

 

 

KATUSABE JAMES i jego żona mają pięcioro dzieci. Mieszkają w malutkim domku w bardzo złych warunkach. Pracują na polach sąsiadów, ale zarabiają tak niewiele, że jedzą tylko raz dziennie – milet. Mają własny ogródek, jednak ziemia jest tam nieurodzajna. Czworo dzieci chodzi do szkoły, ale często nie zaliczają semestru, bo czesne nie jest opłacone i nie mogą chodzić do szkoły. Koszt opłat szkolnych za jeden semestr to ok. 300 zł za całą czwórkę dzieci. Bardzo potrzebują pomocy – zarówno w opłaceniu czesnego, jak i wsparcia w zakupie jedzenia.

 

 

Rodzina AKUGIZIBWE BASILA liczy 10 osób, w tym ośmioro dzieci. Trójki nie ma na zdjęciu, bo kiedy przyjechaliśmy, byli nad rzeką, próbując złapać ryby. Rodzice przekopują ogródki sąsiadów i w ten sposób zarabiają. Mają też swoje niewielkie pole, ale z bardzo ubogą ziemią, więc plony są bardzo słabe. Potrzebują jedzenia, koców, prześcieradeł i ubrań, a także pomocy w opłacaniu czesnego za szkołę, bo tylko dwoje dzieci się uczy, pozostała szóstka – nie. Jedna z córek zdała egzamin kończący szkołę podstawową na piątkę, ale nie poszła do szkoły średniej, bo rodzice nie są w stanie jej opłacić. Opłaty szkolne dla wszystkich dzieci to koszt ok. 600 zł za semestr.

 

KAABAROLE RONALD ma rodzinę liczącą 13 osób. Wszyscy mieszkają w malutkim domku. Kiedy dotarliśmy do domu Ronalda, jego żony nie było – poszła błagać ludzi o coś do jedzenia. Sytuacja tej rodziny jest dramatyczna. Jedzą raz dziennie, jeśli ktoś pomoże – najczęściej ziemniaki.Rodzice nie mają stałego źródła dochodu – najmują się do pracy na polach sąsiadów, jeśli sąsiedzi potrzebują pomocy. Teraz rzadko jej potrzebują, w związku z czym Ronald i jego żona nie zarabiają nic. Mają mały ogródek – zdecydowanie za mały, żeby mógł ich wyżywić. Pięcioro dzieci chodzi do szkoły, ale rzadko kończą semestr, bo rodzice nie mają jak opłacić czesnego. Potrzebują właściwie wszystkiego: jedzenia, koców, ubrań, mydła… Bardzo potrzebne jest wsparcie w opłaceniu szkoły dla dzieci, żeby mogły się uczyć i zdobyć zawód – ok. 500 zł za semestr.

KABUEETA SEBESITIANO mieszka ze swoim wnukiem. Wnuka nie ma na zdjęciu, bo przed naszymi odwiedzinami, poszedł do lasu szukać grzybów. Z lewej strony na zdjęciu jest kuchnia (ten namiot), a z prawej – kawałek domu. Sytuacja rodziny jest bardzo zła. Dziadek został z wnukiem sam – wszyscy pozostali członkowie rodziny zmarli. Sebesitiano nie jest w stanie pracować, bo jest już starszym schorowanym człowiekiem i sam potrzebuje opieki. Nie mają żadnego źródła dochodu. Szkoła wnuka kosztuje ok. 70 zł za semestr, ale dziadek nie ma pieniędzy, żeby ją opłacać. Nie ma pieniędzy na nic – nawet na jedzenie. Bardzo potrzebne jest tutaj wsparcie.

 

Rodzina BIMAANA zmaga się z ogromną biedą. Babcia, rodzice i trójka dzieci są emigrantami z Rwandy. W ojczystym kraju byli żebrakami i postanowili szukać lepszego życia w Ugandzie. Wygląda jednak na to, że ich sytuacja niewiele różni się od tej, którą mieli w swoim kraju. Mieszkają w bardzo złych warunkach w wynajmowanym domku.

Rodzice najmują się do pracy w polu sąsiadów, ale zarabiają bardzo niewiele. Nie wystarcza nawet na jedzenie – jedzą raz dziennie kasawę.

Dzieci nigdy nie chodziły do szkoły i jest to naprawdę ostatnie zmartwienie, jakie mają rodzice. Nie mają pieniędzy na opłacenie czynszu, nie mają pieniędzy na jedzenie (ogródka też nie mają, żeby mogli coś uprawiać), nie mają ubrań, butów, mydła, koców ani prześcieradeł – nie mają praktycznie nic. Bardzo potrzebna jest tutaj pomoc, bo sytuacja tych ludzi jest dramatyczna.

Pan WARUGABA LAURENT ma czworo dzieci w wieku od 5 miesięcy do 11 lat. Ma także w domu jedno 2-letnie dziecko – sierotę, które jego żona wykarmiła na swej piersi, gdy podczas porodu zmarła mama tej dziewczynki (na zdjęciu w różowej sukience).

Państwo Warugaba mają swój dom i działkę. Pan Laurent stracił pracę w styczniu i od tamtej pory zmaga się ze środkami na utrzymanie rodziny.

Jedzą ziemniaki, kasawę i posho. Byli wdzięczni za paczkę, choć pan Laurent wolałby nie być w tym położeniu. Jest człowiekiem wykształconym, ale mimo wszystko trudno mu znaleźć pracę.

 

 

 

W domu pani MARGARET mieszka 6 osób: jej syn z żoną i dziećmi oraz córka z synem Adolfem. Kiedy przyjechaliśmy z jedzeniem, w domu była tylko synowa z małym dzieckiem oraz Adolf. Pani Margaret pojechała opiekować się swoją chorą mamą. Chłopak rozpoczął naukę w pierwszej klasie gimnazjum, ale ani jego mama ani babcia nie były w stanie zdobyć środków na jego czesne. Adolf w czasie wolnym wypala węgiel drzewny i w tym czasie kwarantanny udało mu się wyprodukować trochę węgla. Po jego sprzedaniu kupił sobie zeszyty i ma pieniądze na część czesnego. Adolf jest pierwszą osobą z rodziny, która poszła do gimnazjum. Ten dzielny chłopiec potrzebuje, aby ktoś mu pomógł w opłatach szkolnych by kontynuować naukę. Jest dzielny i bystry.

 

Głową tej licznej rodziny jest pani BANURA JOANNA ATWOOKI. Ma 78 lat, a od 17 lat jest wdową. Pani Joanna i jej mąż mieli 12 dzieci, ale 8 zmarło. W małym domku, bardzo starym, mieszka 14 osób, w tym dziesięcioro dzieci. Czworo dzieci jest sponsorowanych przez Polaków. Pani Joanna sprzedała swoje krowy i część ziemi i za te pieniądze wybudowała nowy dom – niestety nie wystarczyło środków na dokończenie budowy. Cała rodzina mieszka więc nadal w domu, który grozi zawaleniem. Dzieci chodzą do szkoły, ale ze względu na kwarantannę, rodzice utracili źródło dochodu i bez pomocy nie będą w stanie opłacić czesnego za kolejny semestr. Rodzina była bardzo wdzięczna za jedzenie, które otrzymała, bo wszystkie zapasy, jakie mieli, już im się skończyły.

 

Pan HENRY NYANDURU ma 64 lat i zmaga się z różnymi chorobami. Jest wdowcem. Mieszka z synem i trzema wnukami.

Jeden jego syn jest nauczycielem, ale od marca nie otrzymał pensji. Inni synowie na czas kwarantanny stracili pracę i nie otrzymują pieniędzy.

Byli bardzo wdzięczni za otrzymane jedzenie, bo jest im ciężko się wyżywić w tym czasie.

 

 

Pan KYALIGONZA AUGUSTINE mieszka z żoną i 8 dzieci w glinianym domu na bardzo małej działce. Nie mają swojego pola, które mogliby uprawiać. Najmują się do prac w rolnictwie u sąsiadów, ale zarabiają za to bardzo mało. Trudno im utrzymać rodzinę. Tylko 3 dzieci chodzi do szkoły. Kiedy tam przybyliśmy, jego żona Veronica ledwo chodziła, bo została kilka dni temu pogryziona przez psa, a rodzina nie miała pieniędzy na zapłatę za szpital. Ich młodszy syn został przypadkiem poparzony wrzątkiem i jak zobaczyliśmy, że płacze z bólu, bo ma oparzenie 2 stopnia, a rodzina nie ma 300 zł, aby zabrać go do szpitala, to my go wzięliśmy do szpitala. Rodzina potrzebuje pomocy na jedzenie i w opłatach szkolnych dzieci.

 

Pani OMUHEREZA KABAJUNGU ma 100 lat, a jej mama – 130! Cała rodzina, mieszkająca w tym domu liczy 14 osób. Nie mają żadnego źródła dochodu. Dom jest malutki i w bardzo złym stanie.

Ośmioro dzieci chodzi do szkoły – opłaty wynoszą ok. 500 zł za semestr, ale w tej chwili jest to kwota poza zasięgiem dla tej rodziny. Potrzebują stałego wsparcia w opłacaniu czesnego. Jedzenie jest tutaj również potrzebne.

 

 

 

Pani KABAHANDIKI MARGRET jest wdową z trójką dzieci. Mieszkają w maleńkim domku, który jest w bardzo złym stanie. Są bardzo biedni. Pani Margret zarabia niewielkie kwoty, pracując na polach u sąsiadów. Rodziną opiekuje się pastor Sam z kościoła w Nyakagongo, do którego należą. Przyjął dzieci do szkoły, pomaga w sytuacjach, które wymagają leczenia (służba zdrowia w Ugandzie jest w 100% płatna). Ale ich sytuacja jest bardzo trudna.

 

 

 

Kiedy dowiedzieliśmy się o powodzi w Kasese, w której ucierpiało ok. 100 tysięcy ludzi, udaliśmy się tam z paczkami żywnościowymi. Dotarliśmy do 65 domów, w których obdarowaliśmy ok. 350 osób. W obozie dla powodzian zostawiliśmy 100 paczek z jedzeniem i środkami czystości dla 582 osób. Sytuacja tych ludzi jest naprawdę dramatyczna, ale wykorzystując środki, które mamy dzięki Waszej ofiarności, mogliśmy trochę ulżyć w ich niedoli. Poniżej zdjęcia i opis części rodzin, które odwiedziliśmy.

Niektóre Rodziny z Kasese – opis

 

 

Pani KATABARWA ANTONINA (na zdjęciu z prawnuczkami) ma 80 lat. Miała dziewięcioro dzieci, ale siedmioro zmarło, m.in. na AIDS, pozostawiając osierocone dzieci. Wnuki pani Antoniny zamieszkały z ciocią i wujkiem (żyjącymi dziećmi pani Antoniny), a dziewięcioro wnuków i prawnuków pozostaje pod opieką staruszki. Jest to naprawdę niezwykle dzielna kobieta. Mieszka w bardzo złych warunkach, jest schorowana, ma problemy z chodzeniem, a mimo to opiekuje się dziewięciorgiem dzieci. Nie ma żadnego źródła dochodu. Wnuki czasami pracują na polach sąsiadów i zarabiają na drobne swoje wydatki. Żadne z wnucząt nie chodzi do szkoły, bo nie ma na to pieniędzy. Pani Antonina nie gotuje – jedzenie przynosi jej syn i wnuk, którzy mieszkają w pobliżu. Jej sytuacja jest wyjątkowo trudna i wymagająca pomocy.

Pan BALINDA RICHARD (na zdjęciu w niebieskiej koszuli) ma 60 lat i jest synem opisanej wyżej pani Antoniny. Ma dziesięcioro własnych dzieci w wieku od 10 do 35 lat. Opiekuje się również kilkoma sierotami pozostawionymi przez swoje zmarłe rodzeństwo. Rodzina utrzymuje się z uprawy i sprzedaży kukurydzy i innych warzyw. Teraz, podczas kwarantanny dzieci szukają pracy na polach innych ludzi. Mieszkają w glinianym domu. Dziesięcioro dzieci jest w wieku szkolnym – wszystkie się uczą. Na opłaty szkolne rodzina wydaje ponad 2000 zł na semestr. Kwota jest tak duża, bo jeden z synów pana Richarda jest na trzecim roku seminarium duchownego, z które czesne wynosi ok. 1100 zł. Rodzina martwi się, że po zakończeniu kwarantanny nie będzie mogła sobie pozwolić na opłacenie szkoły. Teraz jedzą bardzo skromne posiłki, nie dojadają.

AMANYIRE MOSES (21 lat) i BASEMERA GLORIA (20 lat) są młodym małżeństwem. Mają jedno dziecko. Są niewykształceni – nie zdobyli żadnego zawodu z powodu braku pieniędzy. Moses zakończył edukację na trzeciej klasie szkoły średniej, a Gloria skończyła tylko sześć klas podstawówki. Moses zarabia na życie, wypalając węgiel drzewny, ale nie jest to wysoko płatne zajęcie, więc rodzina żyje bardzo skromnie. Jeśli jest taka możliwość, oboje dorabiają pracując na polach sąsiadów. Teraz jest im wyjątkowo ciężko, bo na polach nie ma pracy. Marzeniem Glorii jest nauczenie się krawiectwa, a Moses chciałby być murarzem. Potrzebują wsparcia w opłaceniu kursów zawodowych – ok. 1000 zł, żeby mogli nauczyć się konkretnego fachu i stanąć pewnie na własnych nogach.

 

 

 

________ Cdn. Będziemy każdego dnia dodawać opisy kolejnych rodzin.

Spotykaliśmy w tym czasie tak wiele rodzin w trudnej sytuacji i wysłuchaliśmy tak wielu smutnych historii, że pojawia się w nas pytanie: jak skutecznie pomóc im wszystkim?

Jeśli pojawią się środki, to będziemy chcieli przede wszystkim najpierw opłacić szkoły tym dzieciom, by nie przerywały nauki. A w drugiej kolejności pragniemy dostarczyć każdej rodzinie finanse (około 200-300 zł) na rozpoczęcie małej działalności, która przyniesie im dochód, pomagający utrzymać rodzinę.

Zachęcamy do kontaktu z nami na misje@wse.org.pl osoby, które chciałyby przekazać danej rodzinie środki na rozpoczęcie takiej małej działalności. Będzie to hodowla zwierząt gospodarczych (kozy, świnie, kury, króliki), nasiona na uprawę, wyplatanie koszyków, założenie sklepu z art. spożywczymi, handel odzieżą używaną, itp.).